Wyjście z kryzysu może przyjść tylko poprzez to, że przejmiemy się Ewangelią i zaczniemy działać, nie oglądając się na opieszałość innych – 14 października dyskutowali Agnieszka Kosowicz, Paweł Dobrowolski, ks. Grzegorz Strzelczyk i Zbigniew Nosowski.

Rozmowę o kryzysie Kościoła z Agnieszką Kosowicz, Pawłem Dobrowolskim i ks. Grzegorzem Strzelczykiem prowadził Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny kwartalnika „Więź”. Inspiracją był jesienny numer pisma oraz esej Nosowskiego „Jest źle”.

Bezradność, która rodzi agresję

Jak zauważyła Agnieszka Kosowicz, prezeska Polskiego Forum Migracyjnego, obecnie wśród znacznej grupy katolików panuje strach, nieufność wobec innych i postrzeganie wiary przez pryzmat odgradzania się od nich. Jej zdaniem Kościół przestał być miejscem dla wielu osób autentycznie wierzących, nie odnajdują się one w nim i dyskutują, ile jeszcze są w stanie wytrzymać, by nie odejść.

Paweł Dobrowolski, teatrolog i współtwórca kampanii „Przekażmy sobie znak pokoju”, zwrócił uwagę, że agresywne postawy w Kościele wynikają z kryzysu wiary. – Próbuje się własną niewiarę i wątpliwości zakrzyczeć obroną „wartości chrześcijańskich” przed różnego rodzaju obcymi – ideologami czy uchodźcami. Nie chcemy się w Kościele przyznać do tego, że nasza wiara ze swej istoty jest krucha – mówił.

Z kolei ks. Grzegorz Strzelczyk przekonywał, że mamy dziś trudność z przekazem wiary, zwłaszcza wśród młodzieży. Ta bezradność rodzi lękowe reakcje i agresję. – Najprostszym rozwiązaniem wydaje się znalezienie winnego na zewnątrz, i niestety często tego winnego się znajduje. A problem jest wewnątrz, w naszym własnym świadectwie – stwierdził teolog. Ten kryzys – jak zaznaczył – trwa w Polsce co najmniej od lat 80., ale „strukturalnie przespaliśmy sprawę”.

„Okazało się, że nie mówimy tym samym językiem”

Mówiąc o trudnościach w Kościele, prezeska Polskiego Forum Migracyjnego wspomniała ogromny opór księży, który napotkała, próbując przekonywać parafie do przyjęcia uchodźców. – To był dla mnie szok. Myślałam, że przyjęcie prześladowanych jest dla chrześcijan sprawą oczywistą. Zwróciłam się do Kościoła w przekonaniu, że idę do swoich. Okazało się, że nie mówimy tym samym językiem, odczułam na sobie, co to znaczy słowo „wzgarda”. To bardzo bolało – wyznała.

Paweł Dobrowolski przyznał natomiast, że kampania społeczna „Przekażmy sobie znak pokoju” być może została zorganizowana za wcześnie (2016 rok) i teraz byłaby bardziej potrzebna. Język Kościoła bowiem – zauważył – bardzo się wyostrzył, biskupi dehumanizują osoby LGBT, wykluczają je. Jak podkreślił, on sam doświadcza homofobii nie od szeregowych wiernych w kościelnych ławkach, lecz od hierarchii, której dokumenty – jak niedawne stanowisko episkopatu o osobach LGBT – są homofobiczne i antynaukowe. – Ten tekst to zresztą zaprzepaszczona szansa na dialog z osobami LGBT, którym zależy na Kościele. To policzek wobec nich – dodał.

Odpowiadając na pytanie o trudności w walce z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich w Kościele, ks. Strzelczyk, od kilku tygodni członek Zarządu Fundacji Świętego Józefa, zwrócił uwagę, że obecnie najpilniejszym zadaniem jest zbudowanie systemu ochrony dzieci i młodzieży, a Fundacja ma wreszcie ku temu realne narzędzia, czyli pieniądze, dzięki którym może stymulować działania. Trzeba też jednocześnie – zaznaczył teolog – przebudowywać świadomość wierzących, którzy wciąż negują występowanie pedofilii w kościelnych szeregach. – Największym problemem jest oporowanie niektórych kurii. Będą się zapewne mnożyć w najbliższym czasie zgłoszenia dotyczące zaniedbań przełożonych – mówił.

To także mój Kościół

A co możemy zrobić w obecnej sytuacji kryzysu Kościoła? – Najważniejsze jest to, żeby dogadać się z sąsiadem w kościelnej ławce. Zrozumieć, że ten człowiek obok mnie też się boi, ale razem możemy tworzyć wspólnotę. Warto też przyjrzeć się, co katolicy robią w innych krajach i tym się zainspirować. A także rozejrzeć się dokoła siebie – może się okazać, że w naszym bloku mieszka ktoś, kogo problemom jesteśmy w stanie zaradzić – odpowiadała Kosowicz. – Dobrze jest pamiętać, że to także mój Kościół, moje miejsce, które współtworzę, jestem w nim tak samo ważna jak biskupi, Kościół to nie tylko oni, ale my wszyscy – dodała.

Zgodził się z tym Dobrowolski. – Już dawno pożegnałem się z nadzieją, że odnowa może przyjść z góry, od hierarchii. Nadzieję pokładam w świeckich. Warto organizować się od dołu, a nie oglądać się na księdza czy biskupa – stwierdził. Trzeba też, jak podkreślił, nie dać się wyrzucić z Kościoła i nie bać się być na jego marginesie, bowiem „stamtąd nierzadko widać więcej”.

Ks. Grzegorz Strzelczyk, „Po co Kościół”, Wydawnictwo Więź, Warszawa 2018

– Wyjście z kryzysu może przyjść tylko poprzez to, że przejmiemy się Ewangelią – tłumaczył ks. Strzelczyk. – Na każdym poziomie życia kościelnego musimy się pytać, na ile nasz sposób funkcjonowania i struktury, które tworzymy, odzwierciedlają Ewangelię. Jeśli nie odzwierciedlają, to mogą mieć fasady, herby, pieczątki, ale nie będą Kościołem – przekonywał.

Zdaniem teologa czarno-biały podział na świeckich i duchownych jest fałszywy, zaś te same dylematy idą przez każdego wierzącego. Powołując się ponadto na encyklikę „Fratelli tutti”, dodał, że „w katechezie i w duszpasterstwie musimy o wiele mocniej zacząć ukazywać społeczną naturę wiary, fakt, że chrześcijaństwo to nie indywidualny kontakt z Bogiem, w którym nie musimy przejmować się bliźnim”.

A po co nam dziś Kościół? – pytał na koniec Nosowski, powołując się na tytuł książki ks. Strzelczyka. – Ze wszystkimi trudnościami, które mamy, to jednak przechowaliśmy żywą pamięć o Jezusie i Jego Ewangelię. Kościół ma jedną zasadniczą rację bytu – głoszenie Jezusa, Jego Ewangelii, zmartwychwstania i przebaczenia grzechów. Tego nie da rady przykryć zaniedbanie jednego czy drugiego przełożonego – odpowiedział teolog, który jest także proboszczem parafii św. Maksymiliana w Tychach.

DJ

Po co Kościół, który nie umie rozpoznać zła?

Opublikowany przez Więź Środa, 14 października 2020