W lutym 2018 r. do warszawskiej nuncjatury trafiła obszerna skarga na działania bp. Janiaka. Rektor kaliskiego seminarium duchownego postawił biskupowi zarzuty tolerowania wśród księży wykorzystywania seksualnego osób małoletnich i aktywnego homoseksualizmu. Reakcji z Watykanu brak do dzisiaj.

Tę historię można opowiadać, zaczynając od początku, od środka lub od końca. W każdym przypadku dochodzimy jednak do tych samych kluczowych pytań. Czy prawdą jest, że bp Edward Janiak wymusił na rektorze kaliskiego seminarium duchownego przyjęcie kleryka, o którym wiedział, że przechowuje pornografię z udziałem osób małoletnich? Dlaczego obszerna skarga złożona przez rektora w watykańskiej Kongregacji ds. Biskupów od ponad dwóch lat niczym nie zaowocowała? Czy ów rektor poddany był później mobbingowi ze strony biskupa? Dlaczego jest obecnie zaledwie administratorem maleńkiej wiejskiej parafii?

A skoro można zacząć tę opowieść nie od początku, to zacznę od środka. Informacje z tego okresu opisywane były publicznie. Aby dotrzeć do tego, co było wcześniej i później, trzeba już będzie zajrzeć za kulisy.

Nocne rozmowy kleryka z uczniami

1 grudnia 2016 r. w „Głosie Wielkopolskim” ukazał się artykuł zatytułowany „Katecheta umawiał się po nocach z uczniami”, zaś 7 grudnia – „Diakon w środku nocy zapraszał gimnazjalistów”. Opisywano alumna kaliskiego seminarium duchownego (omyłkowo zwanego diakonem; był tuż przed święceniami), który nawiązywał podejrzane relacje z uczniami trzeciej klasy gimnazjum. Uczył ich religii w szkole i przygotowywał do przyjęcia sakramentu bierzmowania.

Jednocześnie katecheta wysyłał uczniom wulgarne wiadomości za pomocą komunikatorów internetowych. Zapraszał ich do siebie, podając jako powód wizyty w środku nocy np. konieczność przenoszenia mebli w jego pokoju. Prawdopodobnie żaden z chłopców z zaproszenia nie skorzystał, sytuacja wzbudziła jednak poważny niepokój u gimnazjalistów i ich rodziców. Powiadomiono dyrektora szkoły, a ten udał się na policję.

Dlaczego przez ponad dwa lata nie jest ostatecznie wyjaśniona sprawa tak rzadka, jak złożenie oficjalnej skargi na biskupa przez urzędującego rektora seminarium?

Na łamach portalu zPleszewa.pl 2 grudnia 2016 r. wypowiadał się na ten temat dyrektor Zespołu Szkół Publicznych nr 1 Janusz Lewandowski. Mówił, że alumn pracował w szkole od września 2016 r. Był lubiany przez uczniów, zapowiadał się na dobrego nauczyciela. Dyr. Lewandowski wyjaśnia jednak: „Zgłosiła się do mnie matka naszego ucznia, którą zaniepokoiła treść wiadomości od naszego katechety do jej syna na Facebooku. W związku z zaistniałą sytuacją podjąłem odpowiednie kroki, m.in. poinformowałem o zdarzeniu proboszcza parafii pw. Ścięcia św. Jana Chrzciciela, organ prowadzący szkołę oraz policję”.

Tu otwórzmy mrożący krew w żyłach nawias. O zgrozo, działo się to wszystko – czego wówczas prawie nikt nie mógł wiedzieć – w tym samym Pleszewie, który cała Polska poznała w filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” i w tej samej parafii pw. Ścięcia św. Jana Chrzciciela, gdzie kilkanaście lat wcześniej ks. Arkadiusz Hajdasz wielokrotnie wykorzystywał seksualnie braci Jakuba i Bartłomieja Pankowiaków.

