Choć „Kościół kobiet” to książka obszerna, Zuzanna Radzik nie wykorzystuje szansy na pogłębienie tematów. Wynika to z dokonanego przez nią wyboru gatunku literackiego. Bardzo ceniąc odwagę i wartki styl piśmiennictwa autorki, odczuwam pewien żal i mam niedosyt.

„Kościół kobiet” to książka łącząca się z działaniem, a nawet więcej: wypływająca z działania. Pisanie jej pięć lat temu nazwała Radzik „krzykiem nadziei”. To „książka‑akcja” (s. 6).

Te krótkie słowa, moim zdaniem, skupiają jak w soczewce charakter „kobiecych” książek Zuzanny Radzik. Podejmuje ona klasyczne tematy i metafory związane z odzyskiwaniem własnego głosu, przełamywaniem milczenia kobiet i ich przemilczania przez innych. Wątek ten powraca w książce wielokrotnie, często z powoływaniem się na rozmowy z innymi kobietami z całego świata. Używanie imion, niekiedy w zdrobniałej formie, sugeruje jakiś rodzaj zażyłości, zmniejszenia dystansu. Znów: jest to cecha charakterystyczna grup czy stowarzyszeń kobiecych, pomijanie zbędnych dostojnych zwyczajów. Jednocześnie jest to opis konkretnych, ważnych dla samej autorki teolożek. Odsłonięcie siebie. Odważne i bezkompromisowe.

„Kościół kobiet” nie jest więc owocem podejścia akademickiego, lecz teologią żywą. Radzik opisuje szereg wydarzeń z historii Kościoła i dokumentów Urzędu Nauczycielskiego. Ale powołuje się częściej na rozmowy i spotkania z uczestniczkami opisywanych wydarzeń niż na publikacje. To spisanie tradycji ustnej kobiet różnych pokoleń i kontynentów – zakonnic, singielek, lesbijek, żon, matek… Powiedziałabym, że ta książka zasadza się na anegdotach, gdyby nie obawa, że zabrzmi to niepoważnie. A chodzi tu jednak o rozmowy na tematy najistotniejsze.

Radzik podejmuje klasyczne tematy i metafory związane z odzyskiwaniem własnego głosu, przełamywaniem milczenia kobiet i ich przemilczania przez innych

Należy do nich kwestia władzy w Kościele i jej nadużyć. Również wobec zakonnic. Również na tle seksualnym. Pisanie o tym to ciągle jeszcze przełamywanie tabu, tym bardziej było nim przed pięciu laty. Radzik stawia także pytania o możliwości liturgicznej i duszpasterskiej aktywności kobiet, w tym sprawowania urzędów w Kościele. Zajmuje się dyskusją o sakramencie święceń – zarówno diakonatu, jak i święceń kapłańskich kobiet. Ostatni rozdział traktuje o teologicznej antropologii płci, a kończy go refleksja mariologiczna. Choć książka jest obszerna (w poszerzonym wydaniu z 2020 r. – 424 strony), autorka nie wykorzystuje jednak szansy na pogłębienie tych tematów. Jak wspomniałam, wynika to z dokonanego wyboru gatunku literackiego.

Bardzo ceniąc odwagę i wartki styl piśmiennictwa Radzik, odczuwam jednak pewien żal, mam niedosyt. Może nawet bardziej odczuwałam to podczas lektury drugiego, zmienionego wydania książki. Spisane rozmowy jedynie czasami umiejscowione są w przestrzeni, jeszcze rzadziej w czasie. Poszerzenie książki o szereg in extenso cytowanych ocen sytuacji Kościoła i kobiet w Kościele w 2020 r. spełnia wymogi określenia miejsca i czasu (s. 22–40), stanowi jednak zarazem jakiś wyłom w płynnej narracji ze względu na powtarzające się tematy. Inne wypowiedzi brzmią, jakby sformułowano je również stosunkowo niedawno, a nie zawsze tak jest. Sama Radzik zwraca uwagę na dynamikę zmian w Kościele, niejednoczesną w różnych jego częściach. Szkoda mi tych brakujących konkretnych dat i miejsc cytowanych wypowiedzi, bo mogłoby to przynieść ex post dodatkowy wgląd w rozwój teologii kobiet.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, lato 2020

Więź, lato 2020

Kup tutaj