Urodzeni po 1989 roku wciąż są upupiani i traktowani jako pionki w grach politycznych. Czy kandydatom na prezydenta nie zależy na ich głosach?

Rafał Trzaskowski, który – podobnie jak wcześniej Małgorzata Kidawa-Błońska – próbuje zaprzyjaźniać się z aktywistami Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Robert Biedroń, który przy okazji konferencji o maturach na chwilę wpuszcza maturzystkę, by szybko przegonić ją z planu. „Rewolucja młodych” Władysława Kosiniaka-Kamysza, która w rzeczywistości ma oznaczać „rewolucję” trzydziesto- i czterdziestolatków. Krzysztof Bosak, który czasem oburzy się, że przez pandemię nie pozwalano młodym wyjść z domu. Szymon Hołownia, który ma „pogodzić starych i młodych” ideami sprzed pół wieku. Wreszcie – wciąż urzędujący prezydent Andrzej Duda, który młodych najchętniej widziałby jako bogobojnych harcerzy…

Tegoroczna kampania daje przykłady konfliktów pokoleniowych i ageizmu. Młodzi, urodzeni po 1989 r., wciąż są upupiani i traktowani jako pionki w grach politycznych. Działania poszczególnych kandydatów pokazują, że politykom aż tak nie zależy na głosach młodych. Wyjątkami są Biedroń i Hołownia. Ale o tym dalej.

Moda na młodych

Niespełna sto lat temu panowała moda na „chłopomanię”, którą w „Weselu” parodiował Stanisław Wyspiański. Obecnie, jak się zdaje, możemy zaobserwować zjawisko „młodomanii”. Przejawia się przede wszystkim w dwóch obszarach – stylizacji na młodych oraz próbie „sympatyzowania” z nimi.

W ten sposób dorośli, którzy mają dawać wzór w naszej drodze ku dojrzałości, zamieniają się w kidults, czyli – według słownika oksfordzkiego – dorosłych o dziecięcych upodobaniach. Zachowanie, które wcześniej można było zauważyć głównie u celebrytów, przeniosło się w świat polityki.

Weźmy na przykład reakcję polskich „starszych” na Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. Niezależnie od barw partyjnych, wszyscy (może z wyjątkiem Konfederacji) starali się pozować na przyjaciół nowego ruchu. Nawet Ministerstwo Klimatu utworzyło przecież „radę młodzieżową”. 

Do czego może prowadzić polityka „młodomanii”, pokazała była kandydatka na prezydenta z Platformy. Najpierw Kidawa-Błońska próbowała dogadać się z młodymi – polegało to głównie na pojawianiu się obok namiotu „miasteczka klimatycznego” w Warszawie. Potem były zapewnienia Platformy, że „stoją po stronie młodych”; znowu jednak bez konkretów – zamiast proponować jakieś sensowne odejście od węgla, Rafał Trzaskowski zapewniał o „opanowaniu sytuacji ze smogiem”.

Apogeum relacji PO-MSK była – jak się wydaje – konwencja Kidawy-Błońskiej z 29 lutego: na scenę wparowali działacze MSK z własnymi postulatami. Pokazali w ten sposób stosunek młodych aktywistów do upupiających ich konserwatywnych liberałów (choć niepodanie ręki kandydatce PO na prezydenta było już moim zdaniem zupełnie niepotrzebnym zabiegiem). 

Proeuropejskość Trzaskowskiego będzie z pewnością plusem. Ale czy moje pokolenie pójdzie dalej w PO-PiS?

Wiadomo, MSK to tylko bardzo mała część młodzieży – sondaże mówiły jednak same za siebie. Według sondażu CBOS sprzed wejścia Trzaskowskiego, Duda zdobywał w końcu swój elektorat głównie wśród osób w wieku 45-65 lat. I mimo że wciąż posiadał większość również wśród osób relatywnie młodych (tzn. przed 35. rokiem życia), tam już znacznie większe poparcie miał Hołownia. Według kolejnego sondażu – tym razem na zlecenie „Super Expressu” – bezpartyjny kandydat miał szanse wejść do drugiej tury (gdyby wybory odbyły się 10 maja). Mówi się, że Hołownia nastawił kampanię właśnie na tę część elektoratu: centrowy, reklamujący się głównie w mediach społecznościowych, bezpartyjny… Zwłaszcza za sprawą ostatniego argumentu wydawał się przekonywać i „podbierać” elektorat Biedroniowi czy Kosiniakowi-Kamyszowi.

Atuty Hołowni zdaje się teraz i tak rozbijać Trzaskowski, o czym świadczy choćby jeden z ostatnich sondaży IPSOS – to Trzaskowski w końcu znacznie przewyższa Hołownię, jeśli chodzi o poparcie. Czy reprezentant Platformy – z całym bagażem partii-którą-lubili-rodzice i ekscesów Komitetu Obrony Demokracji – ostatecznie przekona do siebie młodych? Jego proeuropejskość będzie z pewnością plusem. Ale czy moje pokolenie pójdzie dalej w PO-PiS?

Łapówki zapewnień 

Wszyscy niezależnie od wieku lubią popierać tych, przez których są słuchani (albo przynajmniej odnoszą wrażenie, że są). Nie lubią jednak manipulacyjnych gierek. 