Reakcje wzorcowe, ale…

„Głos Wielkopolski” podawał, że kleryk został szybko usunięty z kaliskiego seminarium duchownego. Do szkoły przyszła nowa katechetka. W komunikacie odczytanym po niedzielnej Mszy świętej pleszewscy parafianie „usłyszeli, że do planowanych na grudzień tego roku święceń nie dojdzie oraz że w związku z «tą trudną sytuacją» katecheta musiał opuścić kaliskie seminarium duchowne”. Księża poprosili też wiernych o modlitwę w związku z zaistniałym zdarzeniem.

Oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Pleszewie młodszy aspirant Monika Kołaska potwierdziła poznańskim dziennikarzom, że „informacja o zaistniałej w szkole sytuacji wpłynęła do komendy. Sprawdzamy, czy w ogóle doszło do przestępstwa. W chwili obecnej nikt nie usłyszał zarzutów”.

Kaliscy duchowni, z którymi rozmawiam, przyznają, że w 2018 r. pozostawili ks. Górskiego samotnie

W artykule wypowiadał się również rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Kaliszu, ks. dr Piotr Górski. Podkreślił, że „władze seminarium nie dopuszczają do tego, aby na studencie ciążyły takie niejasności” i dodał: „Jak dotąd nie zdarzyło się, by tego typu podejrzenia dotyczyły któregoś z kaliskich kleryków”.

Wydaje się więc, że reakcje były wzorcowe: uczniowie nie dali się zwieść, rodzice zawiadomili szkołę, dyrektor zgłosił sprawę na policję, kleryka odsunięto od planowanych święceń i wyrzucono z seminarium. Tylko że sprawa ma drugie dno.

Biskupie poręczenie?

Ów kleryk, o którym mowa – Krzysztof S. – nie pochodzi bowiem z diecezji kaliskiej. Jak twierdzą moi informatorzy, trafił on do kaliskiego seminarium duchownego za osobistym poręczeniem bp. Edwarda Janiaka. Również później biskup otaczał szczególną troską tego alumna, mimo wiedzy o poważnych podejrzeniach co do jego zachowań.

Przed Kaliszem Krzysztof S. był już w seminarium wrocławskim. Został jednak stamtąd wyrzucony – jak twierdzą moi rozmówcy – ze względu na zachowania homoseksualne. Mimo to został przyjęty do WSD w Kaliszu. Właśnie wtedy pierwszy raz miał za niego poręczyć bp Edward Janiak.  

Jeden z kaliskich księży cytuje opinię byłego rektora, że film „Zabawa w chowanego” to zaledwie jedna piąta tego, co zawarł on w swojej skardze do Watykanu

Chciałem o tę m.in. sytuację spytać rektora kaliskiego seminarium w latach 2012–2015, obecnie profesora UAM, ks. dr. hab. Jana Grzeszczaka. Odpowiedział mi ogólnie. Potwierdził, że złożył rezygnację przed upływem pięcioletniej kadencji rektora, a jednym z motywów były doświadczenia z minionych trzech lat. „Prosząc biskupa o przyjęcie rezygnacji z urzędu, miałem na uwadze rozmaite czynniki, które pojawiły się w trakcie pracy i ostatecznie spowodowały, że doszedłem do wniosku, iż dalsze trwanie na tym stanowisku jest bezproduktywne. Krótko mówiąc, wolałem odejść”.

Były rektor odmówił jednak rozmowy o szczegółach, ze względu na fakt, że „toczy się nadal kościelne postępowanie po tym, jak ks. dr Piotr Górski, mój następca na stanowisku rektora, złożył w Nuncjaturze Apostolskiej w Warszawie skargę na biskupa kaliskiego. W trakcie postępowania, na początku 2018 roku, zostałem jako były rektor poproszony przez metropolitę poznańskiego, abp. Stanisława Gądeckiego, o pisemną opinię na temat przedmiotu skargi ks. Górskiego. Treść mojej opinii jest znana zarówno metropolicie poznańskiemu, jak i urzędnikom Nuncjatury Apostolskiej. Dopóki trwa kościelne postępowanie, nie będę udzielał informacji na ten temat”.

