To nasza wina, bo my odpowiadamy za formację ludzi – mówi o. Józef Puciłowski w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego”.

Komunia święta na rękę nie jest profanacją, zaś „potępiając jeden z godziwych sposobów jej przyjmowania, wprowadza się nieład i podział w rodzinie Kościoła” – pisała na początku października Komisja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Konferencji Episkopatu Polski. To odpowiedź na akcję „STOP Komunii świętej na rękę!”, zorganizowaną przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi. Jej inicjatorzy stworzyli banery przedstawiające brudne dłonie i hostię we krwi.

O tym, że pandemia ujawniła braki w katechezie dorosłych, biskupi dyskutowali 5 i 6 października podczas zebrania plenarnego, które odbywało się w Łodzi i Pabianicach. Większość z nich od połowy marca, wraz ze wzrostem liczby zachorowań na koronawirusa, zalecała wiernym taką formę przyjmowania Komunii.

Zdaniem dominikanina o. Józefa Puciłowskiego opór przed Komunią na rękę bierze się „z głupoty księży”. „To nasza wina, bo my odpowiadamy za formację ludzi” – mówi w wywiadzie Artura Sporniaka w „Tygodniku Powszechnym”.

Historyk Kościoła przypomina, że „od początku chrześcijaństwa przez prawie całe pierwsze tysiąclecie taka formuła była praktykowana. Istnieją świadectwa z pierwszych wieków opisujące szczegółowo, jak się ją powinno przyjmować. Dopiero średniowieczny kult Eucharystii spowodował zmianę praktyki, jak i to, że świeccy zaczęli rzadko przystępować do komunii. Sobór Watykański II przywrócił możliwość przyjmowania komunii na rękę i z powodzeniem ten sposób funkcjonuje na Zachodzie”. „W Polsce przepisy liturgiczne także go dopuszczają, ale z powodów, które trudno mi zrozumieć, księża wolą, gdy wierni klękają i wystawiają język” – zaznacza.

Jak podkreśla zakonnik, rozdając Komunię do ust „nie da się uniknąć, by szafarz nie miał śliny na palcach. Więc nie da się uniknąć tego, by nie roznosić w ten sposób chorób zakaźnych. I z tą świadomością musimy żyć”.

Do tematu odnosi się także w tym samym numerze pisma ks. Adam Boniecki. „Długo zadawałem sobie pytanie, czy ludzie nie rozumieją, że ja, ksiądz podając do ust Komunię św., zbliżam rękę do ust kolejnych osób, z których każda może być zakażona i każda może wychuchać na moją rękę wirusa, którego przeniosę do następnych?” – przyznaje w edytorialu. I dodaje: „Teraz już nic nie mówię, nie tłumaczę. Bo w tej wojnie nie chodzi o żaden «grzech śmiertelny», ale o protest przeciw naruszeniu czegoś «co było zawsze», «Bóg tak chce», a «my bronimy czci Boga». Mniejsza, że nie zawsze tak było i że nie z woli Boga, ale z woli ludzi zarzucono praktykowany przez kilkaset lat sposób udzielania Komunii – do ręki właśnie”.

„Tak się dzieje, gdy na praktyki religijne patrzymy jak na skamieliny” – zaznacza redaktor senior „Tygodnika Powszechnego”. „Smutne, że w imię Jezusa broni się formy kultu, która dzisiaj zagraża zdrowiu i życiu wielu ludzi” – podsumowuje. 

Przeczytaj także tekst ks. Andrzeja Draguły „Eucharystia: teologia i higiena”