Wśród polskich czterech wielkich magów romantyzmu każdy miał o roli Żyda w nowożytnej historii pojęcie odmienne.

Przyszedł romantyzm. Gotycki nastrój tajemnicy i grozy odżył w poezji. Dla niektórych pisarzy Żyd, pojawiając się znowu na scenie ponurych namiętności, przywdział – jak w wiekach średnich – maskę szatana z jego żądzą władzy i odmową przebaczeń.

Uosobienie chciwości

Mickiewicz, osobowość najbardziej dynamiczna, w „Księgach narodu i pielgrzymstwa”, tych dwóch manifestach adresowanych zza granicy do przegranego wówczas politycznie narodu, wykazuje doskonałą znajomość Kabały i innych świętych ksiąg Orientu. Ten sam styl biblijny, ten sam patos, to samo poczucie wyższości duchowej, co u przywódców żydow­skiej diaspory. Także mesjanistyczna wiara w Polskę jako politycznego Chrystusa narodów dorównuje żydowskiemu przekonaniu o pozycji Iz­raela jako narodu wybranego przez Jehowę. Przy tym, w „Księgach” z ewangelicznej retoryki wyłania się raz po raz ksenofobia, siła reakcyj­na, strasząca w opłotkach każdego getta.

Pod kierunkiem Lelewela, bibliografa, archeologa i historyka, eduka­cja Adama na uniwersytecie wileńskim była racjonalistyczna; uczono go zaufania do potęgi ludzkiego umysłu, zdolnego kształtować losy świa­ta. Ale późniejsze przeżycia metafizyczne w Moskwie i Rzymie, jak rów­nież wpływ mistyków francuskich, takich jak St. Martin, przyniosły w rezultacie romantyczną egzegezę polskiej historii.

Z ewangelicznej retoryki u Mickiewicza wyłania się ksenofobia

Tyrania polityczna zo­stała przez poetę uznana nie tyle za błąd ludzkiego rozumowania, co za Boski wymiar kary. Narody grzeszyły, więc muszą pokutować. Ale niektóre narody grzeszyły więcej niż inne. Potępiając materia­lizm, Mickiewicz uczynił ze współczesnych mu Żydów na Zachodzie uoso­bienie chciwości złota, podczas kiedy Słowianie, a zwłaszcza Polacy, mieli egzemplifikować cnoty ewangeliczne.

Ta filozofia nie przeszkodziła mu stworzyć, w przystępie tęsknoty do realiów sarmackiego pejzażu, postaci Jankiela w „Panu Tadeuszu”, żywego symbolu uczuć patriotycznych polskiego żydostwa. Karczmarz Jan­kiel, szlachetny patriarcha, przyjaciel rewolucyjnej, młodzieży i jej wo­dzów spod sztandaru Bonapartego, mistrzowską grą na cymbałach wyra­ża w dźwięku i rytmie nie tylko epicką pogodę dawno minionego dnia, ale i zaczajony w niej tragizm przyszłości.

Tak pojętemu filosemityzmowi wieszcz pozostał wierny do końca. W ramach legionu, który na krótko, przed śmiercią organizował w Konstantynopolu przeciw caratowi, usiłował stworzyć oddział żydowski.

Kościół bez Boga?

W przeciwieństwie do Mickiewicza, który zaprzągł swój geniusz poe­tycki w służbę narodu, Słowacki zawsze pozostawał przede wszystkim artystą, zafascynowanym tajemnicą bytu.

Autor „Ksiąg pielgrzymstwa” powiedział o Juliuszu, że jego poezja jest pięknym kościołem bez Boga. To nieprawda. Natomiast Bóg Słowackiego nie jest sędzią najwyższym narodów, tylko najwyższym dobrem ludzkich serc. Rozpatrując historię, Słowacki szuka w niej mitu; gdy zajmuje go dramat, którego materię stanowi konflikt historyczny, ten dramaturg większą wagę przywiązuje do uczuć bohaterów, niż do utylitarnej funkcji sztuki. Jeśli chodzi o Ży­dów, ich cechę naczelną upatruje nie w talencie spekulatywnym i nie w przydatności społecznej, lecz w namiętnym wschodnim temperamencie. I – jak prawdziwy romantyk – woli Żydówki od ich ojców.

