W ostatnich latach jedną z najważniejszych form porządkowania sieci muzeów staje się przypisywanie ich do jednego z dwóch obozów. „Nasze” muzea buduje się przeciw „ich” muzeom.

W opisie tych konfliktów dominuje język militarny. Mówi się o „walce”, „wojnach” czy „bitwach”, o „odbijaniu”, „przejmowaniu” czy „odzyskiwaniu” muzeów. (…)

Słowem kluczem, chętnie używanym przez obydwie strony konfliktu, staje się „zamiast”, wokół którego budować można eleganckie konstrukcje uwodzące pozorem symetrii. Obce nam muzea są zawsze „finansowane zamiast” innych „bardziej potrzebnych” czy „bardziej polskich”. W ten sposób władza krytykuje muzea przedstawiające „niepolski punkt widzenia” czy „kosmopolityczną narrację”, w przeciwieństwie do „polskiej wersji historii” czy „historii narodowej”. Opozycja natomiast pisze o finansowaniu wizji nacjonalistycznej czy wręcz ksenofobicznej zamiast ujęć „bardziej nowoczesnych”, „Europejskich”, „wypracowanych w szerokim konsensusie” przez „międzynarodowe autorytety”.

Oto na przykład dziennikarze „Gazety Wyborczej” oburzają się wysokością ministerialnego dofinansowania dla toruńskiego muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II, za którego budową stoi przedsiębiorczy redemptorysta Tadeusz Rydzyk. Zarzucają przy tym ministrowi kultury Piotrowi Glińskiemu, że działa, „jakby nie pamiętał o muzeum pod kopułą Świątyni Opatrzności”. Z tym że kiedy Ministerstwo zadeklarowało dofinansowanie tegoż muzeum, „Gazeta Wyborcza” oponowała jeszcze głośniej, pisząc o „olbrzymiej dotacji ministra na muzeum w Świątyni Opatrzności Bożej”. Nawet bardziej pouczający od samych artykułów jest festiwal komentarzy zamieszczonych pod ich elektronicznymi wersjami. „Tych nędznych 6 milionów to rzekomo taka wielka darowizna? – oponuje jeden z komentujących – […] A może dla porównania zostaną podane do wiadomości kwoty, które poszły z publicznej kasy na muzeum Żydów w Warszawie?”.

Chcąc zrozumieć współczesne muzea historyczne, warto więc pytać nie tylko o ich inspirację, misję, zakres tematyczny, lecz także o to, „przeciw komu” są budowane

Jeszcze dobitniej rzecz ujmuje autor pewnego prawicowego bloga, któremu z różnych powodów nie będę w tym miejscu robił reklamy: „Pamiętajmy, że mówimy tu o 6 milionach przeznaczonych na upamiętnienie dwóch wielkich i wybitnych Polaków. Czym była ta kwota w porównaniu ze 180 milionami wydanymi z naszych podatków na uczczenie polskich Żydów? A teraz przejdźmy do skromnego Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej. Wybudowano je za 8 milionów złotych. Z jakim przyjęciem się ono spotkało?”

I wreszcie podsumowanie – finansując obce nam kulturowo i politycznie muzeum Polin my, Polacy, „zapłaciliśmy za sznur, na którym nas wieszają”.

Chcąc zrozumieć współczesne muzea historyczne, warto więc pytać nie tylko o ich inspirację, misję, zakres tematyczny, lecz także o to, „przeciw komu” są budowane. Sens muzeów coraz częściej tworzy się bowiem w paradoksalnym zapleceniu, w ramach którego żeby ustalić własną tożsamość, przeglądamy się nieustannie w oczach „wroga” czy „obcego”.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, lato 2020

Więź, lato 2020

Kup tutaj