Świadomość nieubłagalnego końca techniki chromolitografii była impulsem do stworzenia pierwszej – i najliczniejszej, jak się potem okazało – kolekcji, która miała przede wszystkim ocalić od zniszczenia jak najwięcej oleodruków odbijanych starą, wymagającą pracy i skupienia techniką.

Doświadczeniom dziecięcego zachwytu sztuką ludową nie zaszkodzi przerwa powodowana dorastaniem. Łukasz studiuje historię sztuki, która na pierwszy rzut oka zdaje się niezwiązana z ludowością, a jednak uwrażliwia go na ten jej rodzaj, który stał się zarzewiem jego zbiorów w obecnym kształcie. To wśród wielkich nazwisk i dzieł rozpoznawanych na całym świecie narodziła się tęsknota za tym, co w ciszy i zapomnieniu nieuchronnie odchodzi w nicość.

Świadomość nieubłagalnego końca techniki chromolitografii była impulsem do stworzenia pierwszej – i najliczniejszej, jak się potem okazało – kolekcji, która miała przede wszystkim ocalić od zniszczenia jak najwięcej oleodruków odbijanych starą, wymagającą pracy i skupienia techniką. Są wśród nich stacje Drogi Krzyżowej, Chrystus i Maryja, Najświętsze Serca Jezusa i żywoty świętych. Obrazy uratowane z niemożliwego, odrestaurowane do drugiego życia – o czym Łukasz jest przekonany – z pomocą samych świętych, których przedstawiają.

Każdy obraz w tej kolekcji – czy to kupiony w internecie, czy przywieziony z podróży albo otrzymany od spotkanych ludzi – to dla Łukasza materialny zapis niematerialnego

Przez kolejne lata nie przestaje wyszukiwać najrzadszych tematów, dzięki czemu nowe oleodruki dołączają do zbioru przedstawień świętych kultury ludowej, których dziś próżno szukać w codziennych przejawach kultu. Znajdujemy wśród nich świętą Teklę, świętego Idziego z Mikorzyna, świętego Gerarda Majella czy świętego Antoniego Wielkiego i wielu jeszcze innych praktycznie nieznanych świętych. Po tylu latach Łukasz ma już swoich ulubionych malarzy i wydawców. Wśród nich znajdą się wrocławski wydawca Otto Bloch, Treutler&Taube z Nowej Rudy czy drukarnia braci May z Frankfurtu nad Menem. Wśród malarzy prym wiedzie Fridolin Leiber.

Każdy obraz w tej kolekcji – czy to kupiony w internecie, czy przywieziony z podróży albo otrzymany od spotkanych ludzi – to dla Łukasza materialny zapis niematerialnego. Niesie ze sobą nie tylko własną historię, ale przede wszystkim ładunek emocjonalny. Na co dzień kolekcja jest skrzętnie schowana i z pietyzmem przechowywana, ale w pełnej krasie występuje razem z właścicielem w czasie jego prelekcji, podczas których krzewią wspólnie kulturę ludową i kult świętych.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, jesień 2020

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie wiez_jesien_2020-mockup-208x300.png

Kup tutaj