Konwencja stambulska słusznie nakłada na państwo obowiązek ograniczenia przemocy mężczyzn wobec kobiet – jako specyficznej formy znęcania się człowieka nad człowiekiem. Jej możliwe ideologiczne interpretacje nie mogą tego przesłaniać.

Głosy polityków za wypowiedzeniem tzw. konwencji stambulskiej słyszeć można już od kilku lat. Konsekwentnie takie stanowisko prezentują np. Marek Jurek i jego ugrupowanie oraz przedstawiciele Instytutu Ordo Iuris. Jak dotąd jednak głosy te nie znajdowały wsparcia ze strony przedstawicieli rządu Prawa i Sprawiedliwości. Dopiero w ostatnich dniach sytuacja uległa zmianie – gdy kilkoro ministrów, a nawet wicepremier Jadwiga Emilewicz, zdecydowanie zapowiedziało konieczność podjęcia radykalnego kroku, jakim byłoby wypowiedzenie przez polskie państwo podpisanego wcześniej i ratyfikowanego aktu prawa międzynarodowego. Czy rzeczywiście są ku temu istotne powody? 

Patrząc od strony politycznej, podkreślić trzeba, że konwencja Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (dalej również: CAHVIO) należy do dokumentów nakierowanych na ochronę praw człowieka i obywatela. Wypowiedzenie konwencji tego rodzaju byłoby w stosunkach międzynarodowych swego rodzaju prowokacją tożsamościową. Byłby to gest spektakularny. W polityce międzynarodowej „mówi się” raczej konwenansem. Zatem różnicę między nieprzystępowaniem do konwencji (za czym onegdaj sam się opowiadałem) a jej wypowiedzeniem można porównać do różnicy między uchyleniem się od przyjęcia zaproszenia na wystawne przyjęcie a manifestacyjnym opuszczeniem sali z argumentacją, że towarzystwo jest niewybredne, a dania niesmaczne.

Wypowiedzenie konwencji stambulskiej byłoby w stosunkach międzynarodowych swego rodzaju prowokacją tożsamościową

Już z tego punktu widzenia wypowiedzenie konwencji zaliczanej do katalogu podstawowych praw człowieka jest aktem niepotrzebnym i nieleżącym w dobrze pojętym interesie państwa polskiego. Tym bardziej – w obecnych okolicznościach ogromnej międzynarodowej krytyki dotyczącej przestrzegania praworządności w Polsce.

Nadmierne obawy

Czy istnieją jednak merytoryczne podstawy obaw, że CAVHIO wymusi na Polsce działania sprzeczne z Konstytucją? Nie stało się tak do tej pory, choć konwencja stambulska została przez Polskę podpisana już w roku 2012, a ratyfikowana w 2015 r. Warto przypomnieć, że podpisując tę umowę międzynarodową, polskie władze złożyły m.in. deklarację, że nasz kraj „będzie stosować Konwencję zgodnie z zasadami i przepisami Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej”. Deklarację tę uważam za wystarczającą.

Problematyce CAHVIO przypatruję się od dawna. Jako przedstawiciel ministra sprawiedliwości formułowałem wątpliwości co do jej ideologicznego wymiaru oraz – w pewnym zakresie – sprzeczności obowiązków wynikających z Konstytucji i z konwencji. Muszę jednak przyznać, że od tego czasu moja opinia podlegała pewnej ewolucji. Dziś twierdzę, że obawy o sprzeczność CAVHIO z Konstytucją są nadmierne. Konwencji nie należy odrzucać. Przeciwnie – warto dostrzec wagę stawianych przez nią problemów. 

Deklarowanym celem konwencji stambulskiej jest stworzenie zintegrowanego podejścia na rzecz ochrony kobiet przed wszelkimi formami przemocy, eliminowania form dyskryminacji kobiet i promowania rzeczywistej równości między kobietami a mężczyznami. Za podstawowe narzędzie uznano w konwencji opracowywanie ram polityki prawnej i społecznej, mających na celu udzielanie ochrony i pomocy wszelkim ofiarom przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. 

Obawy o sprzeczność konwencji z Konstytucją są nadmierne. Konwencji nie należy odrzucać. Przeciwnie – warto dostrzec wagę stawianych przez nią problemów

Wiele rozwiązań wprowadzanych przez CAVHIO ma charakter bezdyskusyjnie słuszny i o nich nie będę tu pisał. Analizuję bowiem potencjalne prawdopodobieństwo sprzeczności obowiązków wynikających z konwencji ze zobowiązaniami płynącymi z Konstytucji. 

