Przewodnicząca Komisji Europejskiej wygłosiła jedno z najlepszych wystąpień w karierze. Pogłoski o śmierci Zjednoczonej Europy są przedwczesne.

Coroczne wystąpienia przewodniczących Komisji Europejskiej nazywane orędziami o stanie Unii wydawać się mogą kopią amerykańskiej tradycji, zgodnie z którą prezydenci Stanów Zjednoczonych na początku każdego kalendarzowego roku kierują do obywateli obszerne przemówienia programowe.

W europejskiej kulturze politycznej orędzia mają jednak nieco inny charakter. Nie służą jako exposé danego szefa Komisji, ale są efektem długotrwałej pracy setek, jeżeli nie tysięcy osób. Do 2020 r. najczęściej poprzedzała je duża, ogólnoeuropejska konferencja. Przemówienia te nie są więc wyrazem poglądów wyłącznie unijnego aparatu urzędniczego, ale krajowych i europejskich think-tanków, świata nauki, organizacji pozarządowych oraz – rzecz jasna – deputowanych z różnych grup politycznych w Parlamencie Europejskim. Nie należy ich zatem uznawać za partykularne stanowiska polityków lub stojącego za nimi zaplecza.

Komisja Europejska gra rolę swoistego akuszera – wspiera logistycznie i organizacyjnie projekt reformy Wspólnoty, której – o ile nie zadowala się ona tylko trwaniem w dynamicznej rzeczywistości, ale zamierza na nią wpływać – musi, podobnie jak Kościołowi, przyświecać  dewiza semper reformanda.

Wspólnota zaufania

W bieżącym roku, pandemia ograniczyła zakres konferencji o stanie Unii. Mimo to przewodnicząca KE Ursula von der Leyen stanęła na wysokości zadania, prezentując zapewne jedno z najlepszych wystąpień w swojej dotychczasowej karierze (można je w całości przeczytać tutaj). Zbudowane wokół pozytywnej, zachęcającej, inkluzywnej wizji i ambitnych celów. Dalekie – mimo obiektywnie trudnej sytuacji ekonomicznej, społecznej i politycznej Europy – od mobilizacji słuchaczy za pomocą lęków i apokaliptycznych nastrojów. 

A przecież, mówiąc kolokwialnie, jest czego się obawiać. Pandemia koronawirusa wciąż nie odpuszcza. Wiele krajów Starego Kontynentu notuje z tego powodu największe spadki PKB od zakończenia drugiej wojny światowej. Wzrasta bezrobocie, upadają małe i średnie firmy. Trwa kryzys na Wschodzie, zarówno na Białorusi, jak też spowodowany wciąż agresywną postawą Rosji, czego przykładem było otrucie Aleksieja Nawalnego. Na Morzu Śródziemnym narasta zadawniony konflikt między Turcją a Grecją. Spór o praworządność między Polską, Węgrami oraz instytucjami europejskimi nie wygasa. Bałkany Zachodnie ciągle czekają w unijnej poczekalni i nikt nie jest dzisiaj w stanie wiążąco powiedzieć, kiedy z niej wyjdą. Relacje transatlantyckie przeżywają największy kryzys po 1945 r. Przy tym nagromadzeniu problemów, trudności takie jak wciąż niesfinalizowana pobrexitowa umowa gospodarcza między Londynem a Brukselą, wydają się małym piwem.