Biskup nakazuje przyjąć podejrzanego kleryka

Po pewnym czasie Krzysztof S. – już jako kaliski alumn – został wysłany przez rektora na urlop dziekański. Spotkałem się z opinią, że urlop ten był częścią działań księży Grzeszczaka (rektora) i Górskiego (jego zastępcy) zmierzających do planowanego usunięcia tego kleryka z seminarium, pomimo protekcji biskupa.

Podczas urlopu dziekańskiego Krzysztofa S., w 2015 r., policja w Długołęce wszczęła, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Oleśnicy, pierwsze śledztwo dotyczące jego podejrzanych zachowań. Gromadzono materiał dowodowy w zakresie czynów z art. 200 § 3 kodeksu karnego (udostępnianie treści pornograficznych osobom poniżej lat 15) oraz 200a § 1 kk (uwodzenie małoletniego poniżej lat 15 z wykorzystaniem systemu teleinformatycznego lub sieci telekomunikacyjnej). Śledztwo zostało jednak umorzone w grudniu 2015 r. Jak wyjaśnia wrocławska policja, stało się tak ze względu na brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa (w pierwszym przypadku) oraz brak ustawowych znamion czynu zabronionego – w odniesieniu do drugiego zarzutu.

Oznacza to, że organy ścigania nie zebrały wystarczająco dużo dowodów na popełnienie przestępstwa. A tłumacząc z prawniczego na polski, uzasadnienie mówiące o braku ustawowych znamion czynu zabronionego oznacza najprawdopodobniej, że doszło do komunikacji Krzysztofa S. z osobą małoletnią, tyle że nie poniżej 15 roku życia.

Po umorzeniu śledztwa urlopowany Krzysztof S. zgłosił się do kaliskiego seminarium. Nowy rektor (od września 2015 r.), ks. Piotr Górski, nie chciał ponownie przyjąć do seminarium kleryka z takim bagażem. Gdy dzisiaj telefonicznie pytam go o tamtą sprawę, potwierdza, że sytuacja miała miejsce, ale uchyla się od rozmowy o szczegółach. Bardziej rozmowni są jednak jego koledzy, którzy w następnych latach bezradnie obserwowali zmagania Górskiego z bp. Janiakiem. To od nich znam dalsze szczegóły rozwoju sytuacji.

Specjalista od łamania sumień

Księża ci opowiadają, że pod koniec stycznia 2016 r. ówczesny rektor seminarium skontaktował się z dolnośląską policją, która prowadziła sprawę Krzysztofa S. Dowiedział się, że w komputerze alumna znaleziono około 400 zdjęć i filmów o charakterze pornograficznym. Relacjonował później swym kolegom, że powiedziano mu, iż śledztwa nie kontynuowano jedynie dlatego, że nie zgłosiła się żadna osoba pokrzywdzona.

Wszystkie te informacje ks. Górski przekazał bp. Janiakowi, który – jak się okazało – dobrze znał sprawę. Biskup sam dodał nawet w rozmowie – czego rektor nie wiedział – że część materiałów pornograficznych w komputerze alumna prezentowała także osoby małoletnie. Mimo to Janiak postanowił dać Krzysztofowi S. jeszcze jedną szansą. Podjął decyzję o przyjęciu kleryka do seminarium po urlopie i przygotowywaniu go do święceń diakonatu.

A może watykańskie młyny wcale tej sprawy nie mielą? Moi kaliscy rozmówcy wiążą wstrzymanie biegu sprawy z regularnymi lipcowymi podróżami bp. Edwarda Janiaka do Watykanu

Wtedy to Górski – który został rektorem nieoczekiwanie, jako zaledwie 33-letni mężczyzna, po rezygnacji ks. Grzeszczaka – zorientował się, że sytuacja robi się niebezpieczna. Opowiadał potem kolegom, że sporządził notatkę o całej sytuacji z odręcznym dopiskiem, iż to bp Janiak podjął decyzję o kontynuowaniu formacji Krzysztofa S., a materiały pornograficzne w komputerze alumna miały charakter pedofilski.

