Duchowny w 2017 r. został przez Stolicę Apostolską skazany na 5 lat odosobnienia. Dopiero wczoraj obecny ordynariusz bielsko-żywiecki bp Roman Pindel poinformował mieszkańców Międzybrodzia o tym, co stało się z ich dawnym proboszczem.

Dziennikarz Onetu Szymon Piegza napisał w ubiegły piątek tekst „Czy Pan Bóg zapomniał o Międzybrodziu?”. Opowiedział o tym, jak ks. Jan Wodniak – w latach 1984-2014 proboszcz w Międzybrodziu Bielskim – wykorzystywał seksualnie chłopców. Janusz Szymik, jedyny skrzywdzony, który wypowiada się pod nazwiskiem, relacjonuje, że w latach 1984-1989 został przez duchownego wykorzystany ok. pięćset razy. Z ustaleń dziennikarza wynika, że ofiar mogło być znacznie więcej, począwszy od lat 70. aż do roku 2010.

„Nieźle to sobie napisałeś”

W drugiej części artykułu, opublikowanej w sobotę, Piegza opisuje reakcję kościelnych przełożonych na postępowanie ks. Wodniaka. Już w 1993 r. Szymik spotkał się z bp. Tadeuszem Rakoczym, ówczesnym ordynariuszem bielsko-żywieckim, przekazał mu spisane wspomnienia z lat 1984-1989 oraz poprosił o interwencję. Jak mówi, ani biskup, ani nikt z kurii nigdy więcej się z nim nie skontaktował w tej sprawie, natomiast jeszcze tego samego dnia odwiedził go ks. Wodniak i powiedział: „nieźle to sobie napisałeś”.

Jeszcze w tym samym roku Szymik złożył przeciwko duchownemu zawiadomienie w Prokuraturze Rejonowej w Żywcu. Postępowanie zostało umorzone po półtora miesiąca, zaś sam Szymik był nakłaniany wcześniej przez swojego szefa do wycofania zarzutów.

Z tekstu dowiadujemy się, że skrzywdzony przez ks. Wodniaka udał się do biskupa po raz drugi w 2007 r., tym razem ze świadkiem. – Powtórzyła się sytuacja sprzed lat: jeszcze nie wróciliśmy do Międzybrodzia, jak Wodniak już o wszystkim wiedział. Biskup znowu nie ruszył tej sprawy, znów nie było kontaktu z jego strony – mówi Szymik. Bp Rakoczy nie zareagował, mimo że w 2007 r. od sześciu lat obowiązywały już przepisy kościelne, nakazujące przekazywanie zgłoszeń dotyczących przestępstw seksualnych księży do watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary.

Do rąk własnych

Później Szymik pojechał do ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który w 2007 r. zdekonspirował ks. Wodniaka jako współpracownika SB i opowiedział mu o swojej krzywdzie, przekazał też swoje notatki dotyczące sprawy. Duchowny w rozmowie z Piegzą potwierdza to. Wspomina, że 21 kwietnia 2012 r. pojechał do kurii w Krakowie (diecezja bielsko-żywiecka to część archidiecezji krakowskiej) i wręczył do rąk własnych kard. Stanisławowi Dziwiszowi dokumenty, w których znajdowała się dokładnie opisana sprawa Szymika oraz jego dane kontaktowe. Prezes Fundacji Brata Alberta zapewnia, że hierarcha dowiedział się również o wcześniejszych zaniechaniach bp. Rakoczego. Mimo to nie skontaktował się nigdy z pokrzywdzonym.

Kard. Dziwisz zaprzecza tej wersji wydarzeń. Przekonuje, że w czasie, gdy pełnił urząd metropolity krakowskiego, nie dotarła do niego nigdy żadna wiadomość, że „ktokolwiek zgłaszał do bp. T. Rakoczego zarzuty dotyczące ks. Jana Wodniaka”, on sam zaś dowiedział się o zarzutach wobec duchownego dopiero po wyroku Stolicy Apostolskiej w 2017 r.

Winny i odsunięty

11 lutego 2014 r. Szymik spotkał się z bp. Romanem Pindlem, nowym ordynariuszem diecezji bielsko-żywieckiej (Rakoczy w 2013 przeszedł na emeryturę). Zaledwie kilka tygodni później ks. Wodniak został odsunięty od posługi i przeniesiony z Międzybrodzia do klasztoru (biskup zmieniał mu jeszcze miejsce pobytu, po tym jak otrzymał od mieszkańców zgłoszenie, że były proboszcz pojawia się w swojej dawnej parafii. Później duchowny otrzymywał z tego powodu upomnienia z kurii i nawet z Watykanu).

„W wyniku karnego procesu administracyjnego ks. Jan Wodniak został uznany winnym przestępstwa przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu z osobą nieletnią. W kwietniu 2015 r. został skazany na karę 10 lat przebywania w odosobnieniu i pozbawienia wszelkich urzędów kościelnych. Odwołał się jednak od tego wyroku” – czytamy w tekście Piegzy.

