Precedensowe ogłoszenie w jednym z włoskich dzienników zostało szeroko nagłośnione na całym świecie. Dlaczego polscy katolicy je zamieścili?

Całostronicowe ogłoszenie, zamieszczone przez grupę polskich katolików we włoskim dzienniku „La Repubblica” odbiło się echem na całym świecie. W rzeczywistości miało jednego adresata – papieża Franciszka. Dlaczego członkowie Kościoła w Polsce uznali za konieczne uciekanie się do tak spektakularnych przedsięwzięć, aby przykuć uwagę następcy św. Piotra?

Treść ogłoszenia miała być inna. Wydawca lewicowej gazety nie chciał się początkowo zgodzić nie tylko na podanie w nim konkretnych nazwisk hierarchów, ale nawet na słowo „biskupi”. Ostatecznie jednak pojawiło się ono na łamach. Ta ostrożność włoskiego dziennika też ma swoją wymowę.

Anons został opublikowany w szczególnym terminie – w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła, kojarzoną z początkami Kościoła i z samym papieżem. Zwykle właśnie w tym dniu na całym świecie zbierane jest w kościołach tzw. świętopietrze, czyli ofiary przeznaczone na potrzeby Stolicy Apostolskiej (w bieżącym roku, z uwagi na pandemię, ta składka została przełożona na 4 października).

Dotarło

Inicjatorzy ogłoszenia, grupa wiernych z Trójmiasta, potrzebne na jego opłacenie prawie 35 tys. złotych uzyskali w internetowej zbiórce. Ich starania okazały się skuteczne. List otwarty do papieża Franciszka został dostrzeżony przez media na całym świecie. Potwierdzenie, że jego treść dotarła do adresata przyszło również z Watykanu. Matteo Bruni, dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej, oświadczył, że Franciszek został poinformowany o apelu i modli się za tych, którzy go wystosowali. Choć dodał dość ogólnikowo, że cały Kościół musi zrobić wszystko, co w jego mocy, aby były stosowane normy kanoniczne, przypadki nadużyć zostały wykryte, a winni tych poważnych przestępstw zostali ukarani, to jednak trudno nie odnieść tych słów również do sytuacji w Polsce.

To nie jest ani normalna, ani oczywista droga komunikacji w Kościele katolickim. Mamy raczej do czynienia z aktem desperacji o bardzo głębokich korzeniach

Trudno również uciec przed pytaniem, dlaczego w ogóle doszło do tak niespotykanej akcji, jak publikacja w formie płatnego ogłoszenia w zagranicznej gazecie listu do następcy św. Piotra dotyczącego sytuacji w Polsce. To nie jest ani normalna, ani oczywista droga komunikacji w Kościele katolickim. Mamy raczej do czynienia z aktem desperacji o bardzo głębokich korzeniach.

Niedrożne kanały

Publikacja wiadomości dla Franciszka jako płatnego ogłoszenia we włoskiej gazecie jest symptomem, ale również skutkiem, dwóch bardzo poważnych kryzysów, które dotknęły w ostatnim czasie Kościół katolicki w naszej Ojczyźnie.

Pierwszy z nich to kryzys komunikacyjny. Sięganie po tak ekstremalne środki dotarcia do papieża dowodzi przekonania, że zwyczajne kanały komunikacji w Kościele, jako instytucji, nie funkcjonują prawidłowo. Co istotne, inspiratorzy gazetowego anonsu, nie od razu skorzystali z tej mocno okrężnej ścieżki przekazania Franciszkowi swej wiadomości. Nie oni jedni przekonali się, że oficjalne kanały przepływu informacji w sytuacjach pilnych i ekstremalnych okazują się w Kościele niedrożne. Gdzieś następuje blokada. Bywa, że jest ich kilka, na różnych poziomach struktury.

Zawłaszczone struktury

Nie sposób uniknąć skojarzeń z wydarzeniami sprzed dwóch dekad, które miały miejsce w Poznaniu. Próby rozwiązania bardzo poważnych i gorszących problemów związanych z ówczesnym metropolitą abp. Juliuszem Paetzem przy zastosowaniu zwykłych kościelnych procedur i „drogi urzędowej” okazały się całkowicie nieskuteczne. Nie udawało się również rozmaitymi formalnymi, utartymi drogami dotrzeć z wiadomościami i prośbą o interwencję do św. Jana Pawła II. Ostatecznie trzeba było skorzystać z pośrednictwa zaprzyjaźnionej od dawna z papieżem Polakiem Wandy Półtawskiej, która w poczuciu odpowiedzialności za Kościół podjęła się tej nietypowej misji.

