Większa demokratyzacja sztuki w pandemii to zjawisko pozytywne, ale widzę też w tym przyczynek do czegoś bardzo niebezpiecznego: przyzwyczajania się do tego, że kultura jest bezpłatna – mówi Justyna Sobolewska, krytyczka literacka.

Katarzyna Jabłońska, Ewa Buczek: Dziś chyba nikt nie może odpowiedzialnie stwierdzić, że miesiące izolacji nie będą się jeszcze powtarzały w bliższej i dalszej przyszłości. Patrząc na liczbę spotkań literackich online, można odnieść wrażenie, że rynek wydawniczy będzie potrafił się w takiej sytuacji odnaleźć.

Justyna Sobolewska: W pierwszych tygodniach pandemii, gdy dopiero odkrywaliśmy tę formę kontaktu, setki ludzi uczestniczyło w spotkaniach z twórcami. Po dwóch miesiącach jednak wyraźnie widać było spadek zainteresowania ze strony czytelników. A przecież dla organizatorów jest to forma dużo bardziej wymagająca. Żąda od nas innego rodzaju zaangażowania, dużo większego skupienia, a jednocześnie podsuwa więcej trudności – ciągle komuś ginie zasięg albo obraz, kogoś nagle przestaje być słychać. Koszty emocjonalne takiego spotkania są sporo wyższe.

Kultura dostępna i demokratyczna to nie może być kultura, w której autorzy nie zarabiają

Spotkania online różnią się od tych wcześniejszych jeszcze czymś innym. Dotychczas zetknięcie z pisarzem czy pisarką było jednak w pewnym stopniu świętem literatury. Dziś mogę w takim spotkaniu uczestniczyć, siedząc w piżamie na własnej kanapie. To doświadczenie zmienia typ relacji pisarza z jego czytelnikami, demokratyzuje ją. Zresztą na początku pandemii pisarze sami wychodzili w kierunku swoich odbiorców z inicjatywą działań popularyzujących literaturę: Wojciech Chmielarz zaczął pisać nową książkę, którą w odcinkach wrzucał na swojego Facebooka, a Szczepan Twardoch i Łukasz Orbitowski na zmianę improwizowali humorystyczną opowieść „Na zarazę Zarazek”. Czy to może być początek jakiegoś nowego trendu?

– Większa demokratyzacja sztuki to zjawisko pozytywne, ale widzę też w tym przyczynek do czegoś bardzo niebezpiecznego: przyzwyczajania się do tego, że kultura jest bezpłatna. W czasie pandemii mogliśmy w sieci zobaczyć niemal wszystko za darmo. A przecież tworzenie kultury generuje konkretne koszty, o czym jako kuratorka festiwalu Stolica Języka Polskiego wiem aż nadto dobrze. W tej chwili animatorom kultury coraz trudniej zdobyć finansowanie, bo po pandemii wycofują się prywatne podmioty, a państwowe wsparcie rzadko kiedy bywa wystarczające. W tej sytuacji wielu ludzi kultury decyduje się na publiczne zrzutki, ale przecież w ten sposób zastępujemy powołane do wspierania kultury instytucje, więc na dłuższą metę jest to nie do pomyślenia.

Kultura dostępna i demokratyczna to nie może być kultura, w której autorzy nie zarabiają. Podczas tradycyjnych spotkań autorskich prowadzący i bohater zazwyczaj dostają honoraria i dla wielu z nich jest to główne źródło utrzymania. Może to kogoś zaskoczy, ale pisarze nie zawsze żyją z samego pisania, a częściej z mówienia o pisaniu. Przy spotkaniach online wynagrodzenia są nieporównywalnie niższe i to jest realny kłopot.

Justyna Sobolewska – ur. 1972. Krytyczka literacka, dziennikarka tygodnika „Polityka”. Absolwentka Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Wcześniej pracowała w „Przekroju” i „Dzienniku”. Kuratorka głównego programu literackiego festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie. Zasiada w jury Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius” oraz w kapitule Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza. Mieszka w Warszawie.

Fragment rozmowy, która ukazała się w kwartalniku „Więź”, jesień 2020

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie wiez_jesien_2020-mockup-208x300.png

Kup tutaj