Krytycznie oceniam jej zachowanie po uwolnieniu. Nie podoba mi się to, co robi, ale próbuję zrozumieć, jak głęboki ból popycha ją do takich słów i gestów – pisze ks. prof. Alfred Wierzbicki w „Gazecie Wyborczej”.

Ks. Alfred Marek Wierzbicki, kierownik Katedry Etyki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, był wśród 12 „osób godnych zaufania”, które 21 sierpnia poręczyły za Margot, aktywistkę LGBT, przebywającą w areszcie za uszkodzenie furgonetki Fundacji Pro Prawo do Życia i atak na jej kierowcę.

W tekście na łamach lubelskiej „Gazety Wyborczej” duchowny przyznaje, że po poręczeniu spotkało go „sporo hejtu, wulgarnych insynuacji i prób zawstydzania”. „Zabieram głos publicznie, ponieważ niepokoi mnie stan umysłów ludzi, którzy rzeczywistość widzą w czarno-białych barwach” – podkreśla.

„Oczywiście, że knajacki język Margot, pozowanie na Matkę Boską nie podobają mi się, ale to jeszcze nie powód, abym żałował mojej wcześniejszej decyzji” – zaznacza ks. Wierzbicki. Jak tłumaczy, istotą jego poręczenia było to, że „sąd zastosował środki nieproporcjonalne do sytuacji, w jakiej znajdowała się Margot”. W jej przypadku, zauważa etyk, „jest jeszcze polityczne dno, chodziło o eskalację emocji homofobicznych”.

„Każdy człowiek bez wyjątku zasługuje na szacunek nie ze względu na swoje poglądy, zasługi, bycie lub niebycie godnym pomocy innych. Prawdziwą świętością dla chrześcijan i niechrześcijan powinno być zawsze człowieczeństwo” – pisze ks. Wierzbicki.

„Nie żałuję poręczenia za Margot. Krytycznie oceniam jej zachowanie po uwolnieniu i nie przestaję się zastanawiać, czy sam nie ponoszę jakiejś cząstki winy. Choćby winy bezczynności i milczenia wobec homofobii w polityce i w Kościele. Nie podoba mi się to, co robi, ale próbuję zrozumieć, jak głęboki ból popycha ją do takich słów i gestów” – dodaje.

DJ