Znam ból osób LGBT. I znam też ból moich parafian z warszawskiej bazyliki Świętego Krzyża.

Zawsze jako ksiądz staję po stronie pokrzywdzonych, bo na tym polega Ewangelia. Dlatego w ostatnim czasie stawałem w obronie i osób z niepełnosprawnościami, i strajkujących nauczycieli, i osób LGBT, i artystów, i ofiar przemocy. Niestety czasem dostawałem rykoszetem z prawej lub lewej strony z powodu niezrozumienia moich intencji.

Dziś też staję po stronie pokrzywdzonych. To moi parafianie. Nie mogę być obojętny wobec łez wiernych, którzy codziennie modlą się w bazylice Świętego Krzyża. Prowokacja, jaką było umieszczenie tęczowej flagi na pomniku Chrystusa, mocno ich dotknęła. Są wśród nich powstańcy warszawscy, którzy mają ogrom szacunku wobec drugiego człowieka, a jednocześnie uznają pewne miejsca i symbole za święte i nietykalne. Czymś takim jest dla nich figura Chrystusa na Krakowskim Przedmieściu.  

Mam prawo do wyrażania swoich uczuć jako ksiądz, który zawsze bronił godności osób LGBT

Ubolewam, że figura ta została użyta do bieżącej walki politycznej. Jest to absolutnie niegodne. Po pierwsze, figura jest częścią sacrum, jest poświęcona, jest integralną częścią bazyliki. Po drugie, dla naszych parafian i warszawiaków to symbol cierpiącej Warszawy po upadku Powstania i symbol nadziei na odrodzenie kraju. Akcja polityczna tuż przed kolejną rocznicą Powstania była czymś oburzającym. Przykre, że jej organizatorzy nie uszanowali sakralnego i kulturowego dziedzictwa.

Przemoc jest zawsze przemocą. Dlatego trudno mi mówić o tej akcji jako o działaniu otwartym na dialog. To przemoc symboliczna – i nie chodzi o tęczę. Wiele osób słusznie mówi, że tęcza nie rani.

Rani natomiast manifest, który został dołączony do flagi i maski z symbolem anarchizmu. W manifeście umieszczonym pod figurą można było przeczytać: „To szturm! To atak! To tęcza! Pamięci poległych w walce z codzienną nienawiścią, tych, którzy mieli siłę, by skoczyć w ciemność. Dodająca wiary w lepszą przyszłość osobom, którym państwo zabrało wolność i bezpieczeństwo. Wzywająca do otwartej wojny przeciw dyskryminacji. Nakazująca nie prosić, nigdy więcej błagać o szacunek i litość. To miasto jest nas wszystkich. Jebcie się ignoranci”.

Autorzy tych słów to grupa, która nie otwiera się na dialog, lecz zachęca do jawnej konfrontacji. Zresztą widać to także na filmiku, który zmontowali i umieścili w internecie. Nie ma tam otwartej dłoni, chęci wzajemnego słuchania się. Nie ma tam niczego, co służy pokojowi czy zrozumieniu. To wyłącznie happening i prowokacja. 

Mówię o tym z bólem, bo znam mnóstwo osób LGBT, także ze wspólnoty „Wiara i Tęcza”. Spowiadam ich, towarzyszę im duchowo. Poświęciłem mnóstwo czasu na rozmowy o sensie życia, bólu, dyskryminacji, braku miłości i akceptacji. Kilka osób wyznało wręcz, że te rozmowy powstrzymały ich od zachowań autodestrukcyjnych, otworzyły na Boga i Kościół. 

Znam zatem ból osób LGBT. Nie mogę jednak zaakceptować podejmowanych (w ich imieniu?) agresywnych zachowań, które ranią innych. Gwoli jasności, pierwszy stanąłem w obronie Elżbiety Podleśnej w sprawie obrazu Matki Bożej z tęczową aureolą – bo rozumiem, czym jest sztuka, która czasem może wywoływać skrajne emocje. Było to jednak działanie mieszczące się w granicach ars poetica. Natomiast nie zgadzam się na jawną akcję polityczną, która instrumentalnie wykorzystuje figurę Chrystusa. Tyle mówi się o tym, aby unikać symetryzmu…

Przyjaźń z osobami homoseksualnymi i szacunek dla nich nie musi oznaczać bezkrytycznego utożsamiania się z postulatami ruchu LGBT

Kiedy atakowano osoby LGBT w Białymstoku, też reagowałem publicznie. Natomiast z zasady nie biorę udziału w żadnych marszach. Mam prawo do wyrażania swoich uczuć jako ksiądz, który zawsze bronił godności osób LGBT.

Przyjaźń z osobami homoseksualnymi i szacunek dla nich nie musi oznaczać bezkrytycznego utożsamiania się z postulatami ruchu LGBT, np. z postulatami adopcji dzieci przez pary nieheteronormatywne (zresztą w pedagogice trwa burzliwa dyskusja na ten temat). Dlatego nie traktowałbym sprawy flagi w kategoriach walki dobra ze złem, lecz w kategoriach wolnościowych: ktoś się z kimś zgadza lub nie zgadza. Trzeba więc uszanować zdanie tych, którzy nie akceptują obecności tęczowej flagi na pomnikach, a nie oskarżać ich zaraz wszystkich o hipokryzję, że taką przyjmują postawę.

Owszem, zwłaszcza w minionych miesiącach padło dużo haniebnych słów, obrażających osoby LGBT. Boli mnie również to, że brakowało wobec tych faktów jasnego sprzeciwu ze strony Kościoła albo był on mało słyszalny. Niemniej różne głosy polityków nie mogą nas, Polaków, podzielić i trwale odizolować od siebie. Tłumaczenie rzeczywistości przez pryzmat jednej, złej wypowiedzi jest zawsze czymś, co zawęża pole widzenia, jest po prostu błędem logicznym pars pro toto.

Dialog musi być cierpliwy. I musi kosztować obie strony. Nie prowadzą do niego prowokacje.