Czy krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego powinien zniknąć? Ten krzyż, który obecnie tam stoi, jest w oczywisty sposób znakiem tymczasowym, przejściowym. Taki też był w intencji stawiających go osób. Postawiono go przecież doraźnie, w miejscu, które spontanicznie, błyskawicznie stało się miejscem pamięci narodowej.

Upamiętnianie ważnych wydarzeń powinno się odbywać w sposób godny, a nie tymczasowy. Zatem ten konkretny krzyż – drewniany, postawiony w brzydkim metalowym rusztowaniu – powinien zniknąć. Nie jest on bowiem wystarczająco godnym upamiętnieniem ofiar katastrofy. Powinien natomiast w tym miejscu znaleźć się wyraźny znak pamięci – na pewno tablica, może w przyszłości coś więcej.

Symbolika tego przyszłego znaku pamięci powinna wyrażać społeczną treść wydarzenia, jakie tam miało miejsce. A składano tam hołd przede wszystkim Lechowi i Marii Kaczyńskim, lecz pomiędzy zniczami stały także fotografie wielu innych osób tragicznie zmarłych w katastrofie smoleńskiej. Opłakiwano w tym właśnie miejscu wszystkie ofiary. Całkowicie naturalne i oczywiste jest, że – skoro zginęło tak wielu wybitnych urzędników państwowych z prezydentem na czele – to właśnie siedziba głowy państwa stała się symbolem całej tragedii.

Dzięki temu doświadczeniu na pewien czas unieważnione zostało przekleństwo polskiego życia publicznego, jakim jest trwający dystans, a wręcz przepaść między „my-społeczeństwo” a „oni-politycy”. Oto ludzie spontanicznie ocierali łzy żalu po śmierci polityków, także tych, których do tej pory nie lubili czy wręcz odrzucali. Trzeba czym prędzej zakończyć obecny gorszący, zastępczy spór o krzyż pod pałacem, aby na nowo nie pogłębiać tej przepaści.

Oczekuję też zdecydowanej postawy ze strony Kościoła hierarchicznego. Przed 11 laty spór wokół krzyży na oświęcimskim żwirowisku został rozwiązany dzięki jednoznacznemu stanowisku Episkopatu Polski, który przypomniał, że krzyż nie może być nadużywany do walki politycznej. Wówczas Episkopat ściśle współdziałał z rządem. Również w sprawie krzyża pod Pałacem Prezydenckim oczekiwałbym ze strony Kurii warszawskiej nie umywania rąk, jak słyszeliśmy do tej pory, lecz pomocy, czy wręcz inicjatywy, w rozwiązaniu problemu.