Duchowni z Kalisza wyjaśniają mi, że bp Janiak stosuje metodę powierzania odpowiedzialnych zadań młodym niedoświadczonym księżom, którzy w efekcie później mają się stać posłusznymi i lojalnymi wykonawcami jego woli. Słyszę opinię, że biskup kaliski „jest specjalistą od łamania sumień młodych księży. Obdarowuje zaszczytami młodych duchownych, a potem oczekuje od nich lojalności aż po grób”. Ale z Górskim to się nie udało.

Godzien święceń?

W kolejnych miesiącach biskup miał naciskać na rektora – wręcz zmuszać go – aby szybko dopuścił Krzysztofa S. do święceń diakonatu. Górski stanowczo jednak odmawiał. Jeden z kaliskich księży pamięta rozmowę z rektorem, który z przejęciem podkreślał, że podczas święceń to on przecież ma wypowiedzieć uroczystą formułę: „Po zbadaniu opinii wiernych i po zasięgnięciu rady osób odpowiedzialnych za ich przygotowanie zaświadczam, że uznano ich za godnych święceń”. Czyli bierze na własne sumienie tę decyzję. A jak można zaświadczyć, że godzien święceń jest właściciel pedofilskich zdjęć i filmów pornograficznych?

Upór rektora Górskiego sprawił, że udało się przynajmniej odłożyć święcenia diakonatu Krzysztofa S. na później. Zostały zaplanowane na grudzień 2016 r. Gdy pół roku wcześniej, 25 czerwca 2016 r., w konkatedrze w Ostrowie Wielkopolskim sześciu kleryków zostało diakonami, alumna z zarzutami jedynie oficjalnie przyjęto do grona kandydatów do święceń diakonatu i kapłaństwa. Ostatecznie do zaplanowanych święceń Krzysztofa S. jednak nie doszło, gdyż tuż przed nimi ponownie wpadł w Pleszewie. Wówczas Górski mógł już bez przeszkód usunąć go z seminarium.

Ks. Górski mówi: „Był to dla mnie obowiązek sumienia. Ze względu na to, co już przeszedłem, nie chcę jednak udzielać wywiadów”

Po usunięciu kleryka do rektora WSD przyszła policja, w ramach prowadzonego śledztwa. Górski opowiadał później kolegom, że bp Janiak kazał mu okłamać policję i twierdzić, że Krzysztof S. został dopiero przyjęty do kaliskiego seminarium, więc nikt nie posiadał wiedzy o jego podejrzanych zachowaniach. Rektor powiedział jednak policjantom prawdę i przekazał wszystkie dokumenty. Nieprawdziwa wersja o nieznanym kleryku krążyła jednak wśród kaliskiego duchowieństwa. Proboszcz pleszewskiej fary, ks. Henryk Szymiec, wyjaśniał lokalnemu portalowi internetowemu: „On kończył teologię jako świecki i został przyjęty z pominięciem kilku roczników. Wyszła taka sprawa i takich osób się nie święci”.

Po trzech miesiącach drugie śledztwo w sprawie byłego już kaliskiego alumna, podejrzanego o składanie propozycji seksualnych nastolatkom, zostało umorzone. Stało się to pod koniec lutego 2017 r. – jak informuje policja z Pleszewa – „wobec braku znamion czynu zabronionego”. Być może więc rzeczywiście interwencja rodziców i dyrektora szkoły nastąpiła w Pleszewie szczęśliwie na tyle szybko, że do przestępstwa nie doszło.

Obowiązek sumienia

Sprawa przycichła. Relacje między biskupem a rektorem stały się na pewien czas zewnętrznie poprawne. Ale do czasu.

