W najbliższą niedzielę wybieram prezydenta, który ma strzec Konstytucji i praw każdego obywatela, bez względu na jego światopogląd. Prezydent nie jest panem mojego sumienia.

W niedzielę nie wybieram Mesjasza. Tego wyboru dokonuję każdego dnia i to On jest Panem mojego sumienia, a nie politycy. W niedzielę także mój Kościół nie gromadzi się na konklawe, by wybrać papieża „który ma klucze królestwa”. W końcu, w niedzielę nie wybieram przeora, który musi złożyć wyznanie wiary.

W najbliższą niedzielę wybieram prezydenta, który ma strzec Konstytucji i praw każdego obywatela, bez względu na jego światopogląd. Prezydent nie jest panem mojego sumienia. Jeśli jest panem własnego sumienia, to po zaprzysiężeniu przed narodem będzie ślubować wierność Konstytucji.

„Żadna partia nie może stać się nigdy przedmiotem absolutnego wyboru”

Abp Stanisław Gądecki dwa lata temu mówił: „Należy podkreślić rzecz zasadniczą, a mianowicie to, iż Pan Jezus nie angażował się w żaden ruch polityczny i udaremniał wszelkie próby łączenia Go ze sprawami politycznymi. W opisie Jego pobytu na pustyni ziemska władza jawi się tam jako jedna z pokus. «Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. Na to odrzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz» (Mt 4,8-10). A po cudownym rozmnożeniu chleba, «gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę» (J 6,15). Narodowi żydowskiemu – do którego należał i który kochał – nigdy nie obiecywał wyzwolenia politycznego, którego wielu Żydów spodziewało się wówczas po Mesjaszu. Państwo Boże, które przyszedł założyć – mówił – «nie jest z tego świata» (J 18,36).

Wielu wierzącym w naszym kraju pomyliły się porządki i błędnie szukają w politykach oparcia dla swojego sumienia. Nie można go jednak zastąpić ustawami stworzonymi przez polityków

(…) Kościół ze swej strony – starając się podążać po śladach Zbawiciela – pragnie spełniać w dziedzinie polityki tylko taką rolę, jaką wyznaczył mu Chrystus. (…) Kościół nie utożsamia się zatem ze wspólnotą polityczną ani w ogóle z żadnym systemem politycznym. Kościół nie jest po stronie prawicy, lewicy ani po stronie centrum, ponieważ Kościół ma swoją własną stronę. (…) także «kapłan w szczególności powinien pamiętać o tym, że partii politycznej nie można nigdy utożsamiać z prawdą Ewangelii, dlatego też żadna partia – w odróżnieniu od Ewangelii – nie może stać się nigdy przedmiotem absolutnego wyboru»” – powiedział przewodniczący episkopatu.

A pięć lat temu w apelu do partii politycznych, przestrzegając je przed próbą monopolizacji kościelnego przekazu i wykorzystywania go do zbijania politycznego kapitału, abp Gądecki pisał: „Żadna partia i żadna władza, mimo najszczerszych zapewnień, nie realizuje w pełni Ewangelii. (…) Twierdzenie, że jakaś partia lub ugrupowanie polityczne w pełni odpowiadają wymogom wiary i życia chrześcijańskiego, powoduje nieporozumienia”.

Zachowujemy się odwrotnie niż pierwsi chrześcijanie

Wielu wierzącym osobom w naszym kraju pomyliły się porządki i błędnie szukają oni w politykach oparcia dla swojego sumienia. Nie można jednak zastąpić wyborów sumienia programem i ustawami stworzonymi przez polityków.

Choćby na przykładzie aborcji widać zresztą, że kwestie moralne są cynicznie wykorzystywane w retoryce politycznej. Czy politycy rządzący od pięciu lat coś zmienili w prawie dotyczącym aborcji? Pozostały tylko hasła i retoryka, by pozyskać wyborów i uderzyć w przeciwnika. Jak mam postąpić, jako chrześcijanin, w sprawie aborcji mówią mi Ewangelia i Kościół. Nie potrzebuję ustaw. Szukanie oparcia w ustawach jest bardzo często pokusą zwolnienia się ze zmagań i wyborów sumienia, a przede wszystkim świadectwa.

Kaznodzieja Domu Papieskiego o. Raniero Cantalamessa OFM Cap udzielił kiedyś wywiadu dla „Gościa Niedzielnego”, w czasie którego powiedział: „(…) W pierwszych wiekach chrześcijaństwa wyznawcy Chrystusa nie mogli zmienić prawa, bo nie mieli głosu. Ale przez swój sposób życia wpłynęli stopniowo na zmianę prawa państwowego. A dzisiaj zachowujemy się odwrotnie: próbujemy zmienić obyczaje przez zmianę prawa państwowego” (GN, 2.10.2009).

