„Idziemy” pod kierunkiem ks. Zielińskiego sprzeciwia się stanowisku biskupa warszawsko-praskiego, organów episkopatu Polski i papieża w kwestii wykorzystywania seksualnego osób małoletnich. Promuje osobiste poglądy i sympatie, fobie i antypatie swojego naczelnego.

Już dawno nie napotkałem w krótkim tekście dziennikarskim tak wielkiego nagromadzenia błędów, manipulacji i złej woli, jak w edytorialu „Zgorszeni w Kościele” pióra ks. Henryka Zielińskiego, opublikowanym w tygodniku „Idziemy”, należącym do diecezji warszawsko-praskiej.

Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, kłamstwa i obraźliwe zarzuty łatwo i szybko się pisze, polemizowanie z nimi wymaga zaś paradoksalnie dużo więcej czasu i miejsca. Niech więc Czytelnicy wybaczą, ale musimy przejść przez te kwestie po kolei.

1. Zarzuty ks. Zielińskiego dotyczą niedzielnego programu Redakcji Katolickiej TVP „Między ziemią a niebem”. Program ten można w całości obejrzeć tutaj.

Swoje manipulacje redaktor „Idziemy” rozpoczyna już od wprowadzenia. Zarzuca red. Paulinie Guzik: „zaznaczyła, że jest to program wyłącznie dla widzów dorosłych, chociaż było dopiero południe”. Tymczasem przywołane słowa Guzik dotyczyły jedynie wywiadu z Jakubem Pankowiakiem, wielokrotnie wykorzystanym seksualnie przez duchownego.

Oto pełna treść jej zapowiedzi: „«Mamy obowiązek uważnie słuchać tego stłumionego milczącego krzyku dzieci» – to słowa papieża Franciszka na koniec ubiegłorocznego szczytu o ochronie dzieci, które jako dziennikarze katoliccy także bierzemy sobie głęboko do serca. Rozmawiamy z osobami skrzywdzonymi w Kościele, aby i Państwo mogli poznać ich historie. Rozmowa, którą za chwilę usłyszymy, jest tylko dla widzów dorosłych, zawiera treści niezrozumiałe dla dzieci, prosimy więc, aby nie przebywały w tym czasie przed telewizorami. Zapraszam Państwa na rozmowę z Jakubem Pankowiakiem, który jako chłopiec był molestowany przez księdza. Historię jego i jego brata Bartka poznaliśmy w filmie braci Sekielskich «Zabawa w chowanego»”.

Ciekawe zresztą, że do poruszającego świadectwa Jakuba Pankowiaka redaktor naczelny „Idziemy” w ogóle się nie odnosi. A była to przecież kluczowa część programu, z którym podjął tak stanowczą polemikę.

Redakcja Katolicka TVP pokazała Kościół działający jako szpital polowy dla osób skrzywdzonych przemocą seksualną. Reakcja ks. Zielińskiego jest okazaniem pogardy dla tej wizji Kościoła

2. Dla ks. Zielińskiego poważnym problemem jest obecność w programie redakcji katolickiej TVP Marty Titaniec i ks. Piotra Studnickiego. Pisze, że nominacja Titaniec „wywołała spór w episkopacie” (co akurat jest prawdą), zaś Studnicki jego zdaniem jakoby działa wbrew swojemu biskupowi (co jest nieprawdą, zob. następny punkt). Ich wypowiedziom redaktor „Idziemy” akurat nic nie zarzuca, ale ma potrzebę wbijania im szpil. 

Żyjemy w wolnym kraju, więc każdemu wolno nie lubić, kogo tylko zechce. Ksiądz rzymskokatolicki powinien jednak przyjąć do wiadomości, że te dwie osoby są prawomocnymi przedstawicielami oficjalnych kościelnych instytucji, powołanych przez Konferencję Episkopatu Polski. Titaniec kieruje Fundacją Świętego Józefa, zaś Studnicki Biurem Delegata KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży. Trudno więc się dziwić, że publicznie występują w imieniu tych instytucji w telewizyjnym programie katolickim.

3. Zieliński twierdzi, że ks. Piotr Studnicki – duchowny archidiecezji krakowskiej – powołany został na funkcję kierownika Biura Delegata KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży „mimo sprzeciwu jego biskupa”. Ale redaktor „Idziemy” tylko udaje osobę dobrze poinformowaną, wręcz zausznika abp. Jędraszewskiego. Mocno pomieszały mu się fakty.

