Opolska TVP twierdzi, że jezuita, o. Grzegorz Kramer, zapisze się w pamięci swoich parafian przede wszystkim bulwersującymi wypowiedziami. Czyżby? O relacje z proboszczem zapytałam kilkorga z nich.

Wielokrotnie słuchałam zachwyconych swoim proboszczem czy wikarym parafian lub też księży chwalących parafian. Rzadko jednak zdarza się, żeby proboszcz tak cieszył się swoimi parafianami, tak lubił z nimi być, żeby mówił o nich z taką serdecznością, jak robił to na swoim profilu na Facebooku o. Grzegorz Kramer – proboszcz (już tylko do lipca) parafii Najświętszego Serca Jezusowego w Opolu.

I co później?

Brakuje mi nie tylko jego postów. Wdzięczna mu byłam, gdy zeszłej jesieni jednoznacznie przeciwstawił się akcji tygodnika „Gazeta Polska”, który postanowił podarować swoim czytelnikom nalepki „Strefa wolna od LGBT”. Ojciec Kramer zaznaczał wtedy na tych łamach: „Jako chrześcijanie nie możemy powiedzieć ani pojedynczemu człowiekowi, ani wybranej grupie ludzi, że skoro nie podzielają albo nie w pełni podzielają naszą wiarę i obowiązujące nas zasady, to nie chcemy ich pośród siebie. […] Kiedy słucham katolików, którzy twierdzą, że nalepka «Gazety Polskiej» jest OK, zastanawiam się, gdzie oni chcą ją przykleić? Na drzwiach kościoła, kancelarii parafialnej, a może plebanii? I co później?”.

Ewangelicznie wypowiadał się też na temat uchodźców: „Coraz liczniejsi niechrześcijanie przenoszą się do krajów o tradycji chrześcijańskiej w poszukiwaniu pracy i lepszych warunków życia, przy czym nierzadko czynią to nielegalnie i jako uchodźcy. Stwarza to złożone i niełatwe problemy. [Dlatego] należy postępować w taki sposób, aby imigranci niechrześcijanie zawsze znajdowali u chrześcijan jednoznaczne świadectwo miłości Boga w Chrystusie. Powinni oni doznawać przyjęcia tak serdecznego i bezinteresownego, ażeby pobudziło ich to do refleksji nad religią chrześcijańską i motywami owej wzorowej miłości”.

W telewizji powiedzieli

Od kilku miesięcy o. Kramer ma zakaz wypowiadania się w mediach. Nie prowadzi już swojego bloga „Bóg jest dobry”, nie umieszcza w internecie codziennych kazań, komentujących Ewangelię z danego dnia, ani też jakichkolwiek komentarzy. O tym więc, że jezuita odchodzi z Opola, dowiedziałam się z reportażu opolskiego działu TVP, który ktoś zamieścił na Facebooku.

Materiał Tomasza Gduli został zapowiedziany przez spikerkę w następujący sposób: „Kontrowersyjny jezuita, ojciec Grzegorz Kramer, który od 2017 r. jest proboszczem opolskiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, w lipcu odejdzie z tego stanowiska. W pamięci opolan o. Kramer zapisze się przede wszystkim bulwersującymi wypowiedziami, przez które musiał zlikwidować konta na portalach społecznościowych i otrzymał od przełożonych zakaz wypowiadania się w mediach”.

Reportaż Gduli rozwijał negatywną narrację na temat o. Kramera. Widzowie dowiedzieli się z niego, że podczas jego pracy duszpasterskiej w Opolu „kilkakrotnie zapanowała atmosfera skandalu. 13 styczna o. Kramer zaatakował papieża seniora Benedykta XVI po publikacji jego najnowszej książki”.

W materiale przytoczono ów „atak”, czyli facebookowy wpis o. Kramera, ten, po którym dostał od swego prowincjała zakaz wypowiedzi w mediach, ale za który też bardzo szybko przeprosił. Pełny tekst przeprosin można znaleźć tutaj.