Koledzy ks. Górskiego wspominają, że jako rektor przeżywał on wówczas rozterki. Dostrzegał coraz więcej nieakceptowalnych działań biskupa, ale najpierw skupiał się przede wszystkim na swoich obowiązkach. Wkrótce jednak dojrzał do konfrontacji. Zaczął dokumentować bulwersujące sytuacje będące efektem działalności bp. Janiaka. Wiedział jednak, że nie ma szans powodzenia na terenie diecezji, bo tam biskup sprawuje władzę niepodzielną.

Udał się więc najpierw – pod koniec roku 2017 – do abp. Stanisława Gądeckiego jako zwierzchnika metropolii poznańskiej, w której skład wchodzi diecezja kaliska. Po wysłuchaniu Górskiego abp Gądecki postanowił poprosić o pisemną opinię poprzedniego rektora, ks. Jana Grzeszczaka, profesora poznańskiego UAM. Nie znam treści tego pisma. Wiem jednak, że Górski mówił kolegom, iż Grzeszczak swoją opinię „napisał jak trzeba”, czyli potwierdził fakty przytaczane przez swego następcę i nie ukrywał prawdy.

Bp Janiak wiedział, że część materiałów pornograficznych w komputerze alumna prezentowała także osoby małoletnie. Mimo to podjął decyzję o przygotowywaniu go do święceń diakonatu

Musiało tak być, bo – jak twierdzą koledzy ks. Piotra Górskiego – za radą abp. Gądeckiego następnym krokiem rektora było przygotowanie obszernej skargi na działania i zaniechania biskupa kaliskiego. Złożył ją w nuncjaturze apostolskiej w Warszawie w lutym 2018 r. Jeden z kaliskich księży cytuje wyrażoną niedawno opinię ówczesnego rektora, że film „Zabawa w chowanego” to zaledwie mniej więcej jedna piąta tego, co zawarł Górski w swoim wystąpieniu.

O czym jeszcze napisał rektor kaliskiego WSD do nuncjatury? Tego jego koledzy nie wiedzą. Żadnemu z nich nie pokazywał przekazanego dokumentu, ani nie opowiadał szczegółów. W rozmowie ze mną ks. Piotr Górski potwierdza fakt złożenia skargi w nuncjaturze. Mówi: „Był to dla mnie obowiązek sumienia”. Wyjaśnia: „Opisane przeze mnie sprawy dotyczyły zaniedbań biskupa kaliskiego, w tym niewłaściwego reagowania na przypadki wykorzystywania seksualnego osób małoletnich przez księży i tolerowania aktywnego homoseksualizmu wśród duchownych. Ze względu na to, co już przeszedłem, nie chcę jednak udzielać wywiadów”.

Pół roku piekła

Księża kaliscy opowiadają, że wkrótce po złożeniu skargi przez ks. Górskiego w nuncjaturze o sprawie poinformowany został bp Janiak. Nie wiedział jednak, kto jest autorem pisma. Gdy wezwał do siebie rektora seminarium, ten wykazał się godną podziwu odwagą. W bezpośredniej rozmowie z biskupem przyznał, że to on złożył na niego skargę.    

Wtedy rozpętało się piekło. Koledzy Górskiego opowiadają, że przez kolejne miesiące ks. Piotr był regularnie mobbingowany przez biskupa. Jak to w sytuacji mobbingowej, Janiak nie chciał wyrzucić Górskiego z seminarium, lecz usiłował zmusić go do złożenia rezygnacji. Rektor był upokarzany przy świadkach. Ks. Górski wytrwał w takiej atmosferze na stanowisku rektora do września 2018 r. Wtedy ostatecznie złożył dymisję i musiał opuścić seminarium.

Równocześnie skarga, złożona przez Górskiego w lutym 2018 r. w nuncjaturze, kilka tygodni później trafiła do Kongregacji ds. Biskupów. Prawdopodobnie stało się to w kwietniu 2018 r., gdyż po otrzymaniu skargi nuncjatura apostolska uzupełniała jeszcze dokumentację o inne materiały dotyczące bp. Janiaka – z czasu, gdy był biskupem pomocniczym we Wrocławiu. Od kwietnia 2018 r. do dziś mielą tę sprawę powolne watykańskie młyny.