Juliusz napisał „Księdza Marka” w czasie, kiedy z egocentrycznego, młodego snoba przemieniał się w myśliciela pogrążonego w ontologii. Osiągnąwszy szczyt siły twórczej, posłużył się świetną techniką roman­tyczną dla przedstawienia w sztuce swoich świeżo nabytych potrzeb mi­stycznych. Mamy tu do czynienia z trzema problemami: wojna narodowa przeciw okupantowi; spór między patriotami i oportunistami; walka du­cha z materią.

Bóg Słowackiego nie jest sędzią narodów, tylko najwyższym dobrem ludzkich serc

W tym potrójnym dramacie ksiądz Marek reprezentuje wartości duchowe zdolne sprawić cud pośród spiętrzenia gwałtów, zdolne nawet do przemienienia barbarzyńcy w człowieka pełnego bojaźni Bożej. Judyta występuje jako żywioł nieświadomie katalizujący wszelkie siły ducha, które się przeciwstawiają bezdusznemu światu. Poeta zaopatrzył ją w najwyższe atrybuty romantycznej sceny: piękność, dumę, szaleńczą odwagę, wierność marzeniu, nienawiść tak silną, jak miłość, i miłość silniejszą od śmierci.

Ale Juliusz sprawił coś więcej, niż olśnienie czytelnika efektowną czarownicą; w starciu politycznych i moralnych racji powierzył dziewczynie żydowskiej rolę strasznego anioła, obcego nie tyle bezpośredniemu otoczeniu, co podłości w całym człowieczeństwie. Jeszcze więcej: pozwa­lając Judycie po otrzymaniu chrztu pozostać pełnokrwistą Żydówką, au­tor przewidział zwrot w filozofii, który obserwujemy dopiero dziś: coraz szerzej pojmowaną więź między judaizmem a chrześcijaństwem w ich oporze przeciw płytkiemu pragmatyzmowi.

Sekretne intrygi

Słowacki był synem nauczyciela, Mickiewicz dzieckiem prowincjonal­nego prawnika; obaj należeli do formującej się nowej klasy społecznej, zwanej inteligencją. Tymczasem Krasiński, trzecia osoba polskiej roman­tycznej trójcy, pochodził z rodziny arystokratycznej. Jedynak generała-napoleończyka, który z czasem stał się wiernym sługą rosyjskiego cesa­rza, Zygmunt odziedziczył po ojcu lojalność wobec pomazańców Bożych, jak również poczucie odpowiedzialności za stan narodu i świata.

Wysłany za granicę dla uniemożliwienia mu udziału w powstaniu 1831 roku, ogło­sił anonimowo w Paryżu, w roku 1835, swoją „Nie-Boską Komedię”, świadczącą o ambicji intelektualnej i sprawności pióra, zdumiewającej u 21-letniego chłopca. W utworze tym średniowieczny moralitet, przed­stawiający walkę anioła z szatanem o duszę prywatnego człowieka, łączy się z dramatem historycznym, którego bohaterem jest człowiek publiczny. W tej sztuce czas chrześcijański koegzystuje z czasem historycznym, stwarzając konflikty, którym poeta nie umie dać innego zakończenia, jak chiliastyczną wizję Chrystusa-władcy, mściciela, zwycięzcy.

W tle takiej panoramy musi się pojawić Żyd. Krasiński wprowadza go jako przechrztę. Aby podkreślić charakter siły bezosobowej, nie daje mu na­wet nazwiska, oznaczając go po prostu jako Przechrztę.

Przechrzta z „Nie-Boskiej komedii” jest wcieleniem lęku Krasińskiego przed przyszłością

Mentor domowy Zygmunta, Adois Chiarini, tłumaczył Talmud, a także napisał książkę o „Teorii judaizmu w Europie”, gdzie kładł nacisk na rzekomo sekretne in­trygi antykatolickie hiszpańskich marranów. Nic dziwnego, że poeta każe Przechrzcie i jego grupie podżegać do rewolucji społecznej, mającej w rezultacie dać Izraelowi zwycięstwo nad chrześcijaństwem. W Polsce sfery reakcyjne przypisywały niepokój polityczny perfidnemu wpływowi „zażydzonych klubów”, przez co się rozumiało wolnomularstwo. Ponieważ we Francji saintsimonizm był pierwszym ruchem społecznym, w którym intelektualiści żydowscy brali czynny udział, Przechrzta Krasińskiego zo­stał przedstawiony jako wyznawca St. Simona, ale nade wszystko jako fanatyczny nienawistnik.