Ursula von der Leyen, która przez pierwszych kilka miesięcy najwyraźniej szukała formuły dla pełnienia jednej z najważniejszych funkcji politycznych w Komisji Europejskiej, występuje jako odważna liderka

Przemówienie von der Leyen dalekie było również od mało efektownej, hermetycznej i niekomunikatywnej nowomowy, znanej z wypowiedzi urzędników organizacji międzynarodowych. Zawierało liczby i dane – ale nie było nimi przeładowane. Służyły one nie do chwalenia się rezultatami, tylko do zilustrowania pewnych szerszych tendencji. Widać więc, że polityk, która przez pierwszych kilka miesięcy najwyraźniej szukała formuły dla pełnienia jednej z najważniejszych funkcji politycznych w Komisji Europejskiej, występuje jako odważna liderka. Wskazująca nie tylko konkretne cele, ale również umiejętnie budująca narrację wspólnotową, kierowaną do setek milionów Europejczyków. Takiej komunikacji mogą się od niej uczyć politycy nad Wisłą, nie potrafiący często wyjść poza wtórny i anachroniczny świat własnych idiosynkrazji. 

Przewodnicząca KE podkreśliła element europejskiej wspólnoty ducha. Ten duch to jednak nie tylko bogata tradycja lub widoczna wciąż obecność artefaktów historii w przestrzeni Starego Kontynentu. To coś bardziej ulotnego, ale paradoksalnie – także bardziej wymiernego w efektach. To hart ducha, odwaga, empatia i umiejętność stawiania czoła nieprzewidzianym problemom. Te wszystkie zdolności i wartości, mimo szeregu przeciwności, tworzą wspólnotę zaufania, w której można działać na rzecz rozwoju człowieka, jego godności i wolności. Ale także sprawiedliwości społecznej, wciąż kojarzącej się z europejskim modelem społecznej gospodarki rynkowej. Warto podkreślić, że von der Leyen bynajmniej nie ograniczyła się do przedstawienia katalogu ładnie brzmiących pojęć, budzących pozytywne konotacje u odbiorców. Daleka była również od natchnionego moralizatorstwa.

Wyraźnie podkreśliła, iż zaufanie, sprawiedliwość, empatia rodzą się na całkiem dotykalnym i odczuwalnym podłożu. Na sprawiedliwej płacy, która w kadym kraju powinna być zagwarantowana na odpowiednim poziomie i nie może być niższa od określonego minimum. Co istotne, przypomniała o wsparciu państw członkowskich w ustanowieniu ram dla płacy minimalnej, podkreślając prostą zależność, iż dobra praca równa się dzisiaj godna płaca. Wartości europejskie to także bezpieczeństwo socjalne i zdrowotne. To przejrzyste otoczenie prawne. Jak również pewność, iż w przypadku niezawinionych kłopotów instytucje publiczne nie pozostawią nas samemu sobie. To spokój psychiczny, że mamy za co utrzymać rodzinę i płacić rachunki. Last but not least – świadomość, że w przypadku kolejnego lockdownu lub zamknięcia szkół, nasze kraje są nam w stanie zapewnić odpowiednią infrastrukturę techniczną do pracy online. I oczywiście związane z tym poczucie bezpieczeństwa, że będziemy sobie mogli pozwolić na posiadanie odpowiedniej jakości sprzętu niezbędnego do zdalnej pracy i nauki.

Dlatego von der Leyen poświęciła w wystąpieniu sporo miejsca pomocy dla pracowników i przedsiębiorstw oraz ochronie ich. Wkrótce w 16 krajach Unii otrzymają łączną pomoc finansową w wysokości ponad 90 mld euro w ramach przyjętego dość szybko programu SURE (Wsparcie w celu ograniczenia ryzyka bezrobocia w sytuacjach nadzwyczajnych).

Trzy filary

Praktyczny wymiar agendy przedstawionej przez przewodniczącą KE opiera się o trzy najważniejsze filary: zdrowie, ekologiczną gospodarkę oraz promowanie nowoczesnych technologii cyfrowych. Wizja ta jest bliska priorytetom obecnej, niemieckiej prezydencji UE. 