Kaliskim klerykom, rzecz jasna, nikt nie wytłumaczył, dlaczego obaj poprzedni rektorzy są obecnie niemile widziani w seminarium duchownym, którym kierowali

Ks. Górski mówił kolegom, że nie spodziewa się żadnej oficjalnej informacji o losach swego wniosku, gdyż dano mu do zrozumienia, że ciąg dalszy sprawy toczyć się ma już tylko między kongregacją i nuncjaturą a biskupem. On sprawę zgłosił, ale wedle prawa kanonicznego nie jest jej stroną, więc informowany nie będzie.

A może watykańskie młyny wcale tej sprawy nie mielą? Były rektor wspomniał raz kolegom, że nieoficjalnie zdołał dowiedzieć się, iż w pierwszej połowie roku 2018 jego skarga była sprawnie procedowana w watykańskiej kongregacji, po czym latem wszystko stanęło w miejscu. Moi kaliscy rozmówcy wiążą ten fakt z regularnymi lipcowymi podróżami bp. Edwarda Janiaka do Rzymu i Watykanu.

Administrator, nie proboszcz

Odejście z seminarium nie było końcem kłopotów ks. Górskiego z biskupem. Koledzy rektora opowiadają, że w nowej sytuacji Janiak zmienił strategię: po złożeniu dymisji przez Górskiego oskarżył go o porzucenie urzędu rektora i groził nałożeniem nań suspensy.

W tej sytuacji Górski wziął rok urlopu. Do czerwca 2019 r. mieszkał jako ksiądz „bezprzydziałowy” w kaliskim domu księży emerytów. Bp Janiak dążył do pozbycia się go z diecezji. Poinformował Górskiego, że nie widzi dla niego miejsca w diecezji, więc ten powinien wyjechać za granicę. Oczekiwał jednak, żeby były rektor sam napisał prośbę o wyjazd. Duchowny stanowczo odmawiał. Kolegom wyjaśniał, że w jego sytuacji byłaby to ucieczka. W końcu poprosił więc biskupa o skierowanie do pracy na terenie diecezji.

Od lipca 2019 r. ks. Górski – doktor teologii dogmatycznej, po Uniwersytecie Opolskim – został rezydentem w parafii Miłosierdzia Bożego w Kaliszu, a potem wikarym w tej samej parafii. Gdy w listopadzie 2019 r. zmarł proboszcz w Tursku, bp Janiak mianował Górskiego administratorem tej parafii (to wieś licząca 500 mieszkańców).

Ks. Górski udał się najpierw do abp. Gądeckiego jako metropolity poznańskiego. Następnie, za jego radą, złożył skargę na swojego biskupa do nuncjatury

Trzeba tu wyjaśnić istotną różnicę między proboszczem a administratorem. Z punktu widzenia parafian jest ona niezauważalna, gdyż zakres obowiązków w obu przypadkach jest identyczny – ale całkowicie inaczej wygląda to od strony księdza. Odmienne są bowiem uprawnienia. Administratora biskup może w każdej chwili odwołać i skierować do innej pracy, zaś proboszcz jest chroniony przed biskupią samowolą przez prawo kanoniczne. Może być odwołany i przeniesiony, ale tylko po spełnieniu określonych procedur. Zasadniczo administratorów mianuje się tymczasowo w szczególnych okolicznościach, takich jak np. konieczność czasowego odsunięcia proboszcza czy jego długa choroba uniemożliwiająca pełnienie funkcji. W praktyce jednak biskupi mianują często administratorami tych księży, którym jakieś zadania powierzyć muszą, ale nie chcą dać im uprawnień proboszczowskich.

Tak jest właśnie w przypadku ks. Górskiego. Nie ma bowiem żadnego nadzwyczajnego powodu, dla którego miałby on nie zostać proboszczem – poprzedni proboszcz zmarł, a Górski gorliwie wykonuje obowiązki kustosza sanktuarium maryjnego w Tursku. Koledzy ks. Piotra wskazują zresztą, że księża dużo młodsi od niego stażem są już proboszczami.