Obowiązki konwencyjne 

Czy przy okazji rozwiązań słusznych nie wprowadza się w konwencji także rozwiązań, które mogą naruszyć wypracowane do tej pory w Polsce społeczne kompromisy i zasady aksjologiczne, na których ufundowano system konstytucyjny naszego państwa?

Najpoważniejsze wątpliwości budzą pod tym względem rozwiązania art. 3(c) oraz art. 12 ust. 1 i art. 14 konwencji. Pierwszy z nich określa płeć jako społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn. Zaś art. 12 ust. 1 zobowiązuje państwa do tego, by promować zmiany w społecznych i kulturowych wzorcach zachowań kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji i wszelkich innych praktyk opartych na pojęciu niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn. Art. 14 wprowadza zbieżne obowiązki w zakresie edukacji szkolnej. 

Uregulowania te są wynikiem podstawowego założenia, jakie legło u podstaw CAHVIO – że przemoc ze względu na płeć jest zjawiskiem strukturalnym, wynikiem układu schematów zachowań, utrwalonych relacji społecznych oraz kultury danej społeczności, wyrażających się w stereotypach, uprzedzeniach oraz typowych rolach kobiet i mężczyzn wiążących ich wolność do decydowania o sobie. W tak rozumianej kulturze istnieje – w ocenie autorów konwencji – przyzwolenie na poniżanie, przedmiotowe traktowanie, a w końcu stosowanie opresji wobec kobiet. 

Ambicją twórców konwencji jest stymulowanie przemiany społecznej, dlatego wprowadza ona obowiązki państwa do działania na rzecz tej zmiany. Chodzi tu o promocję zmian we wzorcach zachowań kobiet i mężczyzn, mającą na celu wykorzenienie zwyczajów i tradycji opartych na tych stereotypowych rolach, o których wspominałem powyżej. 

Obowiązki konstytucyjne 

Czy takie obowiązki stoją w sprzeczności z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, która wpisuje w zbiór zasad ustrojowych promowanie małżeństwa i budowanej na nim rodziny? 

Art. 18 deklaruje przyznanie ochrony i opieki małżeństwu, rodzinie, macierzyństwu i rodzicielstwu. Trzeba także wspomnieć art. 33 ust. 1 (zasada równości praw kobiety i mężczyzny w życiu rodzinnym), art. 47 (ochrona prawna życia rodzinnego), art. 48 ust. 2 (ochrona praw rodzicielskich), czy też art. 48 ust. 1 zdanie pierwsze i art. 53 ust. 3 (prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, w tym do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego). Pozostałe przepisy konstytucyjne i ustawowe należy w konsekwencji interpretować i stosować w sposób pozwalający na możliwie najpełniejsze uwzględnienie i realizację tych wartości. Jest to podstawowy obowiązek pozytywny państwa przy realizacji tego rozstrzygnięcia konstytucyjnego. 

W działaniu organów publicznych należy zatem kierować się „świadomością wartości rodziny w życiu społecznym i znaczenia tej podstawowej komórki dla istnienia i funkcjonowania narodu” (wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 8 maja 2001 r.). W innym wyroku, z 12 kwietnia 2011 r., Trybunał Konstytucyjny podkreślił: „Ochrona rodziny realizowana przez władze publiczne musi uwzględniać przyjętą w Konstytucji wizję rodziny jako trwałego związku mężczyzny i kobiety nakierowanego na macierzyństwo i odpowiedzialne rodzicielstwo (vide: art. 18 Konstytucji). Celem regulacji konstytucyjnych odnoszących się do statusu rodziny jest bowiem nałożenie na państwo, a zwłaszcza na ustawodawcę, obowiązku podejmowania takich działań, które umacniają więzi między osobami tworzącymi rodzinę, a zwłaszcza więzi istniejące między rodzicami i dziećmi oraz między małżonkami”. 

W świetle tego wyroku TK rozwiązania prawne i z zakresu polityki społecznej „nie mogą prowadzić, choćby nawet pośrednio, do osłabiania trwałości więzów rodzinnych przez takie rozwiązania, które preferowałyby wychowywanie dzieci tylko przez jednego z rodziców albo nawet przez oboje z nich, ale bez zawierania związku małżeńskiego, przynoszącego prawne regulacje odnoszące się do relacji między tymi osobami”. 

Sprzeczność czy jednak zbieżność? 

Wątpliwości formułowane w związku z CAHVIO dotyczą przerzucenia na tradycyjną kulturę relacji społecznych podstawowej „winy” za przemoc ze względu na płeć. Owszem, konwencja może zostać wykorzystana jako wehikuł ideologiczny, może nawet posłużyć do kwestionowania wartości tradycyjnego modelu rodziny. Nie jest to jednak ani nieuchronne, ani wysoce prawdopodobne, skoro nie nastąpiło to w ciągu pięciu lat po ratyfikacji konwencji przez Polskę. 