Ks. Studnicki bowiem – wcześniej współpracownik pionierskiego Centrum Ochrony Dziecka przy Akademii Ignatianum – ma pisemną zgodę metropolity krakowskiego na pełnienie swej funkcji. Już ją zresztą opublikował na Twitterze.

Pisemna zgoda abp. Marka Jędraszewskiego, metropolity krakowskiego, na to, by ks. Piotr Studnicki podjął się zorganizowanie Biura Delegata KEP. ochrony dzieci i młodzieży

4. Tym samym redaktor „Idziemy” stawia w podejrzanym świetle krakowskiego metropolitę, na którego nieoficjalnego rzecznika kreuje się już po raz kolejny. Sugeruje bowiem sprzeciw abp. Jędraszewskiego (bądź co bądź, wiceprzewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski) wobec linii przyjętej przez KEP w kwestii działań odpowiadających na problem wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele.

Gdyby przyjąć wersję Zielińskiego, że ks. Studnicki pełni swą funkcję w Biurze Delegata wbrew woli swego zwierzchnika, możliwe byłyby tylko dwa wyjaśnienia postawy metropolity krakowskiego – oba dla niego mocno niekorzystne: 1) abp Jędraszewski jest nieudolny i bezradnie toleruje poważne nieposłuszeństwo podwładnego, który wbrew swojemu biskupowi pracuje dla innego biskupa; 2) abp Jędraszewski co innego myśli (i mówi prywatnie na ucho ks. Zielińskiemu), niż mówi i działa publicznie.

Publicznie bowiem abp Jędraszewski deklaruje pełne zaangażowanie na rzecz ochrony dzieci i młodzieży, a w kręgach osób zajmujących się tą tematyką niektóre działania podejmowane w archidiecezji krakowskiej uznawane są za wzorcowe.

5. W tekście ks. Zielińskiego kłamliwa jest także jego relacja wypowiedzi gościa programu, Anny Sosnowskiej, redaktor naczelnej portalu Aleteia. Z właściwą sobie złośliwą ironią redaktor „Idziemy” pisze: „Bardzo «odważnie» zabrzmiała w programie teza dwukrotnie powtórzona przez Annę Sosnowską, że każdy z nas może być osobą seksualnie skrzywdzoną w Kościele, a jeśli nie zostaliśmy skrzywdzeni, to widocznie mieliśmy szczęście. No tak, bo przecież każdy ksiądz to potencjalny pedofil, który cytując klasyka: «narzędzie przestępstwa zawsze nosi ze sobą»”.

Redaktor „Idziemy” stawia w podejrzanym świetle krakowskiego metropolitę, na którego nieoficjalnego rzecznika kreuje się już po raz kolejny

Anna Sosnowska już na ten zarzut publicznie odpowiedziała. Pisała: „nie powiedziałam (ani razu), że każdy z nas może stać się ofiarą molestowania seksualnego W KOŚCIELE, tylko że każdy z nas może stać się ofiarą molestowania seksualnego [KROPKA]”.

5. W swoim edytorialu redaktor naczelny „Idziemy” podważa sensowność istnienia Inicjatywy „Zranieni w Kościele”. Pyta wręcz o podstawę prawną i cel działania Inicjatywy. Choć on sam ten (jakoby rzeczywisty) cel zna: wyraża wszak opinię, że w telefonie wsparcia dokonuje się „gromadzenie przez ludzi z tego środowiska [warszawskiego KIK-u i „Więzi”] haków na księży”.

Tym samym jednak ks. Zieliński zdecydowanie sprzeciwia się swojemu biskupowi. Przed uruchomieniem Inicjatywy „Zranieni w Kościele” jej twórcy spotkali się bowiem z biskupem warszawsko-praskim Romualdem Kamińskim, w długiej rozmowie przedstawili mu koncepcję telefonu zaufania i środowiska wsparcia dla osób dotkniętych przemocą seksualną w Kościele. Wiedza o tym spotkaniu nie należy do kategorii tajemnej, wielokrotnie o nim mówiono publicznie.