Tamten komentarz o. Kramera był od strony językowej rzeczywiście niefortunny, odnosił się jednak nie tyle do samego papieża Benedykta, ile do sytuacji, która wywołała w środowisku ludzi wierzących spore zamieszanie. Chodziło o publikację fragmentów książki kard. Roberta Saraha i papieża Benedykta XVI.

Wielu z tych, których o. Grzegorz przyciągnął do swojej parafii, gdyby nie on, nie byłoby już w Kościele – mówi parafianka

W materiale Gduli nie znalazła się jednak ani informacja o przeprosinach o. Kramera, ani o kościelnych kontrowersjach wokół wspomnianej książki. Wydawałoby się, że rzetelność dziennikarska wymagała podania chociażby tego pierwszego faktu.

Następnie opolski dziennikarz przywołuje, wyrwane najczęściej z kontekstu, posty o. Kramera, które świadczyć mają o jego nieznajomości Ewangelii oraz innych bulwersujących zachowaniach. Pada również informacja, że chociaż jezuita został poproszony o wypowiedź przed kamerą, nie zgodził się jej udzielić. W reportażu TVP, w którym zresztą dwukrotnie mowa jest o tym, że o. Kramer ma zakaz wypowiedzi dla mediów, nie wypowiada się nie tylko sam jego bohater, ale również żaden z opolan. Postanowiłam dotrzeć chociaż do kilkorga mieszkańców Opola i zapytać ich, jak faktycznie zapamiętają obecność o. Grzegorza Kramera w swoim mieście czy parafii.

Zupa w Opolu i Śniadanie z Nadzieją

Siostra Aldona Skrzypiec SSPS – jałmużniczka biskupa opolskiego Andrzeja Czai – współpracuje z jezuitą od trzech lat. – Moje kontakty z o. Grzegorzem związane są z działaniami na rzecz osób w kryzysie bezdomności oraz ubogich. Otoczył on opieką duchową ludzi związanych z Fundacją Zupa w Opolu oraz Stowarzyszeniem Śniadanie z Nadzieją. Zaprosił nas do zakonnej kaplicy jezuitów, gdzie co miesiąc uczestniczyliśmy w sprawowanej specjalnie dla nas Mszy św., na której powierzaliśmy Bogu naszych podopiecznych oraz prosiliśmy o błogosławieństwo naszym wysiłkom – opowiada s. Aldona.

– Wspólnie z o. Grzegorzem i grupą wolontariuszy odwiedzaliśmy (do czasu pandemii) opolską noclegownię, znajdującą się na obrzeżach miasta. Jej mieszkańcy zapragnęli, żeby odprawić dla nich mszę św.; o. Grzegorz sprawował ją w noclegowni raz w miesiącu. To było dla nas wszystkich bardzo ważne, że możemy modlić się z bezdomnymi podczas Eucharystii, doświadczać wzajemnego braterstwa w Chrystusie. Niektórzy z bezdomnych czują się parafianami o. Grzegorza i przychodzą na mszę do jego kościoła – dodaje jałmużniczka biskupa.

Opowiada o tym jedna z parafianek opolskich jezuitów, Patrycja Remisz. – Spotkanie z człowiekiem bezdomnym dla wielu z nas nie jest łatwe. Potrafią być natarczywi i roszczeniowi. Bywają nieumyci…, ich ubrania śmierdzą… To trudne, dla wielu odstręczające. Ojciec Grzegorz nie kryje przed nami, że dla niego te spotkania też bywają niełatwe. Ale to przecież ludzie tacy sami jak my. Potrzebują jak każdy z nas współczucia i pomocy. Są, jak my, ukochanymi dziećmi Boga, powinniśmy więc dać im odczuć, że jest dla nich miejsce w naszej parafialnej wspólnocie – mówi Patrycja.