Stwierdziłbym raczej, że między obowiązkami konstytucyjnymi a konwencyjnymi zachodzi w znacznym stopniu zbieżność – jest nią przekonanie o potrzebie budowania relacji społecznych opartych na szacunku, wrażliwości i wzajemnym wspieraniu się kobiet i mężczyzn. Należy podkreślić, że w poważnej literaturze prawniczej formułowane są opinie odrzucające tezę o występowaniu jakiejkolwiek kolizji między obowiązkami państwa polskiego wynikającymi z obu tych aktów prawnych. Wszak ochrona kobiet przed przemocą wobec nich skierowaną, jak i ochrona przed przemocą domową to zadania władz publicznych wynikające z konstytucyjnych obowiązków państwa w zakresie ochrony praw człowieka. 

Między obowiązkami konstytucyjnymi a konwencyjnymi zachodzi zbieżność – jest nią przekonanie o potrzebie budowania relacji społecznych opartych o szacunek, wrażliwość i wzajemne wspieranie się kobiet i mężczyzn

Również używanego w konwencji pojęcia „płci społeczno-kulturowej” nie należy osadzać w inżynierii społecznej nakierowanej na zmianę sposobu postrzegania płci, lecz powinno się je odczytywać w sensie technicznym – w ścisłym związku z celami i przedmiotem konwencji, jakim jest przeciwdziałanie i zwalczanie przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Zgodne to jest z polską ustawą z 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. 

Wobec powyższego uważam za błędny pogląd domagający się wypowiedzenia konwencji stambulskiej przez Polskę. Już sama zapowiedź próby wypowiedzenia tego aktu prawa międzynarodowego wznieca gorącą zideologizowaną dyskusję, a nie takie wydają się największe potrzeby naszego kraju po spolaryzowanej kampanii prezydenckiej. 

Nie zamykać oczu na rzeczywistość

Nie można lekceważyć, że CAHVIO słusznie zwraca uwagę na systemowy charakter przemocy w rodzinie i przemocy ze względu na płeć oraz na jej powstawanie w pewnym powtarzalnym wzorze. Nie da się przecież zaprzeczyć, że przemoc taka pojawia się w tradycyjnym modelu związku i że prawdopodobieństwo jej występowania zwiększa pasywny społecznie model funkcjonowania kobiet, pozbawiający je możliwości szerszej interakcji ze środowiskiem zewnętrznym poza rodziną. 

Nie można też zamykać oczu na rzeczywistość. Przemoc mężczyzn wobec kobiet potrafi prowadzić do dramatycznych skutków. Rocznie w Polsce około 300 kobiet ginie z rąk swoich partnerów i dzieje się to w ramach przemocowego modelu funkcjonowania rodziny. W wielu środowiskach za wciąż atrakcyjny uważany jest model podporządkowywania kobiet, ich ambicji i wizji – wiodącej roli mężczyzn. Ten właśnie model stanowi źródło braku szacunku dla pozycji i potrzeb kobiet. Przekłada się to niekiedy na lekceważenie zjawiska przemocy w rodzinie przez organy ścigania, a nawet poradnictwo rodzinne. 

Rocznie w Polsce około 300 kobiet ginie z rąk swoich partnerów i dzieje się to w ramach przemocowego modelu funkcjonowania rodziny

Środowiska feministyczne od dawna twierdzą, że samo zjawisko przemocy ze względu na płeć ma własną racjonalność, odróżniającą je od innych form bezprawnego poniżania drugiego człowieka. Innymi słowy, jest coś specyficznego w przemocy mężczyzn wobec kobiet – jakaś struktura podległości (analogicznie jest w zachowaniach krzywdzących dzieci). Przychylam się do tego poglądu. W tym sensie konwencja stambulska słusznie nakłada na państwo konieczność podjęcia zdeterminowanych działań na rzecz ograniczenia tej specyficznej formy znęcania się człowieka nad człowiekiem, jaką jest przemoc mężczyzn wobec kobiet. 

Możliwa jest więc spójna interpretacja konstytucyjnych i konwencyjnych obowiązków państwa. Już obecnie, na gruncie np. prokonstytucyjnej analizy przestępstwa znęcania się (art. 207 kodeksu karnego), akcentuje się, że nie można wykluczyć, iż nawet w normalnie funkcjonującej rodzinie wydarzą się sytuacje, w których nastąpi użycie siły fizycznej lub przewagi psychicznej w celu rozwiązania zaistniałego konfliktu lub wymuszenia posłuchu. Przemoc taka nie ma prawa przyjąć postaci formy stałego postępowania. We właściwie rozwijającej się rodzinie nie opiera się relacji osobowych na przemocy i nawet jeśli między jej członkami pojawią się problemy i konflikty, to nie rozwiązuje się ich za pomocą przemocy, lecz szuka form porozumienia.

