Nie było tak, że istniała garstka komuchów i trzydzieści parę milionów patriotycznie nastawionych Polaków – przypomina prof. Andrzej Paczkowski w wywiadzie dla „Kultury Liberalnej”.

Rozmowa Tomasza Sawczuka z prof. Andrzejem Paczkowskim, historykiem, działaczem opozycji demokratycznej w okresie PRL, ukazała się 25 sierpnia 2020 roku na łamach „Kultury Liberalnej”. Dotyczy dziedzictwa „Solidarności” 40 lat po podpisaniu Porozumień Sierpniowych.

Historyk wspomina sierpień 1980 jako czas „ekscytujący i podniosły zarazem”, w którym towarzyszyły mu „wielka radość i satysfakcja”. „W pierwszym okresie nie było pewne, jakie będą reakcje władzy. Pamiętam w rozmowach z 1980 roku przewijający się element: «K***a, żebyśmy tylko do Bożego Narodzenia wytrzymali, to już się Polska zmieni!». Wytrzymaliśmy dłużej” – przyznaje.

Na pytanie o to, jakiego rodzaju mitem w ciągu ostatnich 40 lat stała się „Solidarność”, prof. Paczkowski odpowiada: „Bardzo często mówi się, że «Solidarność» była społeczeństwem. Nie była społeczeństwem. (…) Krajobraz społeczny Polski lat 80. był zróżnicowany. Nie całe społeczeństwo było w «Solidarności», byli także jej przeciwnicy i wrogowie. Nie było tak, że istniała garstka komuchów i trzydzieści parę milionów patriotycznie nastawionych Polaków. Od niemowlęcia do staruszka. O tym się bardzo często zapomina”.

Jak przekonuje profesor, w demokratycznym, państwie ruch taki jak „Solidarność” nie jest potrzebny. Istnieją, jak zwraca uwagę, „dziesiątki kanałów komunikacji społecznej, sposobów wyrażania swoich potrzeb, ambicji, projektów”. „Ten rodzaj buntu, jakim była «Solidarności», jest typowy dla systemu niedemokratycznego. Przenoszenie tamtego wzoru w dzisiejsze czasy może wprowadzać w błąd, co do tego jak się zachowywać, czego żądać i jak mówić” – dodaje.

Prof. Paczkowski zauważa jednocześnie, że „we współczesnej Polsce obóz rządzący wykazuje silne tendencje autorytarne i dlatego pojawiają się masowe manifestacje uliczne. Manifestacje takie, tworzenie się ruchów obywatelskich, ruchów obrony – czasami nie wiadomo czego i przed kim – to sygnały, że państwo staje się coraz mniej demokratyczne”.

DJ