W średniowieczu kandydaci do kapłaństwa nie byli formowani w seminariach. Po święcenia przychodziło się „z zewnątrz”, nie kończyły one zresztą procesu formacyjnego. Pewną rolę odgrywały w nim bractwa kapłańskie, podręczniki dla kleru, ale również krytyka duchowieństwa.

Średniowiecze nie znało formuły powszechnego seminarium, choć u schyłku epoki pojawiały się już instytucje o podobnym charakterze. Jak słusznie zauważył ks. Stanisław Adamiak, „Sobór Trydencki nie wymyślił idei seminarium z niczego”. W skali ogólnej były to jednak raczej wyjątki. Funkcje przygotowawcze mogła pełnić szkoła katedralna, czasem nawet parafialna – w zasadzie nie wymagano jeszcze wykształcenia uniwersyteckiego[1]. Wydaje się zresztą, że na ówczesną formację należałoby spojrzeć szerzej, wykraczając poza perspektywę samego kształcenia.

O dostępie do święceń decydowały praktyczna wiedza i umiejętności. Można je było zdobyć nawet poprzez praktykowanie u swego plebana. Kształcenie kleru nie było więc zinstytucjonalizowane w dzisiejszym rozumieniu. Można je określić raczej jako indywidualną ścieżkę. Kandydat miał do pokonania siedem szczebli na tej drodze.

Najpierw jednak czekało go uzyskanie od biskupa tonsury, czyli charakterystycznego wygolenia czubka głowy. Już na tym etapie chłopiec (tonsurę mogli nosić na‑ wet uczniowie) należał do duchowieństwa. Można było ją również otrzymać później, tuż przed święceniami. To tonsura była głównym znakiem przynależności do kleru, swoistym odpowiednikiem nieznanej wówczas sutanny. Kler rozpoznawało się po fryzurze, stąd normy kościelne kładły duży nacisk na jej eksponowanie. Pozwolenie włosom na odrośnięcie w praktyce ustawiało poza stanem duchownym i związanymi z nim przywilejami.

Nie każdy duchowny zostawał w średniowieczu kapłanem. Wielu posiadaczy niższych święceń rezygnowało z przyjmowania dalszych stopni i powracało do życia świeckiego

Następnie kandydata czekały cztery stopnie święceń niższych (ostiariat, lektorat, egzorcystat, akolitat) i trzy wyższych (subdiakonat, diakonat, prezbiterat). Co istotne, droga do kapłaństwa nie była prostą ścieżką od tonsury do prezbiteratu. Niekiedy trwała ona bardzo krótko (w praktyce od akolitatu do prezbiteratu mogło upłynąć zaledwie kilka miesięcy), niekiedy latami. Ponadto nie każdy duchowny zostawał w średniowieczu kapłanem. Wielu posiadaczy niższych święceń rezygnowało z przyjmowania dalszych stopni i powracało do życia świeckiego. Dopiero od subdiakonatu nie można było się cofnąć. Wyświęcany na ten stopień powinien mieć w późnym średniowieczu przynajmniej 18 lat, na diakona 20 lat, zaś na prezbitera 25 lat. Nie określano progów wiekowych dla święceń niższych. Kandydaci bywali więc przynajmniej nastolatkami, ale decyzja o wyborze stanu duchownego mogła zapaść też później.

Jak wspomniałem, kandydaci na kolejne stopnie nie byli formowani w seminarium. Po święcenia przychodziło się „z zewnątrz”. Biskup wyświęcał w cztery soboty „Suchych Dni”, w sobotę zwaną Sicientes (po 4. niedzieli Wielkiego Postu) oraz w Wielką Sobotę. Nie zawsze czynił to w katedrze, częściej w miejscu, gdzie aktualnie przebywał, a więc w kaplicy jednej ze swych rezydencji. Kandydaci stawiali się tam już w środę, aby w międzyczasie przejść procedurę egzaminacyjną. Sprawdzano wówczas ich wiedzę i umiejętności, ale także ewentualne przeszkody kanoniczne do udzielenia święceń (np. pochodzenie z nieprawego łoża czy ułomności cielesne) i dyspensy od nich. Ważne było również przedstawienie przez kandydata dowodu na posiadanie zabezpieczenia materialnego do godnego życia. Mógł nim być majątek rodowy, prawo do objęcia związanej z określonym dochodem prebendy bądź poręczenie wystawione przez osobę trzecią. To ostatnie polegało na wyrażeniu gotowości do utrzymywania duchownego. Kandydaci pochodzący z innych diecezji powinni przedstawić też zgodę macierzystego ordynariusza na uzyskanie święceń poza własnym biskupstwem.

O wyzwaniach, stojących dziś przed formacją seminaryjną, przeczytacie w „Więzi” nr 1/2020.


[1] Zob. klasyczną już polską pracę nt. kształcenia kleru: K. Stopka, „Szkoły katedralne metropolii gnieźnieńskiej w średniowieczu. Studia nad kształceniem kleru polskiego w wiekach średnich”, Kraków 1994. Ostatnio: A. Orczyk, „Kształcenie i formacja duchownych w średniowieczu”, Lublin 2013.

Fragmenty tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, jesień 2020

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie wiez_jesien_2020-mockup-208x300.png

Kup tutaj