Ta muzyka jest tak intensywna jak zapach. A konkretny zapach, wiadomo, jednych wabi i zachwyca, inni mogą go uważać za przykry. Są więc tacy, którzy muzyki Morriconego nie lubią. Trudno jednak nie podziwiać jego warsztatu i muzycznej wyobraźni.

Kobieta: „Misja”, „Dawno temu w Ameryce”, „Cinema Paradiso”, „Malena”, „Zawodowiec” – kiedy przywołuję tytuły tych filmów, natychmiast słyszę w głowie muzykę, którą skomponował do każdego z nich Ennio Morricone.

Ksiądz: Dorzucam od razu do Twojej listy, Kasiu, kolejne moje ulubione tytuły filmów z muzyką zmarłego w lipcu artysty: „Klan Sycylijczyków”, „Nietykalni”, „Frantic”, „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie” Sergia Leonego i oczywiście „dolarową trylogię” tego reżysera, czyli: „Za garść dolarów”, „Za kilka dolarów więcej”, „Dobry, zły i brzydki”.

[…] Alek Dębicz, znakomity muzyk i pianista oraz świetny znawca muzyki filmowej, twierdzi, że Morricone to kompozytor awangardowy, który odegrał przełomową rolę w historii muzyki filmowej. Na pewno zawsze miał talent do melodii, ale przede wszystkim tworzył nowe typy brzmień, które stały się ikoniczne dla bardzo różnych gatunków filmowych. Artysta ten właściwie do każdej kompozycji zestawiał swoją własną orkiestrę niejako na nowo. Powstawały w ten sposób oryginalne sekcje instrumentów, pośród których znajdowały się także te dotąd nieużywane w klasycznych orkiestrach symfonicznych, czyli: harmonijka, gitara, fletnia pana, drumle; często posługiwał się wokalizą. Do tego imitacje odgłosów zwierząt, trzask łamanego drzewa, tykanie zegara, szum wodospadu, tętent koni.

Morricone umiał usłyszeć wewnętrzny głos natury, muzyką opowiedzieć bohatera, również jego życie wewnętrzne

Kobieta: Z tej nieprzebranej wielości dźwięków artysta tworzył niezwykle harmonijną całość. Jest w tej muzyce monumentalność, ale równocześnie pewna lekkość, czasem też dowcip – zagarnia słuchacza, ale nie przytłacza. Zagarnia nie dla siebie samej, ale po to, żeby widz jeszcze głębiej wszedł w filmowy świat. Wyrazista i intensywna muzyka Morriconego wtapia się w filmowe dzieło jak powietrze. Doskonale widać to w „Misji” Rolanda Joffégo. W pewnym momencie już właściwie nie wiadomo, czy to muzyka, czy szum wodospadu, odgłosy puszczy, śpiew egzotycznego ptaka. Morricone umiał usłyszeć wewnętrzny głos natury, muzyką opowiedzieć bohatera, również jego życie wewnętrzne.

Ta muzyka jest tak intensywna jak zapach. A konkretny zapach, wiadomo, jednych wabi i zachwyca, inni mogą go uważać za przykry. Rozumiem więc, że są tacy, którzy muzyki Morriconego nie lubią. Trudno jednak nie cenić jego warsztatu i muzycznej wyobraźni.

Fragment felietonu Katarzyny Jabłońskiej i ks. Andrzeja Lutra, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, jesień 2020

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie wiez_jesien_2020-mockup-208x300.png

Kup tutaj