Oddolne protesty uświadomiły kościelnej „górze” przynajmniej tyle, że z przyjęciem dymisji abp. Głódzia nie można czekać ani dnia dłużej.

Lakoniczny komunikat Nuncjatury Apostolskiej w Polsce informuje, że papież Franciszek przyjął dymisję abp. Sławoja Leszka Głódzia złożoną w związku z ukończeniem 75 roku życia, a administratorem archidiecezji gdańskiej został mianowany biskup diecezji elbląskiej Jacek Jezierski. Co oznacza ta decyzja?

Przede wszystkim dostrzec trzeba, że tego typu rozwiązanie to rzadkość w Kościele. Typowe rozwiązania, gdy urzędujący biskup kończy 75. rok życia, to: 1) przedłużenie jego misji na określony czas; 2) zwlekanie przez papieża z przyjęciem dymisji emeryta, a tym samym tymczasowe przedłużanie jego misji; 3) przyjęcie dymisji emeryta i natychmiastowe mianowanie nowego biskupa; 4) przyjęcie dymisji emeryta i mianowanie tymczasowym administratorem jednego z biskupów pomocniczych tej diecezji. Tu natomiast mamy do czynienia z powołaniem administratora w osobie biskupa kierującego inną diecezją, i to spoza metropolii gdańskiej.

Wśród wielu spraw pilnych, które wymagają reformy w Kościele, sposób i procedury wyłaniania biskupów należą do najpilniejszych

Wnikając głębiej w język watykańskiej dyplomacji, fakt ogłoszenia tej decyzji w dniu 75. urodzin abp. Sławoja Leszka Głódzia dowodzi, że Stolica Apostolska – nie mając uzgodnionego kandydata na nowego metropolitę gdańskiego – uważa jednak sytuację w archidiecezji za nieakceptowalną. Gdyby było inaczej, można by przecież było czasowo powierzyć dalsze pełnienie funkcji emerytowi. Skoro jednak jego rezygnacja została przyjęta i mianowany został administrator sede vacante, to znaczy, że dotychczasowy arcybiskup formalnie (czy faktycznie – nie wiadomo) całkowicie traci wpływ na zarządzanie diecezją.

Widać, że miały sens oddolne protesty duchownych i świeckich katolików z archidiecezji gdańskiej, o których pisałem w opublikowanym wczoraj kalendarium. Pozostały one bezowocne, ale myślę, że miały znaczenie dla przyszłości. Uświadomiły kościelnej „górze” przynajmniej tyle, że z przyjęciem dymisji abp. Głódzia nie można czekać ani dnia dłużej. 

Jest też jednak druga strona medalu. Mianowanie tymczasowego administratora, a nie nowego metropolity gdańskiego świadczy o kompletnej niewydolności kościelnych struktur. Nie są one obecnie w stanie skutecznie prowadzić nawet spraw tak kluczowych, jak procedura wyłaniania biskupów. A przecież daty urodzin hierarchów nie są owiane tajemnicą. Od dawna powinna się była toczyć w tej sprawie kościelna procedura.

Co więcej, ona się toczyła, tyle że bezskutecznie. W lutym br. – czyli już prawie pół roku temu! – nuncjatura apostolska w Polsce zapewniała w komunikacie, że „na polecenie Stolicy Apostolskiej od kilku miesięcy trwają konsultacje z biskupami, kapłanami i wiernymi świeckimi archidiecezji gdańskiej oraz innych diecezji polskich w celu wyłonienia następcy abp. Sławoja Leszka Głódzia”. Czyli od niemal roku szukano w Kościele kandydata na nowego metropolitę gdańskiego – i do dziś go nie znaleziono!!! Rzecz jasna, niewykluczone, że wyłoniony kandydat odmówił przyjęcia tej funkcji. Albo nawet kilku… Trudno im się dziwić: sprzątanie po takim poprzedniku do łatwych zadań nie należy.

Co ciekawe, podobnych sytuacji jest w Kościele coraz więcej – wbrew dawnemu powiedzeniu, że każdy ksiądz może zostać biskupem, tak jak każdy żołnierz nosi buławę marszałkowską. W grudniu 2019 r., w rozmowie z hiszpańskim czasopismem „Vida Nueva”, prefekt Kongregacji ds. Biskupów kard. Marc Ouellet ujawnił, że obecnie około 30 procent duchownych odmawia przyjęcia proponowanego im urzędu biskupa. Ouellet mówił: „Gdy przybyłem tu [do Watykanu] przed prawie dziesięcioma laty, jeden nominat na dziesięciu nie przyjmował tej decyzji, tłumacząc to względami osobistymi lub innymi. Obecnie jest ich trzech na dziesięciu”.

Od niemal roku szukano w Kościele kandydata na nowego metropolitę gdańskiego – i do dziś go nie znaleziono!

W takiej sytuacji wybór osoby administratora w Gdańsku to zapewne efekt jakiegoś kompromisu między nuncjuszem, dotychczasowym metropolitą a kierownictwem krajowego episkopatu. Niewykluczone też, że ostatecznie to bp Jacek Jezierski zostanie pełnoprawnym metropolitą gdańskim. Gdyby tak się stało, to zupełnie niezrozumiała byłaby dzisiejsza decyzja o mianowaniu go tylko tymczasowym administratorem. Mało to jednak prawdopodobne, zważywszy że biskup elbląski sam kończy w tym roku 71 lat i nie jest znany publicznie z jakichś bardziej energicznych działań, jakich potrzeba w Gdańsku. Nadzieja w tym, że dewizą bp. Jacka Jezierskiego jest „Veritas Christi liberat” (Prawda Chrystusa wyzwala). Oby i w przypadku archidiecezji gdańskiej zwyciężyła wreszcie prawda!

Choć na dziś przyznać trzeba, że tymczasowość decyzji co do metropolity gdańskiego świadczy przede wszystkim o pogłębiającym się kryzysie kościelnych struktur. Wśród wielu spraw pilnych, które wymagają reformy w Kościele, sposób i procedury wyłaniania biskupów należą do najpilniejszych.