Każdy z nas może być „wielkim mistrzem” – na tyle, na ile pozwalamy Jezusowi być w nas. On jest jedynym, którego możemy z czystym sumieniem nazywać Mistrzem.

1. Skąd może obecnie przyjść odnowa Kościoła?

Myślę, że od świeckich, którzy pozwolą się Bogu poprowadzić poza dotychczasowe rozumienie siebie, świata, Kościoła.

Moje życie mocno naznaczyło słuchanie kapłanów, którzy silnie podkreślali wyższość celibatu nad małżeństwem, wyższość osób konsekrowanych nad świeckimi. A nie o to chodzi, by być „lepszym”. Chodzi o to, by odkryć to, co złożył w nas Bóg, do czego prowadzą najgłębsze pragnienia dane nam przez Niego.

De Mello w opowieści o uczniu, który szukał odpowiedzi na pytanie, co ma czynić, aby podobać się Bogu, przytacza taką odpowiedź Mistrza: „Skąd mam to wiedzieć? (…) Twoja Biblia powiada, że Abraham był gościnny i że Bóg był z nim. Eliasz kochał modlitwę i Bóg był z nim. Dawid rządził królestwem i z nim również był Bóg”. Odnowa przychodzi z serca ludzi, którzy rozpoznali pragnienia, które złożył w nich Bóg, niezależnie od stanu życia. Od ludzi, którzy nie opierają się na czyichś przekonaniach czy pomysłach na ich życie, tylko sięgają do samego Źródła.

2. Gdzie biją współcześnie źródła duchowego odrodzenia wiary?

To źródło może bić w każdym z nas – w zależności od tego, jak blisko pozwolimy Bogu podejść, jak daleko zajdziemy w odkrywaniu Jego obecności w nas samych.

Współczesne źródło odrodzenia wiary bije w ludziach, którzy wzięli odpowiedzialność za swoje życie duchowe. Którzy pozwalają prowadzić się Bogu w codzienności, często bez fajerwerków, wielkich duchowych uniesień czy medialnego szumu.

Myślę, że takim źródłem jest również wyświechtane „stawanie w prawdzie”, rozumiane przeze mnie jako postawa kontemplacji. Kontemplacja pozwala m.in. na dostrzeżenie, co jest narzędziem, a co jest celem. Pomaga zobaczyć, że modlitwa, doskonalenie siebie, Eucharystia to „tylko” narzędzia.

Odnowa Kościoła przyjdzie od świeckich, którzy pozwolą się Bogu poprowadzić poza dotychczasowe rozumienie siebie, świata, Kościoła

Narracja, z którą się spotkałam, zachęca do tworzenia zdrowych duchowych nawyków w modlitewnym życiu. To jest ważne, jednak zbyt często pozostaje mylone z celem. Zaś wykazanie regularności tych nawyków (obecności na Eucharystii, przystępowania do spowiedzi, regularnej modlitwy) zbyt często utożsamiane jest z byciem dobrym chrześcijaninem.

A przecież odrodzenie nie jest owocem wyłącznie stosowania konkretnych narzędzi, by móc po ludzku określić siebie jako chrześcijanina; jest przede wszystkim owocem podążania za Bożym Duchem, który często wykracza poza nasz sposób myślenia…

3. Na czym opieracie dzisiaj swoją nadzieję? Gdzie osobiście znajdujecie siły do wierności i trwania w Kościele?

Moją nadzieję opieram na podążaniu drogą, do której zaprosił mnie Bóg. Na tej drodze obecnie nieustannie odkrywam Bożą obecność w moim życiu i uwalniam się od zachwytu nad współczesnymi „mistrzami” i „prorokami”. Wielu z tych kościelnych „mistrzów” i „proroków” to owoc ludzkiej fascynacji, nie zawsze zdrowiej, albo rozbudowanych działań marketingowych.

Mam wrażenie, że nie ma i nigdy nie było wielkich mistrzów duchowych. Jednocześnie każdy z nas może być „wielkim mistrzem” – na tyle, na ile pozwalamy Jezusowi być w nas. On jest jedynym, którego możemy z czystym sumieniem nazywać Mistrzem.

Wykazanie regularności praktyk religijnych (obecności na Eucharystii, przystępowania do spowiedzi, regularnej modlitwy) zbyt często utożsamiane jest z byciem dobrym chrześcijaninem

Możemy o kimś mówić, że jest mistrzem, lecz z mojej perspektywy to tylko powiedzenie – to, co piszesz, to jak żyjesz, ten wycinek Twojej rzeczywistości, który widzę, który mi pokazujesz, jest dla mnie inspirujący. W „Memoriale” pióra ojca Gonsalvesa de Cámary widać, jak upór świętego Ignacego Loyoli, wielkiego świętego Kościoła Katolickiego, w zachowaniu posłuszeństwa lekarzom mało go nie zabił. Tylko roztropnej interwencji współbraci, którzy poprosili innego lekarza o opinię w kwestii zdrowia, zawdzięczał swoją dalszą egzystencję.

Każdy z nas, nieważne, czy rzeczywiście wielki Bogiem, czy wielki z powodu marketingu kościelnego, pozostaje słabym człowiekiem. Myślę, że jest to moje wielkie odkrycie ostatnich miesięcy i przestrzeń odkrywania nadziei na nowo. Czuję, że dzięki takim odkryciom zbliżam się do Boga. Nie muszę już słuchać „mistrzów”, choć wciąż mogą być dla mnie inspiracją. Mogę za to oprzeć się na Bogu i od Niego czerpać swoją nadzieję.

Od kilkunastu dni zapraszamy czytelników do udziału w ankiecie „Gdzie szukać Ducha?”. Wybrane odpowiedzi opublikowaliśmy już trzykrotnie.