6. Mało tego, ks. Zieliński całkowicie kwestionuje zasadność rozsyłania po polskich parafiach plakatów Inicjatywy „Zranieni w Kościele”. Twierdzi (nie przywołując faktu, że zachęcał do wywieszania tych plakatów prymas Polski), iż była to „próba narzucenia wszystkim diecezjom w Polsce obowiązku wywieszenia plakatów informujących o działalności inicjatywy środowiska warszawskiego KIK-u i «Więzi»”. Jego zdaniem, „plakaty te były de facto zachętą do składania donosów na księży pod wskazany telefon. Od takich pomysłów już tylko krok do naszywania każdemu księdzu na sutannie tegoż numeru telefonu – najlepiej w żółtym kolorze” (to czytelne nawiązanie do opasek z żółtą gwiazdą Dawida noszonych przez Żydów podczas drugiej wojny światowej z nakazu hitlerowców). Porażająca jest „subtelność” powyższej analogii…

Oceniając w ten sposób plakaty Inicjatywy „Zranieni w Kościele”, ks. Zieliński po raz kolejny przeciwstawia się swojemu biskupowi. Bp Kamiński bowiem – za zachętą prymasa Polaka – uznając tę inicjatywę za godną rozpowszechnienia, rozesłał powyższe plakaty pocztą kurialną, przez księży dziekanów, do wszystkich parafii diecezji warszawsko-praskiej. Dzięki temu z radością odnalazłem ten plakat na tablicy ogłoszeń mojej parafii i w niektórych innych parafiach.

Dodać jeszcze trzeba, że w całej akcji plakatowej nie ma nawet słowa o jakimkolwiek obowiązku wywieszania (abp Polak w liście do proboszczów prosi ich o podjęcie pewnych działań). Natomiast w treści plakatów nie ma mowy ani o księżach jako jakiejś szczególnej grupie społecznej (mowa jest o wsparciu dla „osób dotkniętych przemocą seksualną w Kościele”), ani o KIK-u czy „Więzi” (środowiska inicjujące ZwK promują bowiem na plakatach nie siebie same, lecz działania na rzecz pokrzywdzonych). Zresztą Inicjatywa ma też trzeciego organizatora, o którym Zieliński nie wspomina – Fundację Pomocy Psychologicznej „Pracownia Dialogu”. Od polemiki z „argumentami” o zachęcaniu do składania donosów, zbieraniu haków na księży i żółtych naszywkach czuję się zwolniony. Nie można schodzić poniżej pewnego poziomu…

7. Oburzenie ks. Zielińskiego wywołuje sama inicjatywa zgłaszania przypadków przemocy seksualnej, jakiej różne osoby mogły doświadczyć, m.in. z rąk duchownych. Nazywa takie sytuacje „zgłaszaniem donosów na księży pod wskazany telefon”. Tym sposobem gruntownie sprzeciwia się postawom swojego biskupa, Konferencji Episkopatu Polski i papieża.

Przecież gdy diecezja warszawsko-praska we wrześniu 2018 r. prezentowała dane dotyczące skali wykorzystywania seksualnego na jej terenie, biskupi Kamiński i Solarczyk przepraszali osoby pokrzywdzone i apelowali o zgłaszanie wszelkich przypadków nadużyć. Konferencja Episkopatu Polski kilkakrotnie w swoich oficjalnych dokumentach prosiła osoby pokrzywdzone przez duchownych, aby zgłaszały doznaną krzywdę i dziękowała wszystkim, którzy mieli odwagę opowiedzieć o swoim cierpieniu.

Z aprobatą cytowali polscy biskupi fragment wypowiedzi papieża Franciszka z 2015 r. do biskupów: „Ofiary nadużyć stały się prawdziwymi zwiastunami nadziei i sługami miłosierdzia. Pokornie należy się z naszej strony każdej z nich i ich rodzinom nasza wdzięczność za wielką odwagę rzucania światła Chrystusa nad złem seksualnego wykorzystania nieletnich”. Cóż, ks. Zieliński wie lepiej, że tu chodzi przecież o „donosy na księży”…

8. Wszystko, co redaktor „Idziemy” ma w tym edytorialu do powiedzenia o postawie bp. Edwarda Janiaka, to wzmianka, że został on przez uczestników programu Redakcji Katolickiej TVP „obsadzony w roli czarnego charakteru”. Po raz kolejny ks. Zieliński miesza fakty, twierdząc, że w filmie „Zabawa w chowanego” wobec bp. Janiaka formułowane są jakoby zarzuty, iż tuszował nadużycia seksualnego księdza, zanim został jego biskupem. A wisienką na torcie jest uwaga księdza redaktora, że uczestnicy programu mieli pretensje do biskupa kaliskiego, iż „śmiał napisać do innych biskupów list w swojej obronie”.

