Chciałbym, żeby przedstawiciele Kościoła zakodowali sobie, że my, księża, zawsze w szkole jesteśmy gośćmi – mówi ks. Damian Wyżkiewicz wyróżniony w konkursie Nauczyciel Roku 2019.

Dawid Gospodarek: Jak podsumowałbyś ostatnie trzydzieści lat katechezy w szkole?

Ks. Damian Wyżkiewicz: Widzę je jako pewien proces, w którym popełniono sporo błędów, ale też zrobiono wiele dobrych rzeczy. Bilans, pomimo tych błędów i nierozwiązanych problemów, jest, moim zdaniem, dodatni. Jednak w dobie tak szybko zmieniającego się świata powinniśmy dokonywać podsumowań obecności religii w szkole co najmniej raz na dziesięć lat, a nie tylko wtedy, gdy zaczyna się źle dziać. Wtedy może uniknęlibyśmy problemów, z którymi obecnie się borykamy.

Jakie problemy konkretnie masz na myśli?

– Po pierwsze, rozsypuje się kadra, brakuje nauczycieli religii. Dzieje się tak między innymi dlatego, że wielu katechetów świeckich – powiedzmy sobie szczerze – było po prostu wykorzystywanych. Oczekiwano od nich podejmowania różnych aktywności poza szkołą, na przykład pracy w niedziele, za którą oczywiście im nie płacono. Poza tym, skoro mamy być w Kościele prorodzinni, to pozwólmy świeckim katechetom w niedzielę być z rodziną, a nie de facto w pracy.

Znam spore grono ludzi, którzy byli katechetami, ale zrezygnowali z wykonywania tego zawodu. Opowiadają o trudnych relacjach z proboszczami, którzy oczekiwali od nich niemal nieograniczonej dyspozycyjności oraz zaangażowania w działania pozaszkolne, i nie widzieli potrzeby jakiejkolwiek gratyfikacji za tę dodatkową pracę. Czasami nie padało nawet zwykłe „dziękuję”.

Skoro mamy być w Kościele prorodzinni, to pozwólmy świeckim katechetom w niedzielę być z rodziną, a nie de facto w pracy

Po drugie, wydaje mi się, że nasze wydziały teologiczne, żeby nie utracić dofinansowania z powodu małej liczby studentów, rekrutują osoby, które niekoniecznie nadają się na katechetów. Oczywiście nikt im nie zabroni studiowania teologii. Kiedy rozmawiam ze studentami teologii z pierwszego czy drugiego roku, odnoszę wrażenie, że często są to młodzi ludzie zapatrzeni w ideały, ale kompletnie nieżyciowi. Ja też taki byłem, więc mnie akurat to nie dziwi.

Dlatego jednak kierownictwo wydziałów teologicznych powinno mocniej uświadamiać swoim studentom, jakie są dalsze ścieżki ich kariery zawodowej. Powinno się studentów informować, że nie musi się ona wiązać z byciem katechetą, jeśli nie ma się odpowiednich predyspozycji.

Jeśli „produkuje się” katechetów tylko po to, żeby nie było braków kadrowych, to jest fatalnie.

– Później mamy takie efekty, że nauczyciele religii zmieniają się co roku. Młodzież od nich ucieka, bo są niekontaktowi i mają osobowość dogmatyczną, a czasem wręcz autorytatywną. Coraz częściej widzę ogłoszenia, również na Facebooku, w których proboszczowie szukają katechety z dobrą opinią, który nie zrobił jakiegoś „przypału”, na przykład nie dał się wplątać w głupie dyskusje lub nie wybuchnął agresją. To jest bardzo duży problem, z którym trzeba się zmierzyć.

Ostatni dzwonek
Dawid Gospodarek, ks. Damian Wyżkiewicz, „Ostatni dzwonek”, Wydawnictwo Więź, premiera we wrześniu

Kolejnym problemem jest mentalność proboszczów. Oni bardzo często nie rozumieją, że nie są w szkole władcami, że mają z nią współpracować. Chciałbym, żeby przedstawiciele Kościoła zakodowali sobie, że my, księża, zawsze w szkole jesteśmy gośćmi. Oznacza to, że powinniśmy szanować reguły, które tam obowiązują. A zdarzają się sytuacje, kiedy na przykład proboszcz wiesza krzyże we wszystkich szkolnych salach, nikogo nie pytając o zgodę. Trudno się chyba dziwić, że w takiej sytuacji wielu może się wkurzyć, a zwłaszcza dyrektor, który został postawiony przed faktem dokonanym.

Według mnie obecność religii w szkole powinna oznaczać współpracę, a nie narzucanie się. Oczywiście z tą obecnością wiążą się również pewne przywileje – na przykład możliwość organizacji szkolnych rekolekcji adwentowych i wielkopostnych czy odpowiedzialność proboszcza za to, który katecheta ma pracować w danej szkole. Chodzi jednak o to, żeby był życzliwy dialog pomiędzy proboszczem a dyrektorem.

Czyli umieszczenie katechezy w planie na pierwszej lub ostatniej godzinie lekcyjnej wcale nie musi wynikać z tego, że dyrektor jest antyklerykalny?

– Czasem po prostu nie da się inaczej ustalić grafiku i tyle. Nie ma potrzeby doszukiwania się w tym jakiegoś drugiego dna. Szkoła to tak skomplikowana rzeczywistość, że nikogo nie da się w pełni usatysfakcjonować: ani uczniów, ani rodziców, ani nauczycieli, w tym nauczycieli religii.

