Wszyscy w Polsce siedzimy na bombie. Brakuje nam instytucji, która mogłaby uczciwie rozstrzygać sytuacje sporne, choćby zaskarżony wynik wyborów – mówi politolog i historyk prof. Antoni Dudek w wywiadzie Grzegorza Sroczyńskiego.

Rozmowa Grzegorza Sroczyńskiego z Antonim Dudkiem ukazała się 29 czerwca na portalu Gazeta.pl. Dotyczy drugiej tury wyborów prezydenckich, w której 12 lipca zmierzą się z sobą Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski.

Politolog nie wyklucza scenariusza, że „maraton wyborczy potrwa jeszcze dłużej, na przykład pół roku, czy rok”. „Siedzimy wszyscy na bombie. Obym się mylił, ale Kaczyński będzie miał wielką pokusę, żeby wynik unieważnić [jeśli wygra Rafał Trzaskowski]” – przyznaje. Jak dodaje: „z punktu widzenia konstytucyjnego rzeczywiście znaleźliśmy się poza regułami i prawnicy, którzy to podnoszą, mają rację. Odpowiada za to wyłącznie rząd PiS-u, który nie wprowadził stanu nadzwyczajnego i nie pozwolił przesunąć daty wyborów zgodnie z Konstytucją. Mamy nową Izbę Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego, która będzie orzekała o ważności wyborów. I tutaj, mimo pojawiających się podejrzeń, twierdzę, że to nie jest żadna «pisowska agentura», która unieważni wybory, jeśli im prezes każe. Tyle że PiS może sięgnąć po ciało, co do którego dyspozycyjności już jestem przekonany, czyli po Trybunał Konstytucyjny. I podstawy formalne pani Przyłębska znajdzie, bo może ogłosić, że skoro wybory się nie odbyły w najpóźniejszym konstytucyjnym terminie, czyli do 23 maja, a nie wprowadzono stanu nadzwyczajnego, to prezydent wybrany 12 lipca nie jest legalny”.

Zdaniem profesora, jeśli Trzaskowski zostanie prezydentem, „to jest to początek końca rządów PiS-u”. „Po prostu system polityczny zostanie zablokowany, bo nie wierzę w harmonijną kohabitację, w jakiekolwiek porozumienie Trzaskowskiego z obecnym rządem. (…) Jego strategicznym celem będzie doprowadzenie do przedterminowych wyborów, które ma wygrać Platforma” – zaznacza. 

Jak przekonuje, jeśli różnica głosów oddanych na kandydatów będzie minimalna, a drugą turę wygra Trzaskowski, władza zarządzi ponowne liczenie, po którym zwycięży Duda. „Wtedy bomba wybucha i jesteśmy w gigantycznym kryzysie państwowym. Chodzi przede wszystkim o brak jakiejkolwiek instytucji, która mogłaby rozstrzygać sytuacje niejasne i sporne, bo jej decyzje wszyscy są skłonni uznawać. (…) Gdyby wkroczył Trybunał i coś orzekł – kto to uzna? Mamy wtedy tłumy na ulicach. I to jest główny problem naszej demokracji – nie taki, że jej nie ma, tylko że zostały wymontowane wszystkie bezpieczniki, które mogłyby zadziałać w sytuacjach spornych” – podkreśla.

Historyk uważa, że „stoimy cały czas na krawędzi rządów autorytarnych”, zaś „kolejna kadencja Dudy to ostateczny demontaż polskiej demokracji, państwa prawa, a nawet obecności Polski w UE”. Zastrzega jednak, że „własnych pieniędzy by na to nie postawił”.

Zdaniem prof. Dudka PiS po wygranych wyborach prezydenckich zajmie się nie mediami czy sądami, ale przede wszystkim samorządami. „To ogromny obszar władzy, który ciągle jest poza kontrolą PiS-u, pomijając te samorządy, w których oni siedzą, ale w wizji Kaczyńskiego samorząd jest z definicji czymś podejrzanym. On jest zwolennikiem silnego centralnego zarządzania z Warszawy i oczywiście samorządowiec z Platformy to złodziej i postkomunista, ale nawet pisowski samorządowiec to element nie do końca pewny, który może jakieś interesy na boku robić, nie być do końca lojalny, więc lepiej, żeby władzę miał nad nim wojewoda” – tłumaczy. „To jest wizja Kaczyńskiego i taka próba w przypadku wygranej Dudy będzie podjęta na sto procent. Według mnie z punktu widzenia państwa to jest największe zagrożenie, a dopiero później należy się martwić kwestią mediów, bo media są bardziej delikatne, opinia międzynarodowa będzie się nimi interesowała, a rozwalaniem samorządów już niekoniecznie” – dodaje.

DJ