Niechęć ks. Zielińskiego do naszego środowiska stała się już obsesyjna

Szkoda, że ks. Zieliński nie odniósł się do szczegółów oskarżeń wobec bp. Janiaka. Warto jednak zapamiętać, że biskup kaliski zyskał w Kościele kolejnego – po ojcu Tadeuszu Rydzyku – odważnego obrońcę, który nie boi się wyrażać stanowiska publicznie. A przecież Rada Stała KEP napisała w maju 2019 r., że skandale seksualne z udziałem duchownych „domagają się całkowitego potępienia, a także wyciągnięcia surowych konsekwencji wobec przestępców, oraz wobec osób skrywających takie czyny”. „Surowych konsekwencji”… Także „wobec osób skrywających”…

9. Od redaktora naczelnego „Idziemy” wypadałoby oczekiwać wzmożonej wrażliwości moralnej na ludzką krzywdę – wszak jest i księdzem, i dziennikarzem. I on tę wrażliwość prezentuje. Tyle tylko, że jest to wrażliwość wyłącznie na rzekome krzywdy, jakich biskupi i księża doświadczają z rąk przedstawicieli warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej i redaktorów „Więzi”.

Według Zielińskiego wręcz „można by napisać książkę «Skrzywdzeni przez ludzi ‘Więzi’ i KIK-u»”. Czekając spokojnie na publikację owej książki, wyrażę jedynie przekonanie, że niechęć ks. Zielińskiego do naszego środowiska stała się już obsesyjna. Najlepszym tego dowodem jest jego zdanie: „Przypadkami pedofilii wśród duchownych niech się zajmuje prokuratura, adwokaci, kurie biskupie i papież, a nie «specjaliści» z «Więzi»”. Strach pomyśleć, o czym moglibyśmy pisać w „Więziowej” publicystyce, gdyby o jej kształcie mógł decydować człowiek o strukturze myślowej redaktora „Idziemy”.

10. Przyznać jednak trzeba, że ks. Zieliński też czasem zdobywa się na odwagę w odkrywaniu trudnych spraw wewnątrzkościelnych. Na przykład w październiku 2013 r. wprost napisał o tajemniczym zaginięciu w kurii warszawsko-praskiej akt dotyczących przypadku wykorzystania seksualnego osób małoletnich z przeszłości. Wedle ówczesnych słów redaktora „Idziemy” „w teczce personalnej odwołanego z probostwa księdza z Tarchomina nie znalazły się żadne ślady sprawy, która trafiła do kurii biskupiej przed kilkunastu laty”.

Do dziś, o ile wiem, ta sprawa nie została wyjaśniona. I chętnie bym spytał ks. Zielińskiego, co jeszcze robił ze swoją wiedzą na ten temat (bo przypuszczam, że nie ograniczył się tylko do wzmianki w edytorialu). Jakie służby zawiadomił o zaginięciu tak ważnych akt? I co udało mu się ustalić?

11. Pismo kościelne – a takim jest tygodnik „Idziemy” wydawany przez instytucję diecezjalną – powinno wyrażać tożsamość Kościoła i wspierać jego misję. Tymczasem, jak widać wyżej, pod kierunkiem red. Zielińskiego „Idziemy” staje się coraz bardziej pismem prywatnym. Sprzeciwia się stanowisku biskupa warszawsko-praskiego, organów Konferencji Episkopatu Polski i papieża w kwestii wykorzystywania seksualnego osób małoletnich. Promuje osobiste poglądy i sympatie, fobie i antypatie swojego redaktora, a przede wszystkim zwalcza tych, których redaktor nie lubi. Nie taka jest misja prasy kościelnej.

Ks. Henryk Zieliński powołany został na stanowisko redaktora naczelnego „Idziemy” w roku 2005, jeszcze przez abp. Sławoja Leszka Głódzia. Styl myślenia i działania Zielińskiego bardzo odpowiadał ówczesnemu szefowi diecezji. Od tego czasu już dwukrotnie zmienił się na Pradze biskup: najpierw został nim abp Henryk Hoser, a następnie bp Romuald Kamiński. Dziś – szczęśliwie dla wiernych diecezji warszawsko-praskiej – abp Głódź znajduje się daleko od nas. Czy jednak nie za dużo wciąż w naszej diecezji takich śladów jego sposobu myślenia i działania, jak redaktor naczelny „Idziemy”?