Ignorowanie młodych w polityce – bądź też ageizm – jest odbiciem popularnego wśród polskich polityków myślenia na zasadzie „po nas choćby potop”. Walczy się o głosy jedynie obecnego elektoratu, w ogóle nie wybiegając myślami w przyszłość.

Ruch Hołowni razem z Koalicją Polską mogłyby przejąć elektorat dogorywającej Platformy, jeśli partia nie odbuduje się dzięki zwycięstwu „Trzaska”

Przykładem takich działań była zwycięska kampania PiS pięć lat temu – dobrze grająca na obecnych potrzebach Polaków (pogładzenie kompleksu państwa peryferyjnego, pozorne załatanie krzywd po transformacji), nie mająca jednak zbyt dużo do zaoferowania kolejnym pokoleniom. Na konserwatywnych populistów nie będą w końcu głosować ci, którzy odchodzą od wartości tradycyjnych. A w demokracji opartej głównie na wyborach emocjonalnych to właśnie wartości biorą górę, a wraz nimi np. kwestie obyczajowe. Trzeba umieć mądrze odpowiedzieć na te zmiany. Samo zwolnienie z podatków do 26. roku życia nie zapewni elektoratu.

Możemy być pewni jednego: prędzej czy później głosy młodych zabiorą ci, którzy wejdą w dziurę po PO-PiS. Ruch Hołowni razem z Koalicją Polską mogłyby przejąć elektorat dogorywającej Platformy nawet prędzej niż później, jeśli partia nie odbuduje się dzięki zwycięstwu „Trzaska”. 

Celowo pomijam Krzysztofa Bosaka – dawniej atutem skrajnej prawicy w Polsce było właśnie (choćby pozorne) słuchanie młodych, teraz jednak starają się to robić Lewica, KP, Hołownia i Trzaskowski. U Bosaka, oprócz mówienia o „nowym porządku” brakuje propozycji dla młodych – a samymi wyścigami busów czy dobrze zrobionymi utworami kolegów z partii w #hot16challenge wyborów się nie wygrywa. 

Zwłaszcza Biedroń i Hołownia zdają się nastawieni na młodych – choć także w ich przypadku zdarzają się działania pozorne. Mimo to jako jedyni rzeczywiście starają się przełamać relację stary-młody, która w Polsce potrafi przyjmować postać relacji feudalnej. Po atakach na młodych aktywistów w Białymstoku, oświadczenie w tej sprawie wydał tylko Biedroń; po prośbach od MSK do podobnego działania zobowiązał się również Hołownia. W takich kluczowych sytuacjach Trzaskowski raczej się wstrzymuje od zabrania głosu – co widzieliśmy również przy jego reakcjach (a raczej ich braku) podczas ataków na osoby LGBT+ przez polityków partii rządzącej.

Dobrym posunięciem Hołowni jest zaangażowanie w kampanię jako doradcy Mateusza Mielczarka – dwudziestoletniego studenta, starszego ode mnie o rok. Zaprezentowany na oficjalnej stronie FB Hołowni, przyznał się do współtworzenia programu edukacyjnego kandydata. Jak podaje w wywiadzie dla OKO.press Stanisław Zakroczymski ze sztabu Hołowni, aż pięciu liderów regionalnych tego ruchu to osoby poniżej 25. roku życia. Sam Zakroczymski, rocznik ’94, jest koordynatorem sztabu do spraw programowych.

Biedronia i Hołowni wojna o dusze

To właśnie Hołownia i Biedroń mają szansę przejąć młodych – swoimi obietnicami „lepszego jutra” i realnego zbliżania się z kulturą Zachodu. 

A w końcu także Trzaskowski, który z miejsca wyrósł na alternatywę dla Dudy. Jego kandydatura to nie tylko ratunek dla wizerunku PO, ale szansa na przyciągnięcie młodych wyborców. „Poparcie dla Trzaskowskiego maleje wraz z wiekiem” – jak podsumowuje NaTemat ostatni sondaż IPSOS. Wczoraj w Rzeszowie Trzaskowski powiedział: „Młodzi ludzie dokładnie wiedzą, co dzisiaj jest problemem naszego kraju. Musimy się w nich wsłuchać”. 

Ostatecznie, jak wynika z sondaży, dylematy młodych o poglądach liberalnych, lewicowych lub umiarkowanie konserwatywnych dotyczyć będą konfliktu Hołownia-Trzaskowski, z Robertem Biedroniem jako dalekim cieniem. Pierwszy z nich lepiej zdał egzamin z otwierania się na młodych; nie zanotował raczej wpadek świadczących o jego traktowaniu młodych z „wyższością”. Budzi jednak dystans laicyzującego się młodego elektoratu.

Niezależnie jednak od wszystkiego będą to wybory bez młodych – w tym sensie, że traktowanie ich podmiotowo w kampanii to jak na razie coś nowego i rzadkiego. Możemy tylko wskazywać na tych kandydatów, którzy starają się ich w ogóle uwzględniać w swojej wizji świata.

Politycy opozycji powinni zrozumieć potrzeby pokolenia Z. Chyba, że wolą uparte trwanie przy swoim jak PO. Gdyby tak było, niesłuchani młodzi odpłyną do Bosaka i Korwina. A wtedy rządy PiS staną się miłym wspomnieniem.