Coraz więcej wiernych dochodzi do przeświadczenia, że struktury komunikacyjne, mające służyć całej wspólnocie Kościoła, zostały zawłaszczone przez rozmaite grupy interesów i nie spełniają swojej roli

Obecnie w Kościele w Polsce chyba nikt nie dysponuje taką możliwością nieformalnego przekazania następcy św. Piotra materiałów dotyczących trudnych i wymagających jego osobistego zaangażowania w rozwiązanie problemów. Coraz więcej wiernych (nie tylko świeckich, także duchownych) natomiast dochodzi do przeświadczenia, że struktury komunikacyjne, mające służyć całej wspólnocie Kościoła, zostały zawłaszczone przez rozmaite grupy interesów i nie spełniają swojej roli. Choć wiadomo, że papież Franciszek do kwestii komunikacji Kościoła (zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej) przykłada ogromną wagę, to jednak wciąż nie funkcjonuje ona właściwie i zmusza katolików do sięgania po nietypowe sposoby, które ją choć trochę zastąpią.

Bez biskupów?

Drugi kryzys, ściśle z pierwszym powiązany, dotyczy spraw znacznie głębszych, wręcz fundamentalnych dla funkcjonowania Kościoła. To kryzys zaufania. Nie tylko do struktur i wewnątrzkościelnych mechanizmów, ale również do ludzi, którym we wspólnocie i instytucji powierzona została odpowiedzialność i władza. W skrajnych przypadkach owocuje on wezwaniami do realizowania w praktyce „Kościoła bez biskupów” lub „Kościoła pomimo biskupów”. Takie propozycje to wyraz głębokiego rozczarowania i bezsilności ze strony zgłaszających je wiernych.

Można spotkać się z opinią, że Kościół katolicki jest jedną z tych instytucji, w których błędy polityki personalnej przynoszą wyjątkowo długotrwałe i trudne do naprawienia skutki. Wypływa ona najprawdopodobniej z faktu, że do rzadkości należą w Kościele szybkie dymisje z wysokich stanowisk i zaszczytnych funkcji nawet po ewidentnych i rażących nadużyciach czy seriach przypadków łamania zasad. Nie ma też jasnych dla wszystkich mechanizmów kontroli, a zasady awansu i reguły powierzania urzędów dla zdecydowanej większości wiernych stanowią absolutną, niedostępną tajemnicę. To może rodzić z jednej strony frustrację i poczucie bezsiły wśród tych, którzy dostrzegają zło w działaniach ludzi Kościoła, z drugiej – dawać niektórym dysponującym władzą wrażenie całkowitej bezkarności. Przy takim układzie zaufanie jest praktycznie niemożliwe.

Paradoks nadziei

W styczniu br. opublikowano sondaż, który pokazał szybki spadek zaufania do Kościoła w ostatnim czasie. Z udostępnionych danych wynika, że w ciągu zaledwie dwóch lat zmalało ono o ponad 13 procent. Biorąc pod uwagę, że ogromna większość polskich obywateli do Kościoła katolickiego należy, nie ma wątpliwości, że nie chodzi tu tylko o zaufanie do instytucji zewnętrznej. To katolicy coraz mniej ufają Kościołowi, który tworzą. Problem w tym, że zaufanie jest do funkcjonowania Kościoła, zarówno jako wspólnoty, jak i instytucji, konieczne. Kościół jest drogą zaufania Bogu, ale również ludziom, którzy w nim są.

Paradoksalnie opublikowane we włoskim dzienniku „La Repubblica” ogłoszenie dla papieża jest równocześnie radykalnym przejawem zaufania do Franciszka. Gdyby inicjatorzy nie ufali, że następca św. Piotra ma dobrą wolę, a jedynie nie ma wiedzy o problemach Kościoła w Polsce, nie organizowaliby całego przedsięwzięcia. Stanowi to więc z ich strony akt ogromnej nadziei, że naprawa sytuacji nadal jest możliwa. A, jak powiedział św. Jan Paweł II, nadzieja zawiera w sobie światło mocniejsze od ciemności, jakie panują w naszych sercach.