To, co się dzieje u naszych wschodnich sąsiadów, należy postrzegać w kategoriach naszego interesu i polskiej racji stanu. Brak działań może skończyć się źle dla bezpieczeństwa w naszej części kontynentu – mówi Onetowi Paweł Kowal, politolog i historyk, obecnie poseł Koalicji Obywatelskiej.

Wczoraj na Białorusi odbyły się wybory prezydenckie. Po publikacji oficjalnego sondażu exit poll, według którego – z wynikiem blisko 80 proc. głosów – zwyciężyć miał urzędujący prezydent Aleksandr Łukaszenka, a jego główna rywalka, Swiatłana Cichanouska, uzyskała mniej niż 10 proc. – ludzie masowo wyszli na ulice. Protesty w Mińsku, Witebsku, Grodnie i innych miastach zostały brutalnie spacyfikowane przez milicję.

„Przemoc wobec protestujących nie jest odpowiedzią. Wolność słowa, wolność zgromadzeń, podstawowe prawa człowieka muszą być przestrzegane” – napisał dziś na Twitterze szef Rady Europejskiej Charles Michel. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen apelowała z kolei o „zapewnienie dokładnego zliczenia i opublikowania głosów”. Z kolei przemoc wobec protestujących potępili we wspólnym oświadczeniu szef unijnej dyplomacji Josep Borrell i komisarz ds. sąsiedztwa i rozszerzenia Oliver Varhelyi. Wezwali jednocześnie białoruskie władze do natychmiastowego uwolnienia wszystkich zatrzymanych ostatniej nocy i zaznaczyli: „Naród białoruski oczekuje teraz dokładnego policzenia głosów”.

Wcześniej premier Polski Mateusz Morawiecki apelował w liście do Charlesa Michela i Ursuli von der Leyen o zwołanie nadzwyczajnego szczytu Rady Europejskiej w sprawie wydarzeń na Białorusi. „Napięcia na linii Warszawa-Bruksela oraz chaos w naszym MSZ każą wątpić w to, że polska dyplomacja realnie pomoże Białorusinom na forum międzynarodowym” – komentował na naszych łamach Dominik Wilczewski.

To, co obecnie dzieje się na Białorusi, analizuje dla Onetu Paweł Kowal, politolog i historyk, poseł Koalicji Obywatelskiej. Jego zdaniem są co najmniej trzy warianty rozwoju sytuacji. Jak przekonuje, wzmożenie fali rewolucyjnej byłoby możliwe, jeśli protestujący otrzymaliby wyraźne wsparcie polityczne Europy Zachodniej. – Widać jednak, że tego nie ma. Liczą się godziny. Utrzymanie wysokiego napięcia rewolucyjnego bez wyraźnego politycznego wsparcia Zachodu, czyli przede wszystkim Unii Europejskiej i USA, jest bardzo trudne. Nic nie wskazuje jednak na to, żeby coś się w tym zakresie zmieniło – mówi.

Brak pomocy może skutkować, według politologa, cichym porozumieniem wokół sytuacji pomiędzy Rosją, USA i UE. – Pytanie, czy w ogóle takie zakulisowe negocjacje teraz się toczą. Porozumienie dawałoby możliwość zmiany władzy w krótkim czasie, ale bez możliwości kierowania się Białorusi w stronę Zachodu. Mielibyśmy do czynienia zatem głównie z poluzowaniem różnych obostrzeń w polityce wewnętrznej – tłumaczy.

Zdaniem Kowala najbardziej prawdopodobny jest wariant trzeci – Aleksander Łukaszenka stłumi protesty (sam lub z pomocą Moskwy) – Będziemy mieli okres przejściowy, zanim nie dojdzie do wyłonienia jakiegoś nowego przywódcy, który będzie jeszcze bardziej podporządkowany Rosji – dodaje.

Jak przekonuje historyk, „kluczowe jest zachowanie polskiego rządu”. – Nie ma innych państw, które miałyby tam większe interesy niż Polska i Litwa. Bez dużego nacisku ze strony tych dwóch państw, nic się nie zadzieje – wyjaśnia.

Polskie władze, zdaniem Kowala, powinny zwołać Radę Bezpieczeństwa Narodowego. – Do tego jak najszybciej powinny odbyć się konsultacje między rządem, a liderami opozycji. Ponadto, należy udrożnić kanały do głównych środowisk politycznych w Europie, czyli socjalistów, ale i Europejskiej Partii Ludowej – podkreśla.

Są to, uważa polityk, działania konieczne „niezależnie od tego, jaki będzie wynik protestów na Białorusi”. – To, co się dzieje u naszych wschodnich sąsiadów, należy postrzegać w kategoriach naszego interesu i polskiej racji stanu. Tu nie chodzi tylko o wsparcie dla rewolucji, bo za dwa dni ten ogień może być już nieaktualny. Trzeba zajmować się Białorusią i nie zostawiać Białorusinów samych w środku Europy. Brak działań może skończyć się źle dla bezpieczeństwa w naszej części kontynentu – zaznacza.

Przeczytaj też tekst Igora Isajewa „Jak liderka z przypadku przywróciła społeczeństwu głos. Historia sukcesu białoruskiej opozycji”.

DJ