– To o. Grzegorz podarował pierwszy symboliczny garnek stowarzyszeniu Zupa w Opolu, włączył się również w inicjatywę Śniadanie z Nadzieją – opowiada s. Aldona. – Raz na tydzień spotykamy się z osobami bezdomnymi w jadalni opolskich franciszkanów na obfitym smacznym śniadaniu. Zależało nam nie tylko na tym, aby zatroszczyć się o posiłek dla bezdomnych czy konkretną dla nich pomoc, ale na spotkaniu z nimi. Podczas tych śniadań mamy czas na rozmowę, wzajemne poznawanie się, nawiązywanie relacji. Chcemy, aby nasze działanie na rzecz osób w kryzysie bezdomności i ubogich nie sprowadzało się jedynie do charytatywnych gestów. Ojciec Grzegorz wspiera te nasze działania finansowo i duchowo.

– Za swego proboszcza uważa go bezdomny pan Bogdan – kontynuuje swoją opowieść s. Aldona. – Zwierzył się kiedyś ojcu, że nie był u pierwszej komunii i bardzo chciałby przyjąć ten sakrament. Trzeba było się nieco natrudzić, żeby dotrzeć do jego parafii i ustalić, czy jest ochrzczony. Udało się, pan Bogdan przyjął pierwszą komunię z rąk o. Grzegorza podczas Mszy św., w której braliśmy udział z naszymi wolontariuszami. Potem urządziliśmy mu przyjęcie w przykościelnej kawiarence. Była radość. A za jakiś czas zdumienie. Bo z parafii pana Bogdana przyszła informacja, że został w niej nie tylko ochrzczony, ale też był tam… bierzmowany. Cóż, może zapomniał o swojej pierwszej komunii. A może potrzebował, żeby z jego powodu świętowano – śmieje się s. Aldona.

Rozmawiam z jałmużniczką opolskiego biskupa późnym wieczorem. Właśnie wróciła ze Mszy św., którą dla wolontariuszy zaangażowanych w pomoc bezdomnym odprawił o. Grzegorz. Potem było spotkanie pożegnalne. – Było dużo wdzięczności i wzruszenia, ale na szczęście udało się nam nie wpaść w minorowe nastroje. Przecież o. Grzegorz nie wyjeżdża na koniec świata, nie żegnamy się na zawsze – mówi zakonnica.

Chrystus na wyciągniecie ręki

– W opolskiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa jestem od dziecka – opowiada Patrycja Remisz. Mamy szczęście i do proboszczów, i do wikarych. Ojciec Kramer zaskarbił sobie ogromną sympatię, zaufanie i szacunek wielu opolan, przyciągnął do naszej parafii wiele osób także spoza niej.

Do takich „samozwańczych” parafian opolskich jezuitów należy Katarzyna Miążek z rodziną (mężem i czwórką dzieci). – Jest to nasz wybór, a decydujące znaczenie w nim miała właśnie osoba o. Grzegorza – wyjaśnia Katarzyna. – Zmęczona jestem gawędziarstwem księży, tym interpretowaniem Ewangelii czy Starego Testamentu jakby to były bajki z „Tysiąca i jednej nocy”. Zresztą nie chodzi tylko o bylejakość, sztampę czy infantylizowanie, ale przede wszystkim właśnie o to, co najistotniejsze – o prawdy wiary. Ojciec Grzegorz potrafi pokazać, że Bóg jest realnie obecny w życiu każdego z nas. Że Ewangelia to nie jedynie wzruszająca opowieść, ale propozycja określonego modelu życia. Jego kazania czy nauki są znakomite. Widać, że starannie się do nich przygotowuje. Tak interpretuje teksty biblijne, że okazują się niezwykle aktualne, pomocne w codziennym życiu, w relacjach z drugim człowiekiem.

– Jego kazania są nie tylko starannie przygotowane, ale też przemodlone – dodaje Tomasz Chyra, który wraz żoną Anną należy do parafialnej rady duszpasterskiej, państwo Chyrowie są oboje bardzo zaangażowani w życie parafii. – Staram się być codziennie na Mszy św., najczęściej uczestniczę w tej o 7 rano – opowiada Tomasz. – Odprawia ją zazwyczaj o. Grzegorz. Podczas tych mszy kazania są również bardzo dobrze przygotowane, koncentrują na tym, co w czytaniach z Pisma Świętego najważniejsze.

