Józef Majewski uznaje Bacha za teologa. Żeby to zrozumieć, trzeba się zdystansować od naszego katolickiego myślenia o relacji, jaka jest między muzyką a teologią, muzyką a religią.

Dla Józefa Majewskiego pytanie o treść muzyki – a dokładniej: teologię muzyki – w odniesieniu do utworu, który przecież żadnych formalnych religijnych znamion nie ma, staje się punktem wyjścia do refleksji poczynionej w książce „Kanony śmierci”. A chodzi o „Wariacje goldbergowskie” Bacha.

Nic nie zdradza teologicznej treści utworu: ani forma, ani tytuł, ani okoliczności powstania, ani nawet sugestie o religijnym wykorzystaniu, bo takich po prostu nie ma. Można by go zakwalifikować – obok „Die Kunst der Fuge” – do muzyki absolutnej, zgodnie z koncepcją Petera Kivy’ego. Jak pisze Majewski, byłaby to muzyka „która miałaby nie wyrażać żadnych treści i stanów pozamuzycznych”, taka, która „nie poddaje się interpretacji treści (content interpretation), a jedynie czysto abstrakcyjnej i pozamuzycznej pustej interpretacji struktury (structure interpretation)” (s. 10). Majewski odrzuca jednak taką ramę interpretacyjną „Wariacji goldbergowskich”, konsekwentnie szukając w nich treści, i to treści na wskroś teologicznych, a dokładniej – zgodnie z podtytułem książki – szuka chrystologii ukrytej w nutach. Pozostaje pytanie, czy ma ku temu podstawy.

Kanony śmierci
Józef Majewski, „Kanony śmierci. Słowo o chrystologii «Wariacji goldbergowskich» Jana Sebastiana Bacha”, współpraca Magdalena Borowiec, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2019

Fundamentalnym założeniem dla tezy Majewskiego jest uznanie Bacha za teologa. Autor przyznaje, że Bach należy do tych kompozytorów, którzy „nie byli czy nie są profesjonalnymi teologami, nie piszą teologicznych czy teologiczno-muzycznych traktatów i raczej nie zostawiają potomnym wypowiedzi o teologii «zapisanej» w swojej muzyce” (s. 6). W konsekwencji badania nad teologią takich kompozytorów „przybierają postać muzykologiczno‑teologicznego […] wypatrywania niejako zaszyfrowanych w muzyce idei i intuicji teologicznych” (s. 6). To prawda, że Bach nie był teologiem akademikiem, ale czy to znaczy, że w ogóle nie był teologiem? Właściwie należałoby natychmiast odpowiedzieć, że będąc kantorem luterańskiego kościoła św. Tomasza w Lipsku, Bach teologiem po prostu nie mógł nie być.

Żeby jednak dobrze zrozumieć tok myślenia autora, trzeba się zdystansować od naszego katolickiego myślenia o relacji, jaka jest między muzyką a teologią, muzyką a religią. Co prawda II Sobór Watykański w Konstytucji o liturgii zauważył: „śpiew kościelny, jako związany ze słowami, jest nieodzowną oraz integralną częścią uroczystej liturgii”, ale myślimy o muzyce i śpiewie jako dodatku do liturgii, sposobie jej – jak zwykliśmy mówić – uświetniania. Teoretycznie to ani dodatek, ani ozdoba, ani dekoracja. W praktyce jednak dominuje – jak zresztą stwierdził sobór w tym samym dokumencie – „służebna funkcja muzyki w liturgii”. Nie, nie myślimy o muzyce jako formie teologicznej, to znaczy takiej, która mogłaby objawiać Boga sama sobą.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, lato 2020

Więź, lato 2020

Kup tutaj