Nauczyciele języka polskiego, informatyki, matematyki, chemii, języków obcych etc. mają możliwości dorabiania poza szkołą. Katecheci takiej możliwości nie mają – nie ma zapotrzebowania na korepetycje z teologii

Gdy przychodzi proboszcz z pretensjami, dlaczego jego wikariusz musi pracować w środy, przecież musi być tego dnia w kancelarii, i dyrektor się ugina, wtedy dopiero widzimy, jakie my, księża, mamy przywileje. Odbywa się to na zasadzie: kto mocniej przywali pięścią w stół. Chyba nie o to chodzi.

Mam jednak nadzieję, że wrogie nastawienie szkoły do Kościoła czy nauczycieli do katechetów jest rzadkością. Chciałbym, żeby relacje między nami były zawsze przyjacielskie. To wymaga wzajemnego otwarcia i szacunku.

Wspomniałeś o niedoborach kadrowych. Co roku diecezje ogłaszają, że brakuje katechetów. Co robią, żeby zachęcić do tego zawodu? Jak wspierani są już pracujący katecheci?

– Nie wiem, czy poza otwieraniem studium katechetycznego dla magistrantów diecezje mają jakieś propozycje, które miałyby zachęcać do tego zawodu. Rzeczywiście katechetów brakuje, również dlatego, że część z nich każdego roku odchodzi z zawodu. Sam wskazałbym na dwa powody ich rezygnacji z pracy. Nauczyciele języka polskiego, informatyki, matematyki, chemii, języków obcych etc. – jeśli im szkolna pensja nie wystarcza – mają możliwości dorabiania poza szkołą. Katecheci takiej możliwości nie mają – nie ma zapotrzebowania na korepetycje z teologii.

A jeśli katecheci są dodatkowo nauczycielami innego przedmiotu, to i tak z racji bycia katechetą nie mogą przyjmować funkcji wychowawczej. Moim zdaniem, jest to jawna dyskryminacja, bo ktoś, kto jest nauczycielem i wysoko postawionym duchownym jakiegokolwiek wyznania, ale nie uczy religii, może być wychowawcą.

No i chyba ważna jest tu jeszcze sprawa – sygnalizowałeś ją już wcześniej – relacji proboszcz–katecheta.

– Te relacje bywają bardzo trudne. Znam katechetów, którzy po prostu byli przez proboszcza mobbingowani. Odeszli często po wielu latach oddanej pracy na rzecz młodzieży.

Znam też takie przypadki, kiedy księża katecheci nie potrafili ułożyć sobie dobrych relacji ze świeckimi katechetkami. Wina leżała zazwyczaj po obu stronach. To był powód frustracji. Tego rodzaju problemy pewnie zdarzają się wszędzie, kłopot jednak w tym, że katecheci nie mają się z nimi do kogo zgłosić. W tego rodzaju wypadkach bardzo brakuje wsparcia psychologicznego dla katechetów i w ogóle dla wszystkich nauczycieli. To zresztą szerszy i głębszy problem. Dotyczy on także młodych księży, którzy często zaraz po święceniach są zostawieni na parafiach sami sobie.

Według mnie obecność religii w szkole powinna oznaczać współpracę, a nie narzucanie się

Przez lata w seminarium przełożeni troszczą się o ciebie, masz formację, masz ojca duchownego i nagle wchodzisz w tryby życia parafii, gdzie okazuje się, że właściwie nie masz na nic czasu i nie masz żadnego wsparcia.

W moim zgromadzeniu od niedawna każdy ksiądz do dziesiątego roku kapłaństwa ma wyznaczonego ojca, do którego może się zwracać ze swoimi problemami – on wysłucha, doradzi. Dobrze byłoby, gdyby ktoś pomyślał o takim rozwiązaniu wobec świeckich katechetów i w ogóle nauczycieli.

Czy gdyby nauczyciele religii dostawali z diecezji czy parafii dodatkowe dopłaty – na przykład za aktualnie wolontariacko wykonywane prace przy kościele – inni nauczyciele nie patrzyliby na to źle?

– Myślę, że nie. Inni nauczyciele najprawdopodobniej traktowaliby to na zasadzie dodatkowej pracy – jak korepetycje.

Katecheci mają różnego rodzaju zjazdy, spotkania, szkolenia, a przecież nikt im dodatkowo nie płaci za transport, poświęcony czas, wręcz przeciwnie – zazwyczaj sami muszą to wszystko sfinansować.

– Tak to niestety najczęściej wygląda. Myślę, że gdyby parafia dbała o swoich katechetów, opłacała im różnego rodzaju kursy i szkolenia oraz związane z ich pracą aktywności, katecheci pozostawaliby w zawodzie. Mieliby szansę rozwoju zawodowego, czuliby się doceniani i potrzebni.

Jestem w zgromadzeniu, w którym składamy ślub ubóstwa. W praktyce oznacza to, że oddaję zgromadzeniu swoją pensję. Kiedy wyjeżdżam na szkolenia dla księży albo na rekolekcje, dostaję na paliwo czy na bilet, nie mówiąc już o wyżywieniu. Myślę, że taka praktyka powinna być oczywistością także w wypadku katechetów.

Ks. Damian Wyżkiewicz CM – filozof i teolog, należy do Zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo, współpracownik „Więzi”, doktorant w PAN, pracuje w warszawskiej parafii Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Katechetą jest od 2012 r., obecnie uczy w Zespole Szkół nr 22 im. Emiliana Konopczyńskiego w Warszawie. Został wyróżniony w konkursie Nauczyciel Roku 2019 zorganizowanym przez „Głos Nauczycielski” i Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Fragment książki „Ostatni dzwonek” ks. Damiana Wyżkiewicza i Dawida Gospodarka, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Więź we wrześniu