Ks. Wodniak przyznał się jedynie do kilkunastu kontaktów seksualnych z Szymikiem, co wpłynęło na to, że jego wyrok został zmniejszony do 5 lat. W grudniu 2017 r., pod zmniejszonym wyrokiem podpisali się między innymi kard. Zenon Grocholewski i abp Charles Scicluna. „Skazany Jan Wodniak ma również zakaz publicznego wypełniania posługi kapłańskiej, zakaz spowiadania i ze względu na pokutny charakter kary – nakaz przebywania w odosobnionym miejscu. Jego kara skończyłaby się w 2021 r., jednak ze względu na zgłoszenie się kolejnej ofiary rozpoczęło się kolejne postępowanie”.

Co oznacza „niezwłocznie”?

Szymik twierdzi, że w 2014 r. podczas przesłuchań w kurii przekazał jej przedstawicielowi listę osób, które także mogły zostać skrzywdzone przez Wodniaka, kuria z kolei odpowiada, że to nie była lista, tylko „sugestie” i „nie istniała możliwość kontaktu z nimi [potencjalnymi ofiarami]”, więc zwróciła się „z prośbą do osób zgłaszających nadużycia o poinformowanie innych pokrzywdzonych o możliwości złożenia skargi”. Dopiero 11 września, w dzień publikacji pierwszego reportażu, do mężczyzny odezwał się wikariusz generalny diecezji bielsko-żywieckiej i chciał rozmawiać o kolejnych ofiarach, które ten zgłosił 6 lat temu.

Ponadto 14 maja 2019 r. Szymik spotkał się z przewodniczącym episkopatu abp. Stanisławem Gądeckim, opowiedział mu o zaniedbaniach bp. Rakoczego i kard. Dziwisza. Kilka dni wcześniej, 9 maja, papież Franciszek ogłosił swoje motu proprio, zgodnie z którym karze podlegają również biskupi, którzy tuszowali przestępstwa wykorzystania seksualnego. Prawo zaczyna obowiązywać od 1 czerwca, zaś spotkanie – jak informuje Biuro Prasowe KEP – „miało charakter duszpasterski i prywatny, w związku z tym treści nie były ani protokołowane, ani archiwizowane”.

9 lipca 2019 r. Janusz Szymik – powołując się na nowe motu proprio – zgłosił zaniedbania bp. Rakoczego nuncjuszowi apostolskimu abp. Salvatoremu Pennacchio. Odpowiedź przyszła dopiero na drugie pismo, wysłane siedem miesięcy później. Potwierdzono w niej otrzymanie korespondencji z 9 lipca ub.r. i zapewniono, że „nuncjatura zajęła się sprawą niezwłocznie”. Piegzie nie udało się ustalić, kiedy dokładnie dotarła do nuncjatury informacja o zaniechaniach bp. Rakoczego.

Biskup informuje, drugi „prostuje” swoją wypowiedź

Mieszkańcy Międzybrodzia aż do wczoraj nie znali powodu, dla którego ks. Wodniak przestał być ich proboszczem w 2014 r. Wczoraj w parafii wizytację odbywał biskup pomocniczy diecezji Piotr Greger. Odczytał oświadczenie ordynariusza, w którym informuje on, że ks. Wodniak został „skazany prawomocnym wyrokiem Kongregacji Nauki Wiary i odbywa przewidzianą wyrokiem kanonicznym karę w miejscu odosobnienia”.

„Żadne słowa nie wyrażą dostatecznie współczucia, żalu i prośby o przebaczenie. Kolejne spotkania z pokrzywdzonymi przekonują mnie o tym coraz bardziej. Żadna ludzka kara nie jest w stanie uzdrowić zranień pokrzywdzonych i ich bliskich oraz tych, którzy ulegli zgorszeni i poczuciu bezsilności” – napisał bp Pindel. Zapewnił też, że udzieli pomocy wszystkich potrzebującym i zaapelował o zgłaszanie się ofiar.

Szymon Piegza rozmawiał z bp. Gregerem po mszy. Hierarcha mówił, że nie ma nic do dodania ponad oświadczenie ordynariusza. Zaprzeczył też, żeby to jemu już kilka lat temu zostało powierzone wyjaśnienie sprawy.

Jeszcze wczoraj wieczorem na stronie diecezji ukazało się oświadczenie bp. Gregera, który „prostował” swoją wypowiedź. Przyznał, że w 2014 r. został mianowany do przeprowadzenia postępowania wstępnego w sprawie ks. Wodniaka. „Pragnę bardzo przeprosić wszystkich, a szczególnie Pokrzywdzonego, za przekazanie błędnych informacji. W tej sprawie otrzymałem upomnienie Biskupa Bielsko-Żywieckiego” – napisał.

DJ