Po raz pierwszy od lat zwykli Białorusini poczuli, że głos należy do nich. Od sztabowców opozycji mogłyby się uczyć partie w Polsce.

W czwartek w Mińsku miała się odbyć największa w ostatnich latach demonstracja białoruskiej opozycji – zwołana przez rywalkę Łukaszenki, Światłanę Cichanoǔską, wiec w trybie wyborczym. Tydzień wcześniej na podobnym wiecu zebrało się od 60 do 70 tys. osób. Jednak przed południem 6 sierpnia szefowa sztabu Cichanoǔskiej, Maryja Maroz, została zatrzymana, a lokalne władze postanowiły nagłe urządzić w miejscu opozycyjnej imprezy święto wojsk kolejowych. To już tradycyjne modus operandi łukaszenkowskich urzędników – wiele razy władze nagle urządzały w miejscu przemówień Cichanoǔskiej remonty albo imprezy alternatywne.

Zwolennicy opozycjonistki się nie poddali i zaczęli gromadzić się obok, na Skwerze Kijowskim, gdzie odbywała się urządzona przez władze impreza edukacyjna. Kiedy pojawiły się na niej tłumy zwolenników opozycji, dwójka DJ-ów nagle włączyła piosenkę Wiktora Coja „Chcemy przemian!”. Kirył Hałanaǔ i Ǔładzisłaǔ Sakałoǔski unieśli w górę ręce z symbolizującymi opozycję białymi wstążkami i pokazali zaciśniętą pięść i znak zwycięstwa – symbole kampanii Cichanoǔskiej. 

Bohaterem obecnej kampanii na Białorusi po raz pierwszy stał się zwykły obywatel, a nie rasowy wieloletni polityk-opozycjonista. Stara, „tradycyjna” opozycja z pewnością jest największą przegraną tych wyborów. Dlaczego tak się stało?

Stara opozycja: narodowy kierunek i wartości rodzinne

W opozycji „tradycyjnej”, która przegrywa wybory od 1994 r., istnieje świadomość potrzeby zmiany komunikacji z wyborcami. Głównym problemem białoruskiej opozycji od 25 lat był brak zaufania obywateli – mimo że wskazywała społeczeństwu na rażące naruszenia ze strony władzy, fakty łamania praw człowieka, nagrania brutalnego fałszowania wyborów, nie przebijała się do szerokiej opinii. 

Problemami białoruskiej opozycji były brak wiarygodności, izolacja i poniekąd białoruski „narodowy” charakter (stawianie zawsze na język białoruski, używanie wyłącznie „niezależnej”, a nie oficjalnej flagi itd.) w całkiem zrusyfikowanym kraju.

Białoruska opozycja próbowała się jednoczyć – i przed każdymi wyborami znajdowała się struktura, która wyłamywała się z umowy. W tym roku opozycjoniści postanowili wyłonić jednego kontrkandydata Łukaszenki w nowy sposób: pod koniec stycznia pięć białoruskich ruchów i partii opozycyjnych ogłosiło, że w nadchodzących wyborach prezydenckich, wspólny kandydat wyłoniony zostanie w procedurze prawyborów.

Cichanoŭska zapowiedziała, że wycofa się z prezydentury, by w niedługim czasie zorganizować nowe, równe i uczciwe wybory ze wszystkimi kandydatami, którym odmówiono rejestracji

Jednak prawybory skończyły się porażką. Po pierwsze, nie wszystkie struktury opozycji przystąpiły do umowy. Po drugie, został opracowany skomplikowany model głosowania, w którym od głosów obywateli zależało 30 punktów ze 100 – pozostałe punkty były domeną ścisłych aktywistów opozycji. Wśród warunków, które miał spełnić kandydat, wskazano opuszczenie przez Białoruś struktur prorosyjskich (m.in. Państwo Związkowe z Rosją, Organizację Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, strefę wolnego handlu w ramach Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej), wsparcie dla rozwoju języka i kultury białoruskiej, a także m.in. „niewypowiadanie się przeciwko tradycyjnym wartościom rodzinnym”. Tak głębokie wchodzenie w kwestie światopoglądowe w kraju, w którym od lat nie było możliwości swobodnej debaty społecznej, na samym wstępie sprowadziło białoruską opozycję do niszy.

Zamiast szerokiej dyskusji o przyszłości Białorusi opozycja na własne życzenie urządziła groteskę. Z prawyborów w maju wycofali się wszyscy uczestnicy – oficjalnie jako powód wskazując koronawirusa.

Siła „słabych” kobiet

Porażka „starej” białoruskiej opozycji dała początek historii sukcesu „nowej”. Po odmowie rejestracji popularnych kandydatów, Wiktara Babaryki i Walerego Capkały, szefowa sztabu pierwszego i żona drugiego wsparły zarejestrowaną Światłanę Cichanoŭską. Władze pozwoliły na jej rejestrację – bo uznały, że nie stanowi zagrożenia. Bo to kobieta. Łukaszenka wówczas ironizował: „kobieta nie może być prezydentem”, bo „upadnie, biedaczka”. Po aresztowaniach szeregu działaczy Białorusini zaczęli wychodzić na ulice w koszulkach: „Sam jesteś biedak!”.

