Myliłem się, obawiając się konwencji stambulskiej – przyznaje prof. Andrzej Zoll w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”.

W ubiegły poniedziałek, 27 lipca, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro skierował do resortu rodziny oficjalny wniosek o podjęcie prac nad wypowiedzeniem konwencji stambulskiej. – Zgadzamy się z wieloma zapisami konwencji dotyczącymi ochrony ofiar przemocy. Ale gwarancje zawarte w polskim prawie zapewniają ofiarom lepszą ochronę. Natomiast druga część tej konwencji pod pięknymi hasłami ukrywa warstwę ideologiczną, która de facto uderza w interesy kobiet, rodziny i przyjmując m.in. koncepcję płci społeczno-kulturowej kwestionuje tradycję i naszą kulturę – argumentował.

W czwartek premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że skieruje do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o sprawdzenie zgodności konwencji z konstytucją. Jak twierdzi rzecznik rządu Piotr Müller, Zjednoczona Prawica chce, „by trybunał wskazał, czy uchylić stosowanie przepisów budzących wątpliwości ideologiczne”.

Do sprawy odniósł się dziś w wywiadzie Agaty Łukaszewicz dla „Rzeczpospolitej” prof. Andrzej Zoll, prawnik, były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej (1991-1993), prezes Trybunału Konstytucyjnego (1993-1997) i rzecznik praw obywatelskich (2000-2006).

Zdaniem profesora walka rządzących z konwencją to „czysta gra polityczna”. „Nie ma żadnych racjonalnych powodów, by teraz wypowiadać konwencję. Z punktu widzenia przepisów międzynarodowych jej wypowiedzenie ma zupełnie inne znaczenie niż jej niepodpisanie. Polska brała udział w jej uchwalaniu! Jej wypowiedzenie teraz miałoby bardzo negatywny oddźwięk. Uważam, że Polska nie powinna występować z konwencji jeszcze z innego powodu:  jest to uczestnictwo w solidarności w obronie kobiet. A taką należy wspierać, a nie osłabiać” – tłumaczy.

Jak przekonuje, konwencja „absolutnie nie szkodzi Polsce”. „Mało tego, jej przepisy nie są istotne dla stanu prawnego w Polsce. Za to mają zasadnicze znaczenie poza nią, dla państw np. muzułmańskich czy afrykańskich, w których dochodzi do dyskryminacji kobiet” – wyjaśnia.

Odnosząc się do własnych słów z 2014 roku o tym, że konwencja to „zamach na naszą cywilizację”, Zoll przyznaje, że się mylił. „To dla mnie pouczające. Sześć lat temu nie było żadnych doświadczeń w stosowaniu jej przepisów. Nie było także żadnych orzeczeń, które by szły w kierunku pogorszenia sytuacji kobiet” – dodaje. Zaznacza jednocześnie, że nawet jeśli dojdzie do wypowiedzenia dokumentu, nie będzie to oznaczało legitymizacji przemocy w Polsce.

Wcześniej głos zabrał rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. W wydanym 28 lipca oświadczeniu stwierdził, że „wypowiedzenie konwencji przez Polskę prowadziłoby do obniżenia standardów przestrzegania praw człowieka”. Według Bodnara „konwencja nie jest zagrożeniem dla wartości chrześcijańskich”, a „żadne wartości chrześcijańskie nie uzasadniają tolerowania przemocy w domach”. – Jeżeli tworzymy rozwiązania prawne i wiążemy się umowami międzynarodowymi, które mają zwiększyć ochronę kobiet to nie jest w sprzeczności z naszymi wartościami – dodał.

Przeciwny wypowiadania konwencji jest także prof. Michał Królikowski, były wiceminister sprawiedliwości, wcześniej krytyczny wobec przyjęcia konwencji. Kilka dni temu pisał na naszych łamach, że „wypowiedzenie konwencji stambulskiej byłoby w stosunkach międzynarodowych swego rodzaju prowokacją tożsamościową”, „aktem niepotrzebnym i nieleżącym w dobrze pojętym interesie państwa polskiego”.

DJ, JH