Kościół a przemoc wobec kobiet 

Zagadnienie przemocy wobec kobiet nie jest dostatecznie uwypuklone również w działalności duszpasterskiej Kościoła katolickiego. Ta forma przemocy jest ujmowana w Kościele w sposób niewyodrębniony, raczej w nurcie ogólnej nieprawości i niszczenia godności drugiego człowieka. Stosowanie tak ogólnego wspólnego mianownika skutkuje niedostrzeganiem wyjątkowości pewnych zjawisk, które domagają się specjalnych sposobów postępowania, reagowania, komunikacji społecznej Kościoła i innych standardów duszpasterskich. 

Konieczne jest podjęcie przez katolików działań, które wzbudzą wrażliwość społeczną na zjawisko przemocy wobec kobiet. Niezbędne jest realne wsparcie dla osób pokrzywdzonych przemocą domową

Niestety, trzeba też przyznać, że źle pojęta pobożność pasyjna mogła obejmować zachęcanie kobiet do milczącego przyjmowania zadawanego im cierpienia, do dbania o trwałość więzi małżeńskiej nawet, gdy one same były poddawane zachowaniom przemocowym. Wskazują na to m.in. brak w duszpasterstwie bezpośredniego potępiania aktów przemocowego wykorzystywania relacji małżeńskich przez mężczyzn oraz akcentowanie pojęcia ofiary i wytrwałości w cierpieniu. Takie wychowanie religijne utrudniało, a niekiedy uniemożliwiało, kobietom poddanym przemocy domowej prawidłową ocenę swojej sytuacji, nazwanie aktów przemocy po imieniu czy wyobrażenie sobie, że możliwa jest wolność od tej udręki. 

W tym kontekście uważam, że prawidłowe podejście do problemu CAHVIO wewnątrz Kościoła katolickiego nie może sprowadzać się do dyskusji o wypowiedzeniu konwencji. Jeżeli w niektórych środowiskach katolickich głównym zastrzeżeniem wobec konwencji stambulskiej jest niebezpieczeństwo wykorzystania jej jako wehikułu ideologicznego, to jedynym sposobem przeciwdziałania takiemu ryzyku jest własny katolicki program pozytywny, który będzie potrafił właściwie zdefiniować przyczyny przemocy ze względu na płeć i przemocy domowej oraz skutecznie wprowadzić w życie odpowiednie środki przeciwdziałania tym zjawiskom. 

Ofiary specyficznej przemocy 

Zamiast dyskusji o wypowiedzeniu konwencji i niebezpieczeństwie utrzymywania w porządku prawnym pojęcia płci społeczno-kulturowej konieczne jest podjęcie przez katolików działań, które wzbudzą wrażliwość społeczną na zjawisko przemocy wobec kobiet. Niezbędne jest realne wsparcie dla osób pokrzywdzonych przemocą domową – w procesie identyfikacji tego zjawiska, doradztwa, a także interwencji kryzysowej.  Powinny też zostać opracowane specjalne wskazania dla spowiedników, poradni rodzinnych i praktyki duszpasterskiej – oparte na jednoznacznym uznaniu przemocy domowej i przemocy wobec kobiet za zjawiska niedopuszczalne. 

Kościół wyodrębnił dziecko jako ofiarę przemocy seksualnej z ogólnej grupy osób pokrzywdzonych. Coś analogicznego powinno się wydarzyć w odniesieniu do przemocy ze względu na płeć i przemocy domowej

W ostatnich latach Kościół musiał (choć potrzebował na to sporo czasu) wyodrębnić dziecko jako ofiarę przemocy seksualnej z ogólnej grupy osób pokrzywdzonych. Tam, gdzie ten proces się dokonał, Kościół uzyskał zdolność do odpowiedniego zrozumienia przestępstwa wykorzystywania seksualnego osób małoletnich i opracowywania dróg przeciwdziałania mu. 

Coś analogicznego powinno się wydarzyć w odniesieniu do przemocy ze względu na płeć i przemocy domowej. Trzeba uczciwie zmierzyć się ze specyfiką tych czynów, ich skalą i nagannością oraz z wyzwaniem wypracowania odpowiedniego sposobu postępowania duszpasterskiego wobec nich.