Światłana Cichanoŭska, żona aresztowanego blogera Siarhieja Cichanoŭskiego, który też miał być kandydatem, zastąpiła męża i choć najpierw nie była na podium popularności, ze swojej słabości „biedaczka” zrobiła atut: wokół niej połączyły się kobiety ze sztabów Babaryki i Capkały. Cichanoŭska mówiła spokojnie, ale coraz pewniej siebie. Jej debiut w białoruskiej telewizji państwowej stał się jej sukcesem. „Nie jestem politykiem. Politykiem jest mój mąż” — twierdziła 21 lipca i przypomniała: „Władze nie zarejestrowały silnych kandydatów – Wiktara Babaryki i Walerego Capkały. Ale zarejestrowały mnie. Bo nie widziały  zagrożenia. Ale zagrożeniem dla władzy jest naród, którym nie da się już tak rządzić” – dodała. 

Wcześniej, 16 lipca, połączone sztaby, wspierając Cichanoŭską, wydały dokument o zasadach kampanii. Głównym punktem jej programu stało się przywrócenie wyborcom głosu. Cichanoŭska zapowiedziała, że wycofa się z prezydentury, by w niedługim czasie zorganizować nowe, równe i uczciwe wybory ze wszystkimi kandydatami, którym odmówiono rejestracji. Sztabowcy zainicjowali także kampanię skierowaną do wyborców, jak należy chronić ich głos.

Patrząc na zjednoczenie sztabów trzech kandydatów, białoruski internet powtarzał: trójka kobiet w kilka dni zrobiła to, czego „stara” opozycja nie mogła zrobić od kilkunastu lat.

Pierwszy jednoczący Białorusinów pogram

Urzędnicy Łukaszenki nie przewidzieli scenariusza zjednoczenia opozycji. Działając w starym trybie, „łukaszenkowcy” tylko pomagali Cichanoŭskiej aktywizować Białorusinów: zakażą wiecu w centrum miasta – na obrzeża przyjedzie jeszcze więcej ludzi; zatrzymają uczestników zgromadzenia – pojawią się nowe, kreatywne akcje; zwyzywają czy pośmieją się z opozycji – w odpowiedzi zostaną przedstawieni jako aroganci. „Na naszym silnym społeczeństwie chcą wypróbować kolorową rewolucję. To się nie uda!” – grzmiał Łukaszenka w orędziu do narodu 5 sierpnia. „O Majdanie w naszym kraju mówi tylko jeden człowiek” – spokojnie odpowiadała mu Cichanoŭska – „i tym człowiekiem nie jestem ja”.

Trójka kobiet zaproponowała jednoczący Białorusinów program, a władzom coraz trudniej jest przedstawić Cichanoŭską i jej zespół jako „nacjonalistów” czy „agentów wrogich krajów” – co zwykle robiono z „tradycyjną opozycją”. Na wiecach Cichanoŭskiej obok siebie pojawiły się i narodowe (biało-czerwono-białe, z Pogonią), i oficjalne flagi Białorusi, rzecz dotąd nie do pomyślenia. Piosenką protestu są nie tylko „Mury” po białorusku, ale i „Chcemy zmian!” po rosyjsku. Hasło: „Wierym, Możam, Pieramożam” [„Wierzymy, Możemy, Zwyciężymy”] w mediach społecznościowych jest pokazywane z pomocą trzech symboli: ❤️✊✌️. Weranika Capkała także zaproponowała znak protestu – białą opaskę, z którą obywatelki i obywatele przychodzą na wiece i przyjdą w niedzielę do lokali wyborczych. „Stara opozycja” oburzyła się: zawsze mieliśmy „narodowe”, biało-czerwono-białe opaski jako symbol – ale jej głos został zignorowany. Trójka kobiet zaproponowała Białorusinom nowy pomysł na swój kraj, ponad różnicami językowymi czy światopoglądowymi.

Białoruska opozycja osiągnęła już sukces

Cichanoŭska to pierwsza od lat liderka w Białorusi, która została nią z przypadku. Sama twierdzi, że bała się tej roli, nie czuła siły i poczuła ją dopiero wtedy, jak zrozumiała, że jest wspierana przez ludzi. Przypadek, a także pierwotna słabość własnej kandydatury, zmusił Cichanoŭską do opracowania programu otwarcia się na obywateli – który nie był skomplikowany, ale był skuteczny.

Niezależnie od wyników niedzielnych wyborów (które prawdopodobnie zostaną sfałszowane – wedle różnych szacunków, popularność Łukaszenki wynosi ok. 30 proc.), „nowe” opozycjonistki osiągnęły zapowiedziany sukces. Białorusini poczuli siłę i otrzymali głos, obiecany im przez Cichanoŭska. Ale to nie Cichanoŭska, a dwójka dźwiękowców okazała się bohaterami ostatniego dnia kampanii. Oskarżono ich o chuligaństwo i nieprzestrzeganiu prawa. Hałanaǔ i Sakałoǔski w rozmowie z białoruskimi mediami podkreślali, że włączyli piosenkę Coja, mając całkowitą świadomość konsekwencji.