Dziewictwo Maryi postrzegam jako zerwanie władzy patriarchalnego świata nad kobiecym ciałem – mówi prof. Tina Beattie, brytyjska teolożka feministyczna, w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego”.

Rozmowa Zuzanny Radzik z Tiną Beattie, brytyjską teolożką feministyczną, emerytowaną profesor studiów katolickich na Uniwersytecie w Roehampton, ukazała się w „Tygodniku Powszechnym”. Dotyczy wizerunku i znaczenia Maryi w katolicyzmie.

Zdaniem Beattie, taka Maryja, jaką pokazuje nam tradycja katolicka, drażni wiele kobiet, „bo była i jest używana do tego, by je kontrolować”. „To smutne, że nasze widzenie Maryi zdominowało myślenie nowożytne, zbudowane na XIX-wiecznym romantyzmie, wzmocnionym męskim lękiem przed kobiecą seksualnością” – zauważa.

Jak przekonuje teolożka, by sobie z tym poradzić, należałoby znaleźć inne obrazy Maryi. „Gdy w pierwotnym Kościele mówiono o dziewictwie, nie chodziło o skojarzenie z abstynencją seksualną. Raczej z czymś, co dziś mamy na myśli, mówiąc o pierwotnym lesie czy oceanie. Czyli z siłą natury, niezdominowaną i niekontrolowaną przez człowieka – mężczyznę. Inaczej niż w tradycyjnej wizji dziewictwa, dyscyplinującego kobietę, w tym ujęciu jest ono zachwycającą siłą natury, którą Bóg wybawia” – mówi.

„Musimy zadbać, by kobiety mogły się odnaleźć w obrazie Maryi. Nie ma nic złego w ideałach i aspiracjach, gdy są prawdziwe – nie chcemy być jednak anorektycznymi dziewicami” – zaznacza Beattie, dodając, że postrzega dziewictwo Maryi „jako zerwanie władzy patriarchalnego świata nad kobiecym ciałem. Nie zerwanie z seksem jako ludzką czynnością wyrażającą miłość, ale z historycznym nadużywaniem seksualnego ciała kobiety”. Jej zdaniem narodziny Jezusa z dziewicy „przywracają kobietom pełnię przed Bogiem. Kobieta jako taka jest wystarczająca, by pośredniczyć między stworzeniem a Bogiem. Gdy Maryja mówi swoje «tak», to jest to akt konsekracji. Chrystus wkracza w świat materialny po raz pierwszy. Jej «tak» jest też afirmacją szacunku Boga do ciała kobiety” .

Rozmowa dotyczy też dogmatu o wniebowzięciu Maryi. Jak przypomina Beattie, wielu teologów było rozczarowanych jego ogłoszeniem, „zwłaszcza ze względu na dobro dialogu ekumenicznego”. „W efekcie to zadziałało jak piasek w ostrydze. Czym była ta doktryna, ogłoszona w 1950 r., zaraz po wojnie degradującej i poniewierającej ludzkie ciała? Pomyśl, co znaczy powiedzieć, że obok ciała Zmartwychwstałego w niebie jest ciało Żydówki, jego matki. Tak jakby Kościół mówił, że Boża obietnica nie jest abstrakcyjna, nie mówi o samym duchu. Te ciała, które były palone w piecach, bombardowane, gwałcone, mają wieczne piękno i życie w oczach Boga” – tłumaczy.

„O tym opowiada święto Wniebowzięcia. Bóg bierze nas do siebie z naszym ciałem i zabałaganioną historią. Zwłaszcza teraz wszyscy mamy przed sobą wyzwanie – musimy powiedzieć, że gdy nadużywamy stworzenia, nadużywamy dzieła Boga. Gdy uważamy materię za nieważną, nie widzimy, kim jesteśmy, ani że świat wyraża wielkość Boga. To święto mówi: tak, to zwykłe ciało ma miejsce w niebie!” – podkreśla teolożka.

DJ