Dodają też, że Piotr dobrze działa w Tursku, ale równocześnie cały czas czeka na jakąś reakcję z Watykanu. I nie może zrozumieć, dlaczego po ponad dwóch latach sprawa wciąż znajduje się w martwym punkcie. Jednemu z księży Górski powiedział: „Gdybym oskarżał biskupa, że jest pedofilem, to by poszło szybciej. A opieszałość i zaniedbania trudno udowodnić”.

Jak nietrudno się domyślić, ani ks. Górski, ani ks. Grzeszczak nie prowadzą obecnie wykładów w kaliskim seminarium duchownym. Klerykom, rzecz jasna, nikt nie wytłumaczył, dlaczego obaj poprzedni rektorzy są obecnie niemile widziani w kościelnej instytucji formacyjnej, którą kierowali. Ks. Górski nie jest zapraszany nawet na oficjalne uroczystości…

Dlaczego? Czy? Czy? Czy?

Pytań bez odpowiedzi nasuwa się tu dużo więcej niż te przytoczone na początku tekstu. Dlaczego w Kościele – który ma być dla świata sakramentem zbawienia – w ogóle możliwe jest, że przez ponad dwa lata nie jest ostatecznie wyjaśniona sprawa tak przecież rzadka, jak złożenie oficjalnej skargi na biskupa przez urzędującego rektora seminarium? Przecież tylko albo jeden, albo drugi ma rację… Czy to możliwe, żeby biskupowi kaliskiemu udało się zatrzymać bieg sprawy prowadzonej przeciwko niemu w watykańskiej kongregacji?

Trzeba jednak pytać także o inne osoby. Czy metropolita poznański, który zachęcał ks. Górskiego do pisania skargi, w jakikolwiek sposób wspierał jego wniosek w Watykanie? Albo czy przynajmniej próbował wyjaśniać, dlaczego sprawa wciąż stoi w miejscu? Czy takie działania podejmował nuncjusz apostolski w Polsce, który w tej sprawie podobno nie ograniczył się – jak w innych – do roli listonosza? Jeśli takie działania podejmowali, to kto blokował badanie sprawy w Watykanie?

I wreszcie: Czy watykańskie młyny nadal nic by nie robiły w sprawie biskupa kaliskiego, gdyby nie film „Zabawa w chowanego” i będące jego efektem zawiadomienie złożone w nuncjaturze przez abp. Wojciecha Polaka, prymasa Polski? Czy obecnie Kongregacja ds. Biskupów przekazała swoją dokumentację dotyczącą bp. Janiaka abp. Gądeckiemu, który jako metropolita poznański prowadzi teraz dochodzenie wstępne w sprawie diecezji kaliskiej? Czy to dochodzenie uwzględnia także wydarzenia i sytuacje, o których w 2018 r. pisał do Watykanu ks. Górski?

A cisną się także kolejne pytania. Czy właściwa jest obecna decyzja Kongregacji ds. Biskupów o powierzeniu prowadzenia dochodzenia wstępnego metropolicie poznańskiemu, skoro skarga na bp. Janiaka złożona ponad dwa lata wcześniej powstała za zachętą abp. Gądeckiego? Czy biskup kaliski – który, jak widać, chwyta się wszelkich możliwych działań w swojej obronie – nie będzie miał podstawy do zarzucenia stronniczości metropolicie poznańskiemu? Art. 12 par. 6 motu proprio „Vos estis lux mundi” stanowi przecież, że „metropolita jest zobowiązany działać bezstronnie i bez konfliktu interesów”. Czy nie ma ryzyka, że taki a nie inny sposób procedowania sprawi, iż rozpatrywanie sprawy wydłuży się ze względu na formalne odwołania oskarżonego?

