Jeśli wielu wiernych nie wróciło jeszcze do kościołów, to ze względu na swoją rozwagę i ostrożność, a nie z powodu duchowej oziębłości – pisze ks. Grzegorz Michalczyk, krajowy duszpasterz środowisk twórczych, w odpowiedzi na ankietę KAI o Kościele w Polsce wobec pandemii koronawirusa.

Czy epidemia COVID-19 pokazała/uświadomiła/ujawniła jakąś prawdę o Kościele w Polsce? Czy pokazała coś ważnego? Czy ten obraz skłania do zadowolenia czy raczej niepokoju?

– Trudno pisać o epidemii w czasie przeszłym. Wbrew zachętom, by czym prędzej w dawnej formie „odmrażać” duszpasterstwa parafialne, epidemia trwa nadal i wiele jeszcze przed nami.

Niewątpliwie obecna sytuacja objawiła pewną kościelną niefrasobliwość w podejściu do zagrożenia. Mimo reakcji wielu biskupów apelujących o rozwagę i odpowiedzialność, praktyka duszpasterska szła często własnym torem. Komunia św. udzielana raz do ręki, raz do ust, brak dezynfekcji konfesjonału, przekraczanie obowiązującego limitu wiernych, lekceważenie procedur sanitarnych, aktualnie – noszenia maseczek itp. Nierzadko z ironią wobec „wyimaginowanego” zagrożenia.

Niewątpliwie obecna sytuacja objawiła pewną kościelną niefrasobliwość w podejściu do zagrożenia

Sami księża nieraz dawali przykład takiego lekceważenia; vide: wypowiedzi – nawet profesorskie – o niemożności przeniesienia wirusa kapłańskimi rękami, tudzież o oczyszczającej (także w antywirusowym sensie) mocy eucharystii. Łatwość przyjmowania przez wiernych podobnych argumentów świadczyć może o obecnych wciąż w nas pokładach magicznego myślenia z chrześcijaństwem nie mających nic wspólnego. Pozytywnym aspektem jest niewątpliwie ukazanie wagi, jaką w naszym społeczeństwie przywiązuje się do praktyk religijnych. Temat wprowadzonych w kościołach, a nie spotykanych do tej pory ograniczeń był przecież jednym z najgoręcej dyskutowanych i przeżywanych problemów. Co świadczy o realnym przywiązaniu do obrzędów religijnych.

Negatywnie oceniałbym brak jedności wśród biskupów w kwestii wprowadzenia ujednoliconych w całej Polsce (i poprzednio i obecnie) rozwiązań prawnych na czas epidemii. Duże rozbieżności w tym zakresie (dyspensy, dyspozycje, zachęty) wciąż powodują niemało zamieszania wśród wiernych.

Czy okres izolacji, związany nieuchronnie z przeżywaniem liturgii w domu, mógł wpłynąć na pogłębienie wiary i oczyszczenie jej z pewnych zbędnych elementów, czy grozi raczej oddaleniem, uśpieniem, skłonnością do pozostania na wygodnej kanapie?

– Sądzę, że czas „izolacji” wielu wiernym pomógł oczyścić swoja wiarę. Przede wszystkim stawiając pytania o motywację. Oto w czasie obowiązującej dyspensy, związanej z niemożnością uczestniczenia w liturgii, ukazywały się rzeczywiste intencje i pragnienia. Nie muszę już „pod karą grzechu” być na mszy. Czy nie będąc obligowanym przez prawo, odkrywam w sobie pragnienie głębszego przeżycia niedzieli? Czy będę korzystać regularne z transmisji liturgii w mediach tradycyjnych i społecznościowych (choć nie jest to konieczne do skorzystania z dyspensy)?

Co ciekawe, ogromnym powodzeniem cieszyły się media społecznościowe lokalnych parafii i kościołów. Jeśli ktoś mógł (tzn. umiał posługiwać się internetem), często wybierał właśnie transmisję ze swojego (albo ulubionego i odwiedzanego wcześniej) kościoła, podtrzymując w ten sposób więź z lokalną wspólnotą.

Uświadamiano sobie, że rodziny są „domowymi kościołami”, że niesie się odpowiedzialność za wiarę także wtedy, gdy nie można (jak to jest w wielu regionach na świecie) uczestniczyć w eucharystii

Ciekawym faktem było to budowanie wspólnoty „na odległość”, czemu służyły też pozdrowienia, życzenia pokoju i inne reakcje zamieszczane w postach pod transmisjami. Przede wszystkim jednak była to okazja do uświadomienia sobie własnej, wynikającej z chrztu, godności kapłańskiej. Uświadamiano sobie, że rodziny są „domowymi kościołami”, że niesie się odpowiedzialność za wiarę także wtedy, gdy nie można (jak to jest w wielu regionach na świecie) uczestniczyć w eucharystii. Z czasem rodziła się tęsknota za realnym uczestnictwem i innym, niż wyłącznie duchowe korzystaniem z sakramentów.

Odnoszę wrażenie, że – wbrew wyrażanym czasem obawom – nie grozi nam sytuacja odejścia od uczestnictwa w niedzielnej liturgii na rzecz transmisji w mediach. Jeśli wielu wiernych nie wróciło jeszcze do kościołów, to ze względu na swoją rozwagę i ostrożność, a nie z powodu duchowej oziębłości. Ciekawym zjawiskiem (nierzadko podjętym spontanicznie, bez uprzednich próśb) była „wirtualna” taca. W trudnej ekonomicznie (także dla Kościoła) sytuacji wielu wiernych korzystało z parafialnych kont bankowych, by wspierać swoje kościoły.

Czy okres ten zaowocował jakimiś nowymi inicjatywami ewangelizacyjnymi, będącymi w Księdza polu widzenia?

– Niewątpliwie jedną z nowych inicjatyw było powszechne wykorzystanie mediów społecznościowych dla posługi duszpasterskiej. Nawet najmniejsze parafie starały się przeprowadzać transmisje (zwłaszcza ze sprawowanego w pustych kościołach Triduum Paschalnego). Kto wie, komu bardziej te inicjatywy były potrzebne – wiernym, czy księżom, którzy znaleźli się (pierwszy raz w swoim życiu) w stanie swoistego zawieszenia i pustki, stając wobec pytania o sens i potrzebę swojej posługi. Rodząca się tęsknota za wspólnymi celebracjami była tu wzajemna.

KAI