Królestwo Boże z wcieleniem Boga już przyszło, ale jeszcze w pełni nie nastąpiło. Podobnie sam Bóg nie jest jeszcze Bogiem w pełni. Nie należy Go zatem oskarżać o zło. On ponosi porażkę, gdy każdy z ludzi doświadcza nieszczęścia, cierpienia i krzywdy. Ponosi porażkę w każdej chwili naszej rozpaczy i samotności.

W czasie obecnej pandemii widać być może nawet nieco wyraźniej niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu, że „pytania ostateczne” pozostały, ale powszechniejsza też niż kilkadziesiąt lat temu jest pewność, iż Pierwszy Poruszyciel metafizyki raczej nie może być na nie odpowiedzią. Co więcej, z całą wyrazistością odsłoniło się także to, że „Bóg utajony” – Deus absconditus starej i nowej chrześcijańskiej teologii negatywnej, przekraczający wszelkie ograniczone określenia ludzkiego języka i poznania – a nawet „Bóg-nicość” Mistrza Eckharta i innych mistyków to tylko odmiany tej samej skompromitowanej „hipotezy roboczej: Bóg”.

Pandemia po raz kolejny wskazała na to, co – po Auschwitz i Kołymie – dla wielu stało się oczywistością, którą w dosadny sposób przedstawiał Lévinas: „Najprostszą i najbardziej powszechną reakcją jest opowiedzenie się za ateizmem. Reakcja ta jest też najzdrowsza dla tych wszystkich, którym dotąd nieco prymitywny bóg rozdawał nagrody, wymierzał kary lub przebaczał grzechy, i w swej dobroci traktował ludzi jak wieczne dzieci. Ale jakiemuż to ograniczonemu demonowi, jakiemu dziwacznemu magikowi kazaliście zamieszkiwać wasze niebo, wy, którzy obecnie oznajmiacie, że jest ono puste? I dlaczego pod opustoszałym niebem szukacie jeszcze sensownego i dobrego świata? […] Na drodze wiodącej do jedynego Boga znajduje się postój bez Boga. Prawdziwy monoteizm powinien udzielić odpowiedzi na uzasadnione wymogi ateizmu. Bóg człowieka dorosłego objawia się właśnie w pustce dziecięcego nieba. W chwili, w której Bóg usuwa się ze świata i zakrywa swe oblicze”[1].

Ateizm ma słuszność w demaskowaniu atrap boskości, które ukrywają się za filozoficznymi strukturami czy fałszywą pobożnością. Takie „metafizyczne sacrum” zniknęło i należy z tego wyciągnąć wnioski

Lévinasowy Bóg z zakrytym obliczem nie jest jednak hipotezą roboczą w ramach europejskiej metafizyki. Ateizm ma słuszność w demaskowaniu atrap boskości, które ukrywają się za filozoficznymi strukturami czy fałszywą pobożnością. Takie „metafizyczne sacrum” zniknęło i należy z tego wyciągnąć wnioski. Jest to główny temat refleksji Richarda Kearneya – irlandzkiego myśliciela, co ważne, praktykującego katolika, którego uznaje się dziś za jednego z głównych heroldów tzw. myśli postsekularnej[2].

Kearney twierdzi, że niemożliwe stało się dziś obstawanie przy tradycyjnym teizmie, który objawionego Boga utożsamiał nieustannie z atrybutem wszechmocy Koniecznego Bytu Najwyższego, funkcjonującego w ramach ontoteologicznej struktury. Ateizm to słuszna reakcja na tę myślową i duchową pułapkę. Nie chodzi tylko o fałsz identyfikacji żyjącego Boga ze szczytem (czy nawet „nadszczytem”) piramidy stworzonych przezeń bytów, ale o destrukcyjne etyczne konsekwencje takiego utożsamienia: ci, którzy wierzą w (skrojonego zresztą na własną miarę, lecz bez świadomości tego ograniczenia) „Wszechmocnego”, mają skłonność do naśladowania i przypisywania sobie wszechmocy Tego, w którego wierzą. Skutek jest dramatyczny: wiara we „Wszechmocnego” zmienia się często w przemoc względem innych, których podejrzewa się o to, że nie są z jakichś powodów godni takiej wszechmocy służyć.


[1] E. Lévinas, „Trudna wolność. Eseje o judaizmie”, tłum. A. Kuryś, Gdynia 1991, s. 151.
[2] Zob. R. Kearney, „Anatheism. Returning to God after God”, New York 2011; tegoż, „Strangers, Gods and Monsters. Interpreting Otherness”post, London – New York 2003.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, jesień 2020. Pierwsza część ukazała się w numerze 2/2020

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie wiez_jesien_2020-mockup-208x300.png

Kup tutaj