Na pierwszym miejscu – zapewne w efekcie pandemii – von der Leyen postawiła ochronę zdrowia. Zaproponowana przez nią Europejska Unia Zdrowia to przede wszystkim połączenie sfery badań i rozwoju – tak ważnej w przypadku prac nad szczepionką na koronawirusa – ze wzmocnieniem już istniejących agend UE w postaci Europejskiej Agencji Leków (EMA) i Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC). Obie instytucje są w unijnym aparacie relatywnie młode, gdyż powstały odpowiednio w latach dziewięćdziesiątych i pierwszej dekadzie XXI w. Do tego dojdzie budowa europejskiego odpowiednika amerykańskiej BARDA (Agencji zaawansowanych badań i rozwoju biomedycznego). Ta ostatnia ma odegrać rolę w zwalczaniu zagrożeń epidemicznych rozprzestrzeniających się w sposób transgraniczny, ale także, z czym dużo krajów miało problem w chwili wybuchu pandemii – rozwiązać problem zależności łańcucha dostaw, zwłaszcza w odniesieniu do produktów farmaceutycznych.

Kwestie kompetencji zdrowotnych UE są w tej chwili dla przewodniczącej KE kluczowym obszarem polityki, dlatego zapowiedziała zwołanie w przyszłym roku światowej konferencji zdrowotnej w Rzymie pod auspicjami UE i państw G-20. Przy okazji von der Leyen skrytykowała tzw. nacjonalizm szczepionkowy, który dzisiaj często wyraża się w oświadczeniach liderów niektórych państw, że jako pierwsi i uprzywilejowani otrzymają od innych szczepionki na koronawirusa. 

Zielony Ład, też przecież często kontestowany w Polsce, von der Leyen widzi nie jako „ideologię ekologiczną”, ale kwestię życia i śmierci planety oraz losów przyszłych pokoleń. Nie tylko zresztą jako element zdrowia fizycznego nowych generacji, ale również ich dobrostanu psychicznego. Musimy koniecznie uwierzyć, że przy obecnym rozwoju technologii i nauki możliwe będzie uczynienie z Europy pierwszego w historii kontynentu neutralnego klimatycznie do 2050 r. oraz zwiększenie redukcji emisji dwutlenku węgla do 2030 r. o 55 proc.

Topnienie lodowca na Mont Blanc, pożary na półkuli zachodniej, ogromna susza oraz zniszczenie dużej ilości upraw w Rumunii, na co powoływała się przewodnicząca KE, to fakty, a nie rozważania filozoficzne. I znów von der Leyen nie poprzestała na ogólnych i słusznych moralnie apelach, ale wskazała na konieczność inwestycji w czyste technologie, np. stworzenie „europejskich dolin wodorowych”, zmianę sposobu ogrzewania budynków, wspieranie pojazdów elektrycznych itp. W tym kontekście wydaje się ciekawa koncepcja utworzenia „nowego europejskiego Bauhausu”, tworzącego dobrą do życia architekturę opartą na drewnie i ekologicznych materiałach.

Trzeci filar – nowoczesną gospodarkę cyfrową – warto według przewodniczącej widzieć nie tylko jako sposób na ułatwienie życia i wygodę funkcjonowania e-państwa i e-urzędów, ale również jako działanie na rzecz suwerenności Europy wobec Chin i USA. Szczególną rolę odgrywać mogą prace nad stworzeniem europejskich technologii 5G i 6G, mikroprocesorów i nowej generacji komputerów oraz kontynentalnej „chmury danych”. Te potrzeby już są palące. Tymczasem nadal na Starym Kontynencie 40 proc. mieszkańców obszarów wiejskich nie ma dostępu do szybkich, internetowych łączy szerokopasmowych, co szczególnie było odczuwalne podczas lockdownu z nauką i pracą online

Tożsamość to nie ideologia

Można odnieść wrażenie, że polityka zagraniczna, jak najbardziej obecna w przemówieniu, nie znalazła się jednak w centrum przesłania przewodniczącej KE. Być może to sygnał, iż w obecnej sytuacji i przez najbliższy rok to wewnętrzna rewitalizacja Unii będzie dla KE i jej agend priorytetem. Von der Leyen, podkreślając, że UE pozostaje wielkim zwolennikiem i promotorem multilateralnej polityki międzynarodowej, zwróciła uwagę, że relacje transatlantyckie nie zawsze są takie, jak powinny, ale Unia wciąż uważa je za fundamentalne i kluczowe. Stosunki z Chinami określiła mianem „najważniejszych strategicznie i jednym z najtrudniejszych wyzwań”, a Pekin jako „partnera negocjacyjnego, konkurenta gospodarczego i rywala systemowego”.