Używany przez lidera rewolucyjnego, Pankracego, do pośledniejszych misji, służy za przewodnika hrabiemu Henrykowi w jego dantejskiej peregrynacji przez obóz „wywrotowców”, dziewiętnastowieczne interno polityki. Tchórz, niezaangażowany po żadnej stronie, Przechrzta z „Nie-Boskiej komedii” wydaje się być wcieleniem lęku samego autora przed przyszłością.

„A więc wierzy Pan, że Mesjasz chodził po falach?”

Zupełnie inna sylwetka żydowska wyłania się z prozy poetyckiej CK. Norwida. Nowela „Białe kwiaty” składa się z szeregu scen i impresji opartych na motywie ciszy, który autor uważa za najbardziej przejmujący element każdego dramatu. Zabiera nas pisarz ze sobą do Stanów Zjednoczonych na transatlantyckim parowcu i po dwóch miesiącach raczej prozaicznej podróży – pewnej nocy zimowej cisza na oceanie staje się tak olbrzymia, że żadne słowo i żadna modlitwa nie może jej sprostać; nie pozostaje nic, tylko łzy.

Świadkiem wzruszenia poety jest młody Izraelita urodzony w Polsce, student filozofii i filologii, miłośnik histo­rii i sztuk pięknych. Od tej chwili ci dwaj spędzają noce na dyskusjach politycznych i estetycznych, na roztrząsaniu chrześcijaństwa, prawa Moj­żeszowego i Talmudu. Pewnego burzliwego świątecznego ranka młody filozof, widząc jak bardzo jego towarzyszowi brakuje Mszy, w naiwnym i szczodrymi porywie serca, nie mogąc inaczej pocieszyć Norwida, ofiaro­wuje mu własny komplet świeżej bielizny i płyn do mycia włosów. Trudno o bardziej delikatne uziemienie ezoterycznych tęsknot!

Innym razem, kiedy statek rzucał się dziko na falach, zamyślony młody czło­wiek pyta poetę: „A więc wierzy Pan, że Mesjasz chodził po falach, «jak po ziemi?»”. – „Wierzę” – odpowiada Norwid i zabiera się do teologicznego wykładu. Po wysłuchaniu go młodzieniec mówi: „Jedno wydaje się pewne: twój Chrystus był prawdopodobnie najbardziej ideal­nym człowiekiem”.

Tylko prawda moralna

Najbliższym rzeczywistości, niemal reportażem poetyckim, ponieważ przedstawia parafrazę autentycznych wydarzeń, jest szkic dramatyczny neoromantyka Wyspiańskiego: „Sędziowie”.

Wystawiony po raz pierwszy w Wilnie w roku 1907, utwór ten powstał w czasie, kiedy symbioza polsko-żydowska, szczególnie na wsi galicyjskiej, opierała się na tak gęstych powiązaniach osobistych, że różnice religijne i rasowe zanikały. Chłopi i ich żydowscy sąsiedzi – zarówno pijawki, jak mistycy – mieli wspólne interesy, wynikające z biedy, ambicji i seksu; mieli też oczywiście swoje prywatne nienawiści i współzawodnictwa. Są w tej sztuce momenty pra­wie Eurypidesowej kondensacji, kiedy los miażdży z jednakową siłą morderców i ich ofiary.

Jako typowy przedstawiciel teatru symboliczne­go, Wyspiański nadał wszystkim swoim postaciom wymiar przekracza­jący życie. Cechy rasowe karczmarza Samuela, jego starszego syna – Al­fonsa i młodszego – poety, zarówno jak zakochanej w Natanie młodej chłopki, jej zrujnowanego ojca i brata-żołnierza, którego chłopięcy poeta uwielbia – te cechy nikną w świetle Boskiej sprawiedliwości; pozostaje tylko prawda moralna.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 3/1976 jako fragment cyklu odczytów pt. „Żyd w literaturze polskiej”, które autorka wygłaszała na uniwersytetach w Chicago, Los Angeles i Berkeley w latach 70. Śródtytuły od redakcji