Dla wszystkich zmęczonych kościelną rzeczywistością filmowy portret ks. Adama Bonieckiego może być wytchnieniem.

Jedna z ostatnich scen filmu „xABo” Aleksandry Potoczek pokazuje ks. Adama Bonieckiego modlącego się w ciszy, w półmroku pustej kaplicy. Z offu słyszymy jego głos. Wymienia, w jakiego Boga nie wierzy – w takiego, który „czyha, by przyłapać człowieka na grzechu czy słabości” i „zapala czerwone światło, gdy ten się cieszy”, „niezdolnego do uśmiechu nad jego wieloma pomyłkami”, który „bawi się w potępianie”, „ferującego wyroki, trzymając kodeks karny w ręku”, który „nigdy nie płakał nad człowiekiem” i którego „nie ma tam, gdzie ludzie darzą się miłością”.

Reżyserce udaje się tu dotknąć duchowego profilu swojego bohatera, a to nie lada osiągnięcie! Może zresztą ta scena i ta modlitwa to klucz do zrozumienia fenomenu księdza Bonieckiego?

Potoczek nie próbuje pokazać biografii jednego z najbardziej znanych duchownych w Polsce, i słusznie. Jej dokument to popis możliwości gatunku, swoisty portret w drodze – całkiem dosłownie; kamera dyskretnie towarzyszy księdzu głównie w jego podróżach po kraju i spotkaniach z czytelnikami (uznanie dla twórców, że po wielu próbach udało im się nakłonić do tego marianina). Tylko tyle, i aż tyle. Pomysł – wydawałoby się – banalnie prosty, osiągnięty jednak efekt jest wyśmienity.

Ks. Adam Boniecki
Ks. Adam Boniecki w filmie „xABo”, reż. Aleksandra Potoczek. Fot. Grażyna Makara / materiały prasowe Gutek Film

Dzięki takiej koncepcji dokumentu dotykamy czegoś szalenie intymnego. Filmowi wspaniale udaje się wyłapać to, że Boniecki – jeśli można tak to określić – realizuje swoje „bycie księdzem” przede wszystkim w osobistych spotkaniach. Gromadzi tłumy, to prawda, ale spełnia się głównie w rozmowach w cztery oczy. Nie chodzi nawet o słowa, które wypowiada (właściwie na ekranie powtarza nieraz to, co już napisał w felietonach i powiedział w wywiadach), ale o jego sposób bycia, szalenie otwierający innych. Niezwykle wypada scena, gdy podchodzi do niego pracownica zakładu fryzjerskiego i po prostu pyta, co należy zrobić, by „żyć dobrze” (warto odnotować odpowiedź: „Podstawa to pogodzić się samemu ze sobą”). Albo ta, w której spotkany w dworcowej poczekalni mężczyzna szczerze dzieli się z księdzem bólem po stracie matki.

Zauważmy, osoby te otwierają się przed człowiekiem, którego nie znają, którego widzą pierwszy raz w życiu. Dlaczego? Wydaje się, że po prostu Boniecki wyraża – jak to zauważył już kilka lat temu Zbigniew Nosowski po tłumnym spotkaniu w Muzeum Polin – jakąś tęsknotę za mistrzem, autorytetem, przewodnikiem, za kimś, kto powie nam, po co to wszystko (oczywiście ksiądz Boniecki nie odpowie wprost, pewnie nawet krzywi się na takie oczekiwania).

Portret redaktora seniora „Tygodnika Powszechnego” w dokumencie Polaczek mieni się wieloma barwami. Jest melancholijny – wypowiedzi księdza Adama zawierają przecież w sobie od lat nuty melancholii, potrafi on w piękny sposób mówić o ludzkim niespełnieniu, radzeniu sobie z samotnością i tęsknotą. W filmie przywołuje metaforę bagażu niezrealizowanych planów, którą każdy taszczy przez życie. Jak widzimy z opowieści krakowskiej reżyserki, tym, który pomaga ludziom nie załamać się pod jej ciężarem, jest właśnie ks. Boniecki, powiernik radości i łez spotkanych przez siebie ludzi.

Mówię, że to portret wielobarwny, bo „xABo” to także film ciepły i zabawny, pełen dystansu. Wystarczy przywołać scenę, gdy marianin odbiera telefon z policji i dowiaduje się, że zapomniał na stacji zapłacić 46 zł za paliwo. Albo tę, w której podczas spotkania autorskiego podchodzi do niego młody mężczyzna i dziękuje mu za wsparcie ruchu LGBT, a ksiądz – ze szczerością, nie czując, że może to brzmieć niezręcznie – rzuca: „Trzymaj się, pozdrów kolegów!”. Albo gdy na pytanie pobożnego czytelnika o to, jak często właściciele „Tygodnika Powszechnego” przystępują do komunii, z kamienną twarzą odpowiada: „Trzy razy dziennie!”.

Ksiądz Adam Boniecki i siostra Małgorzata Chmielewska
Ks. Adam Boniecki i s. Małgorzata Chmielewska w filmie „xABo”, reż. Aleksandra Potoczek. Fot. Grażyna Makara / materiały prasowe Gutek Film

Jest jeszcze jeden bohater tego dokumentu – Kościół. Premiera (od 24 lipca w kinach) odbywa się w czasie, gdy kościelna instytucja dla coraz większej liczby Polaków jawi się jako skompromitowana seksualnymi przestępstwami i klerykalną butą. Na ekranie obserwujemy człowieka, który choć może uchodzić za wcielenie chrześcijaństwa, od lat musi się zmagać – jak zauważa ks. Jacek Prusak w przywołanej w filmie homilii – nie tyle z Bogiem, co z Kościołem. W tym też kontekście pasjonująco wypadają zarejestrowane przez Potoczek rozmowy księdza z prof. Bogdanem de Barbaro (z rozbrajającą szczerością odpowiada na jego krytykę Kościoła krótkim: „Wcale mnie to nie dziwi”) oraz z s. Małgorzatą Chmielewską (oboje zastanawiają się nad tym, czy jednym ze źródeł kościelnych zranień nie jest celibat).

Dla wszystkich zmęczonych kościelną rzeczywistością portret ks. Bonieckiego może być nie lada wytchnieniem. On sam to przecież, poza wszystkim, uosobienie naszych tęsknot za ludzkim Kościołem, bliskim człowiekowi, który – jak przywołany na początku Bóg – nie bawi się ciągle w kontrolera, a towarzyszy na wyboistych drogach życia. Twarzą takiego właśnie Kościoła jest w Polsce Adam Boniecki, ludzki ksiądz. Gatunek, który powinien być objęty ochroną.