Henrykowi Zielińskiemu jako publicyście wolno prezentować dowolne poglądy. Może założyć własną gazetę i sprzedawać ją na wolnym rynku. Dlaczego jednak promuje własne prywatne fobie w piśmie diecezjalnym, korzystając z autorytetu redaktora naczelnego namaszczonego przez biskupa? Dlaczego tygodnik o takiej treści korzysta z przywilejów dystrybucji parafialnej (proboszczowie muszą zapłacić za otrzymane egzemplarze, niezależnie od tego, ile z nich znajdzie nabywców)?

12. Jako diecezjanin warszawsko-praski wyraziłem już mojemu biskupowi protest wobec publikacji ks. Henryka Zielińskiego. Na łamach kierowanego przez siebie pisma Zieliński od dawna konsekwentnie obraża i mnie samego, i inne osoby działające zgodnie z wezwaniami Ewangelii i Kościoła na rzecz kobiet i mężczyzn, którzy doświadczyli w Kościele przemocy seksualnej.

Stwierdzam, że przelała się czara goryczy. Do czasu zmiany na stanowisku redaktora naczelnego „Idziemy” przestanę dawać składki na jakiekolwiek instytucje diecezji warszawsko-praskiej i będę do tego samego zachęcał innych. Podkreślam: dotyczy to instytucji diecezjalnych, a nie darowizn lub tacy w mojej parafii.

13. Zapewne ks. Zieliński zakłada, że wszyscy księża myślą tak jak on. Całe szczęście, grubo się myli. Inicjatywa „Zranieni w Kościele” otrzymuje liczne wyrazy wdzięczności i wsparcia od duchownych, także z diecezji warszawsko-praskiej. Księża ci są bowiem zmęczeni ideologicznymi wojenkami rozgrywanymi wokół ludzkiej krzywdy, jakie toczą Zieliński i jemu podobni. Oni chcą po prostu głosić Dobrą Nowinę, tyle że kościelna polityka w tej dziedzinie odbiera ich słowom wiarygodność.

Do czasu zmiany na stanowisku redaktora naczelnego „Idziemy” przestanę dawać składki na jakiekolwiek instytucje diecezji warszawsko-praskiej. Nie dotyczy to mojej parafii

Dlatego cieszy, że Redakcja Katolicka TVP – nie po raz pierwszy – jednoznacznie stanęła po stronie osób zranionych. Paulina Guzik wraz ze swoimi gośćmi pokazała w swoim programie Kościół działający – tak jak chce papież Franciszek – jako szpital polowy dla osób skrzywdzonych przemocą seksualną. Reakcja ks. Zielińskiego natomiast – ze wszystkimi ukazanymi powyżej elementami – jest okazaniem pogardy dla tej wizji Kościoła.

14. Takie działania jednak nas nie powstrzymają od kontynuacji naszego powołania. Nie opinie ks. Zielińskiego są dla nas punktem odniesienia. W minionym tygodniu do Centrum Ochrony Dziecka, Inicjatywy „Zranieni w Kościele”, Fundacji Świętego Józefa i Biura Delegata KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży dotarła taka wiadomość.

„E-mail to niewiele, ale pozwala mi podziękować Wam wszystkim za to wszystko, co robicie, że każdego dnia na nowo stajecie do walki o godność osób skrzywdzonych. Dziękuję za Waszą siłę i odwagę, i że się nie poddajecie mimo trudności, obojętności i oporu po drodze.

Jestem jedną z pierwszych osób, która zadzwoniła na infolinię w marcu ubiegłego roku. W efekcie po ok. dwóch miesiącach z pomocą adwokatów złożyłam zeznanie w kurii o wydarzeniach sprzed prawie 20 lat.

Mówią, że najtrudniejsze już za mną. Teraz już tylko czekanie. Jednocześnie, kiedy patrzę na to, co dzieje się w naszym Kościele, wcale to czekanie takie proste nie jest. Był taki moment, że każdą wiadomość o obojętności, ignorowaniu czy utrudnianiu zdobycia informacji odbierałam bardzo osobiście, czułam się upokorzona i z łatwością wpadałam w rolę ofiary. Wychodzenie z niej nadal jest moją nauką.

I dlatego jeszcze raz Wam dziękuję. Ja nie potrafiłabym zrobić tego, co Wy. Mimo, że coraz śmielej i wyraźniej złość dochodzi we mnie do głosu, to ona sama nie wystarczy. Potrzeba, tak jak u Was, żeby działania wynikały z miłości. Dziękuję, że walczycie. Dziękuję, że jesteście moim głosem w naszym Kościele. Tak dobrze czuć się zaopiekowanym”.