Von der Leyen poparła wyraźnie dążenia demokratyczne Białorusinów i krytycznie odniosła się do działań Kremla wobec polityków opozycyjnych, przypominając o trochę odłożonym dzisiaj ad acta Partnerstwie Wschodnim, którym ponad 10 lat temu została objęta Białoruś. Zapewniła również o otwarciu na eurointegrację Bałkanów Zachodnich.

Von der Leyen zapowiedziała jeszcze w tym miesiącu przyjęcie przez KE pierwszego w historii zbiorczego sprawozdania na temat praworządności

Dość pryncypialną postawę von der Leyen widać było w wątku dotyczącym praworządności. Widać, że wbrew dość rozpowszechnionej w Warszawie i Budapeszcie narracji elit rządzących o tym, iż wyłonione po eurowyborach w 2019 r. kierownictwo UE odpuści całkowicie tę gorącą kwestię, będzie raczej odwrotnie. Von der Leyen zapowiedziała jeszcze w tym miesiącu przyjęcie przez KE pierwszego w historii zbiorczego sprawozdania na temat praworządności. Można przewidywać, że raczej nie znajdą się w nim słowa pochwały dla władz Polski ani Węgier.

Ciekawie zabrzmiał finalny akt przemówienia. Von der Leyen odwołała się do myśli zmarłego w sierpniu br. Johna Hume’a, uważanego za architekta Porozumienia Wielkopiątkowego z 1998 r., kończącego przewlekły konflikt w Irlandii Północnej. Twierdził on, że istotą człowieczeństwa jest wzajemne poszanowanie różnic między ludźmi. To one sprawiają, że świat ma swój koloryt. Różnice nie są zagrożeniem spójności świata, ale jego esencją. A wszelkie postawy wykluczenia: rasizm, antysemityzm czy nadużycie sił bezpieczeństwa podczas niedawnych zamieszek w USA są przeciwne nie tylko temu, co umownie określamy mianem „wartości europejskich”, ale naruszają przyrodzoną godność i wolność człowieka.

W tym kontekście przewodnicząca KE odniosła się wprost do znanych już na całym świecie tzw. stref wolnych od LGBT. Nie wymieniając przy tym Polski, zaznaczyła prosto i dobitnie: „Unia [to miejsce], w którym możesz być tym, kim jesteś i kochać tego, kim chcesz – bez obawy przed zemstą czy dyskryminacją. Bo bycie sobą nie jest twoją ideologią. To twoja tożsamość. I nikt nigdy nie może Ci jej zabrać. (…). Strefy wolne od LBGT to strefy wolne od człowieczeństwa!”.

Polskiej polityce bardzo brakuje tego rodzaju języka komunikacji, która przedstawiła dzisiaj Ursula von der Leyen w przemówieniu o stanie Unii. Wydaje się, iż jest on także znakiem rozpoznawczym niemieckiej tradycji chadeckiej, z której wywodzi się obecna szefowa KE. Cierpimy na deficyt narracji, która umiejętnie i przystępnie łączyłaby pozytywny język aksjologii – nie bójmy się tego słowa – wprost wypływającej z etyki chrześcijańskiej, z praktycznymi pragmatycznym spojrzeniem na politykę. Ta przecież nie zmieniła się od czasów Arystotelesa. I wciąż pozostaje pracą na rzecz dobra wspólnego, które von der Leyen najwyraźniej potrafi zidentyfikować i przedstawić w sposób zrozumiały.