Dziś jest czas, aby Kościół i jego pasterze jasno i bez kunktatorstwa wezwali do poszanowania naszych sióstr i braci.

„Brońmy rodziny przed tego rodzaju zepsuciem, deprawacją, absolutnie niemoralnym postępowaniem. Brońmy nas przed ideologią LGBT i skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym i skończmy wreszcie z tą dyskusją”. 

„Nie po to, proszę państwa, pokolenie moich rodziców, przez 40 lat walczyło, żeby wyrzucić ideologię komunistyczną ze szkół, żeby nie można jej było wciskać dzieciom, żeby nie można było prać mózgów młodzieży, indoktrynować ich, młodych ludzi, dzieci, żołnierzy w wojsku, w organizacjach młodzieżowych nie po to walczyli, żeby przyszła inna ideologia, jeszcze bardziej niszcząca dla człowieka. Ideologia, która pod frazesami szacunku i tolerancji ukrywa głęboką nietolerancję”.

„Próbuje się nam, proszę państwa, wmówić, że to ludzie, a to jest po prostu ideologia”.

Tyle cytatów na początek, pewnie można by podobnych przytoczyć wiele więcej. Pierwszy wyraża opinię polskiego prawnika, doktora habilitowanego nauk prawnych, adiunkta Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, od 2015 do 2019 r. wojewody lubelskiego, posła na Sejm IX kadencji Przemysława Czarnka. Drugi i trzeci to słowa prezydenta Rzeczpospolitej Andrzeja Dudy.

„Zgroza! Zgroza!” – ten okrzyk, wprost z conradowskiego „Jądra ciemności”, ciśnie się na usta. Na katolickim uniwersytecie noszącym imię Jana Pawła II pracuje, wykłada, kształtuje poglądy młodych ludzi, osoba, której wizja świata i człowieka pozostaje w tak zasadniczej sprzeczności z tym, co głosił papież.

Przypomnijmy jego słowa: „Istnieją uniwersalne prawa człowieka, zakorzenione w naturze osoby, w której znajdują odzwierciedlenie uniwersalne i niezbywalne wymogi powszechnego prawa moralnego. Prawa te nie są bynajmniej abstrakcyjnymi formułami, ale przeciwnie – mówią nam coś bardzo ważnego o konkretnym życiu każdego człowieka i każdej grupy społecznej. […] Poważne zaniepokojenie budzi fakt, że niektórzy zaprzeczają dziś powszechności ludzkich praw, podobnie jak zaprzeczają istnieniu wspólnej wszystkim ludzkiej natury”.

Czas przypominać te słowa, szczególnie tym, którzy wspierając się na autorytecie Kościoła, uczestniczą w kampanijnych spektaklach nienawiści. Trzeba pewnie je przypomnieć również wielu biskupom tradycyjnie zachowującym milczenie wtedy, gdy trzeba krzyczeć…  

Czy da się tak łatwo rozdzielić osobę od wszystkiego co ją kształtuje? Czy nienawiść do mniemanej „ideologii” nie prowokuje nienawiści do tych, którzy są z nią kojarzeni?

Mam dwa skojarzenia. Pierwsze z zakresu filozofii polityki: świadomie lub nie, elity dziś rządzące podążają szlakiem poglądów Carla Schmitta, który kreował „polityczność” świata budowanego na figurze wroga. „A więc co pozostanie? Pozostaną wróg i przyjaciel. Pozostanie możliwość ich rozróżniania. Distinguo ergo sum” – pisał. To specyficzna wizja świata, od dawna inspirująca środowiska prawicy w Polsce, usprawiedliwiająca brutalność czynów i gestów, legitymizująca negację praw „wroga”, wszak: „Spotęgowana wrażliwość oznacza spotęgowaną wrogość i spotęgowaną potencję wrogości”.

Nie wiem, czy poseł Czarnek i prezydent Duda są świadomi, czyim śladem podążają. Wątpię, ale przecież wpisują się w wizję świata skrajnie sprzeczną z zasadami liberalnej demokracji. Atmosfera kampanii pozostaje w obszarze schmittowskiej logiki, w ramach której o przyjaciołach właściwie nie ma mowy, istotny jest wróg, mało tego, „państwo” ma właściwie wolną rękę we wskazywaniu swojego „wroga”, zewnętrznego, a zwłaszcza wewnętrznego – może nim zostać właściwie każdy.

Jestem daleki od sugerowania, że obecna władza wykazuje skłonności totalitarne, ale przecież kreuje obraz wroga, zmistyfikowanego, pozornie wszechobecnego, groźnego bo ukrytego. To jest charakterystyczne dla rzeczywistości totalitarnej – budowanie obrazu wroga, tym groźniejszego, bo niewidocznego, ukrytego, zakamuflowanego. Komuż, wobec takiego zagrożenia, ma zwykły człowiek powierzyć los swój i swoich dzieci, jak nie tym, którzy tego wroga zidentyfikowali, nazwali i wiedzą jak go zwalczać? Metoda nienowa – ograniczać wolność w imię bezpieczeństwa. Skuteczna, nawet jeśli owo bezpieczeństwo nie jest niczym zagrożone. Już to przećwiczyliśmy kilka lat temu, podczas kryzysu uchodźczego.

Drugie skojarzenie ma charakter historyczny: marsz do władzy za sprawą rozbudzania demonów tkwiących głęboko w duszy Polaka. Wypisz wymaluj marzec 1968 r. i antysemicka propaganda komuno-faszystowskiej grupy „moczarowców”, wsparta przez Władysława Gomułkę. Źródło nieszczęścia wielu ludzi wypędzonych z kraju z „dokumentem podróży”, podróży w jedną stronę. Ci „syjoniści” również mieli zagrażać polskim rodzinom, szerzyć kosmopolityczne hasła, sprzeczne z duchem zdrowego polskiego patriotyzmu. „Jest ONR-u spadkobiercą partia” – piał wówczas Czesław Miłosz. Ciekawe co napisałby dziś? Wtedy, podobnie jak teraz, ofiary fali nienawiści nie znalazły wsparcia w Kościele. Biskupi milczeli, nie chcąc się angażować w coś, co w ich mniemaniu było zaledwie przejawem sporu wewnątrz PZPR. Ci, którzy cierpieli, byli w jakimś sensie „obcy”, nie należeli do wspólnoty Kościoła. To usprawiedliwiało kunktatorskie i pozbawione ewangelicznej szczerości milczenie. 

Cała ta kampanijna narracja jest niby prosta: „LGBT to nie ludzie, to ideologia”. Ma to pozornie świadczyć, że walczy się ze zjawiskiem, a nie z człowiekiem. Niby pozostaje to w zgodzie z nauczaniem Kościoła i tak zapewne sądzi spora część hierarchów, którzy milczą dziś wobec rozlewającej się fali nienawiści. Ale czyż nie jest to wygodny pretekst usprawiedliwiający grzech zaniechania? Czy da się tak łatwo rozdzielić osobę od wszystkiego co ją kształtuje? Czy nienawiść do mniemanej „ideologii” nie prowokuje nienawiści do tych, którzy są z nią kojarzeni?

Jakiż to łatwy sposób poradzenia sobie z własnym sumieniem, które powinno wołać o reakcję. Dziś jest czas, aby Kościół i jego pasterze, inaczej niż było to przed półwieczem, jasno i bez kunktatorstwa, wezwał do poszanowania naszych sióstr i braci, bo walka z „ideologią LGBT” jest tak naprawdę uderzaniem w ich godność i człowieczeństwo.