Ale patrząc z drugiej strony: dlaczego abp Gądecki podjął się obecnie prowadzenia dochodzenia w sprawie biskupa Janiaka? W „Vos estis lux mundi” jest przecież zawarta wyraźna wskazówka: „Ilekroć [metropolita] uważa, że zachodzi konflikt interesów lub nie jest w stanie zachować niezbędnej bezstronności w celu zagwarantowania rzetelności dochodzenia, zobowiązany jest powstrzymać się od działania i zgłosić tę okoliczność do dykasterii kompetentnej”. A może – po dwóch latach bezczynności watykańskiej kongregacji – abp Gądecki już nie dowierza w jej rzetelność i wolę wyjaśnienia sprawy, więc postanowił sam doprowadzić do końca to, do czego zachęcał ówczesnego rektora z Kalisza?

Kto będzie pozytywnym bohaterem?

W diecezji kaliskiej panuje opinia, że biskup Janiak zdaje sobie sprawę, jak bardzo niebezpieczna jest dla niego skarga byłego rektora seminarium. Jeden z księży opowiada mi, że uczestniczył w spotkaniu rejonowym duchowieństwa z biskupem. Gdy Janiak zobaczył tam Górskiego, który przyjechał na to spotkanie jako wikary z Kalisza, powiedział ni stąd, ni zowąd, że nigdy nie zmuszał rektora do święcenia kogokolwiek. Górski nie zareagował. Pozostali uczestnicy – również. Ale po spotkaniu kilku księży podeszło do Górskiego, mówiąc, że to skandal, aby biskup publicznie kłamał.

Kaliscy duchowni, z którymi rozmawiam, przyznają, że w 2018 r. pozostawili Górskiego samotnie. Niektórzy wtedy w ogóle nie wiedzieli, o co chodzi w sporze. A ci, którzy wiedzieli, przyznawali mu rację, ale im samym brakło odwagi, by wspólnie z rektorem stanowczo powiedzieć „nie!”. Niektórzy mieli z tego powodu poważnego moralnego kaca.

Zapewne właśnie dlatego sprawa ks. Górskiego została przywołana na pamiętnym zebraniu Rady Kapłańskiej Diecezji Kaliskiej po premierze filmu „Zabawa w chowanego”, 25 maja 2020 r. Gdy biskup pomocniczy Łukasz Buzun przedstawił księżom do podpisania list poparcia dla biskupa Janiaka, zaprotestowało kilkunastu duchownych.

Już w pierwszym głosie padło nazwisko byłego rektora jako przykład niewyjaśnionych działań biskupa – co uniemożliwia podpisywanie listu w obronie hierarchy. Jeden z następnych mówców stwierdził, że właściwie nigdy bp Janiak nie przedstawił kaliskiemu duchowieństwu powodów odejścia rektora seminarium. Padła też opinia, że biskup niszczył ks. Górskiego. Jak ujawniliśmy na łamach Więź.pl, ostatecznie Rada Kapłańska odmówiła wtedy podpisania przedstawionego jej listu poparcia dla bp. Janiaka i uzgodniła wystosowanie innego pisma do papieża Franciszka – z prośbą o wyjaśnienie postawionych biskupowi zarzutów i zapewnieniem o modlitwie za sytuację w diecezji.

Skarga na biskupa kaliskiego złożona przez ks. Piotra Górskiego leży w Watykanie już ponad dwa lata. A za niecałe dwa lata diecezja kaliska będzie obchodziła 30. rocznicę utworzenia. Być może już ktoś w diecezji otrzymał zadanie napisania i wydania z tej okazji okolicznościowej książki. Nie da się w tej publikacji przemilczeć historii, która w niniejszym artykule trafia do opinii publicznej. Tylko kto będzie tam pozytywnym bohaterem – „fałszywie oskarżany” i atakowany przez „wrogów Kościoła” bp Edward Janiak czy może jednak samotnie walczący o oczyszczenie Kościoła ks. Piotr Górski?

Przeczytaj również: „Jak to się robiło w diecezji kaliskiej (1)”