Niezależnie od przyczyn zewnętrznych proces przyspieszonej laicyzacji znajduje podatny grunt w samym wnętrzu polskiego Kościoła. A to dlatego, że nasz katolicyzm rozmija się z nurtami odnowy Kościoła, które zostały zaproponowane na II Soborze Watykańskim.

Nie twierdzę bynajmniej, że nic się nam nie udało. Zdecydowanie nie mam aż tak negatywnej oceny recepcji II Soboru Watykańskiego w Polsce. Z jednej strony: ruch solidarnościowy, pokojowe obalenie komunizmu, powstanie zaangażowanych społecznie i politycznie grup inteligencji katolickiej, wspieranie dialogu środowisk o różnym światopoglądzie pod egidą komunistycznej opozycji. Z drugiej: rozwój ruchów kościelnych, sukces „oazy”, liczba powołań, także misyjnych, duszpasterstwa akademickie i młodzieżowe przy parafiach, rozwój wydziałów teologicznych na uniwersytetach państwowych, przeciętnie poprawne, a czasami bardzo wysokie standardy muzyki kościelnej oraz odnowy liturgicznej. Te wszystkie przykłady nie pozwalają na czarnowidztwo w ocenie przeszłości. Każdy z nich niesie jednak ze sobą zaangażowanie intelektualne osób odpowiedzialnych za taki, a nie inny kształt polskiego katolicyzmu.

Właśnie ta lista naszych sukcesów pokazuje, że nawet jeśli wobec Vaticanum II nie mieliśmy w przeszłości powszechnego entuzjazmu, to podstawowe jego założenia były stopniowo w Polsce przyjmowane i wprowadzane w życie. Nie na najgłębszym poziomie – czego oczekiwałoby się chociażby od teologii czy od stylu sprawowania władzy kościelnej – ale mimo wszystko w sposób zadowalający i generujący wspomniane powyżej pokojowe ruchy społeczne oraz duszpasterskie ożywienie wspólnotowe. Może nie popełniliśmy przez to błędów będących udziałem tych, którzy na Zachodzie zrobili to zbyt pospiesznie i powierzchownie.

Mocna jest w Polsce wiara, że w sytuacji narastającego pluralizmu światopoglądowego to siły partyjne są w stanie ocalić autorytet instytucji Kościoła i jej społeczne wpływy

Dzisiaj jednak zanika to, co było naszą mocną stroną w przeszłości. Przestajemy cenić utrzymywanie standardów teologii europejskiej, a nawet nie staramy się ich nadgonić. Nie wracamy do tekstów soborowych, nie uznajemy ich wartości. Powołujemy się nieustannie na zagrożenie płynące z hermeneutyki nieciągłości, przed którą przestrzegał Benedykt XVI. Zamiast rozwijać Kościół w duchu soboru, zaczynamy utwierdzać się w przekonaniu o wyjątkowości polskiego katolicyzmu i stawiamy opór nawet wobec reform proponowanych przez najnowsze synody powszechne i papieża Franciszka.

Umacniamy się na drodze teologicznego i duszpasterskiego regresu, pokładając nadzieję w politycznym aliansie z siłami partyjnymi. Wierzymy, że właśnie one są w stanie ocalić autorytet instytucji Kościoła i jej społeczne wpływy w sytuacji narastającego pluralizmu światopoglądowego oraz liberalizacji zasad obyczajowych. Właśnie dlatego – niezależnie od przyczyn zewnętrznych – ów proces niesłychanie przyspieszonej laicyzacji znajduje podatny grunt w samym wnętrzu polskiego Kościoła.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, lato 2020

Więź, lato 2020

Kup tutaj