Dyktaturę może zahamować ten, kto wierzy w Polskę demokratyczną

W najbliższą niedzielę – powtarzam – wybieramy prezydenta, który ma strzec Konstytucji i praw każdego jej obywatela. O tym kilka dni temu przypomniał prof. Adam Strzembosz, człowiek o nieposzlakowanym życiorysie, człowiek sumienia i w sprawach moralnych konserwatysta, praktykujący katolik; człowiek „Solidarności”, pierwszy niekomunistyczny prezes Sądu Najwyższego i Trybunału Stanu, kawaler Orderu Orła Białego i emerytowany profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, w 1995 roku początkowo kandydat na prezydenta z ramienia m.in. Porozumienia Centrum braci Kaczyńskich. Warto przytoczyć długą wypowiedź profesora:

„W tej chwili ważą się losy tego, jaką postać przybierze Polska w najbliższym czasie. Czy zostanie opanowana przez określoną formację polityczną, podporządkowana jej całkowicie z wszystkimi konsekwencjami władzy, która przybiera postać dyktatorską, czy też uda się ten proces zahamować. Może go zahamować tylko ten, kto wierzy mocno w Polskę demokratyczną i opartą na równoważeniu się i wzajemnym współdziałaniu trzech władz – parlamentu, władzy wykonawczej i sądownictwa. Ten podział został zagrożony w sposób zasadniczy. Trybunał Konstytucyjny jest już atrapą, Krajowa Rada Sądownictwa tylko udaje Krajową Radę Sądownictwa, czyli organ, który dba o niezależność sądów i niezawisłość sędziów.

Cóż nam pozostało? – pyta prof. Strzembosz. – Ci sędziowie w Sądzie Najwyższym, którzy zostali prawidłowo do niego powołani? Ci liczni sędziowie w całym kraju, którzy poczuli odpowiedzialność i wartość tego, że jest się sędzią? W tej sytuacji trzeba zrobić wszystko, by ocalić to, co jest do ocalenia. W moim przekonaniu pan Rafał Trzaskowski, tak samo jak gdyby to był pan Kosiniak-Kamysz, czy pan Hołownia, inni, to są ludzie, którym na sercu leży demokratyczna Polska. Gdyby nie pan Trzaskowski znalazł się w II turze, ale pan Hołownia czy ktokolwiek inny, również stanowczo nawoływałbym do głosowania na niego, bo to jest stawka najwyższa i najwięcej możemy stracić, porównując to jedynie do sytuacji Polski ograniczonej suwerenności przed latami. Głęboko wierzę, że konkurent pana prezydenta Dudy konstytucji łamać nie będzie.

Jak mam postąpić, jako chrześcijanin, w sprawie aborcji mówi mi Ewangelia i Kościół, a nie programy wyborcze

Prezydent poza uprawnieniami związanymi z tym, że jest nadrzędnym dowódcą polskiego wojska, że wspólnie z rządem prowadzi politykę zagraniczną, ma jeden najważniejszy obowiązek i dwa niezwykle zasadnicze uprawnienia. Ten obowiązek to strzeżenie konstytucji. Na konstytucję przysięgają prezydenci, niektórzy dodając «Tak mi dopomóż Bóg» i jeżeli złożyli taką przysięgę, to muszą zatem tę konstytucję aprobować, inaczej by tego nie uczynili.

Poza tym nasza konstytucja jest konstytucją spełniającą wymagania konstytucji kraju europejskiego. Może potrzebuje poprawek, ale w zasadniczy sposób broni praw obywatelskich i ludzkich. Pan prezydent Andrzej Duda wielokrotnie ją łamał. Ja nie będę tych wszystkich przypadków wyliczał. Powołam się na to, że jego promotor, że jego koledzy z Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, że największe autorytety w całym polskim kraju w zakresie prawa mówiły o tym, że łamie konstytucję. Wierzę, że ktokolwiek z tej strony barykady byłby prezydentem, nie dopuściłby poprzez weto do ostatecznego zawłaszczenia Polski.

Do tego dochodzą dwa niezwykle ważne dla mnie zadania. Otóż takie uprawnienie to możliwość zawetowania ustawy, która grozi państwu polskiemu od wewnątrz, to znaczy łamie trójpodział władzy, powoduje, że jeden czynnik, czynnik polityczny, dominuje w całym kraju. Jeżeli tak się dzieje, nie ma wzajemnego hamowania i współdziałania tych władz, to wtedy dochodzi do nepotyzmu, do korupcji, do wszechwładzy kacyków lokalnych. Tak być musi, bo taka bezwzględna władza musi demoralizować”.

Tekst został dziś opublikowany przez autora na Facebooku. Tytuł, lid i śródtytuły od redakcji