– Ojciec Grzegorz, mówiąc o problemach w naszych relacjach z Bogiem czy z drugim człowiekiem, powołuje się często na własne doświadczenie – opowiada Patrycja. – Pokazuje, że on, tak samo jak my wszyscy, po drugiej stronie ambony, jest człowiekiem słabym, potrzebującym Bożego miłosierdzia. To ważne, że potrafi przyznać się do własnej słabości.

– Ja doceniam z kolei życiowy realizm ojca Kramera – dodaje Katarzyna. – Przyznam, że kiedy słucham rad i pouczeń niektórych księży, odnoszę wrażenie, że nie mają oni pojęcia o codziennym życiu zwykłego Polaka. Ja naprawdę chciałabym móc w dniach od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Soboty zachowywać milczenie w domu i uczestniczyć w wieczornych adoracjach Najświętszego Sakramentu. Ale w rodzinie, gdzie jest kilkoro małych dzieci, to naprawdę nierealne. A o. Kramer wskazuje nam takie drogi duchowego rozwoju, jakby sam żył w kilkuuosobowej rodzinie – śmieje się jego parafianka.

Katarzyna i Tomasz wraz z współmałżonkami i dziećmi każdej niedzieli uczestniczą w Mszy św. o 11. Odprawia ją o. Kramer, a dedykowana jest szczególnie rodzinom, bo uczestnictwo w liturgii i słuchanie Słowa Bożego jest ważne zarówno dla dorosłych, jak i dzieci. Jest nacelowana na budowanie wspólnoty poprzez zaangażowanie wielu osób, m. in. ma staranną oprawę liturgiczną, scholę dziecięcą i liturgiczną, ojcowie rodzin czytają drugie czytanie mszalne, a modlitwa wiernych jest najczęściej spontaniczna.

– Zazwyczaj część kazania skierowana jest do dzieci, a część do dorosłych. Ojciec Grzegorz potrafi to świetnie połączyć – opowiada Tomasz. – I niech pani nie myśli, że te msze trwają bardzo długo, nic podobnego, zazwyczaj jest to 45 minut, maksimum godzina.

– Kościół o 11 pęka w szwach. Jasne, że wybieramy tę mszę również ze względu na o. Grzegorza, ale on tak ją prowadzi, że to właśnie Bóg jest w centrum – opowiada Katarzyna. – Ojciec Kramer jest niekonwencjonalny jak na standardy księżowskie, do których duża część z nas przywykła. W sposobie bycia jest bezpośredni, ciepły, otwarty, zainteresowany człowiekiem, którego spotyka. I tak właśnie rozumie wspólnotę, którą ma być parafia. Bardzo ważny jest dla niego wspólnotowy wymiar wiary i Kościoła, bardzo o tę wspólnotowość dba. Nie jest możliwe, aby podczas odprawianej przez niego mszy ludzie nie wykonali wobec siebie nawzajem jakichś ciepłych gestów; zależy mu na realnych relacjach między wiernymi.

– Po mszy św. większość z nas zachodzi do parafialnej kawiarenki, gdzie można napić się dobrej kawy, herbaty, zjeść ciastko – opowiada Patrycja. – Do kawiarenki przychodzą proboszcz oraz inni ojcowie. Z każdym z nich można porozmawiać. Dzieciaki mają w kawiarni specjalną salę, gdzie mogą się bawić. Te spotkania mają przede wszystkim wymiar towarzyski. My po prostu lubimy ze sobą być.

Pierwsza spowiedź przebiegła spokojnie. O. Grzegorz, który stał się dla dzieciaków autorytetem, umiał uspokoić te, które zamartwiały się, co będzie, jeśli w tygodniu dzielącym je od pierwszej komunii, zdarzy się im popełnić grzech. Przyswoiły sobie prawdę, że Bóg nie obraża się na człowieka – słyszę

– Kawiarnia to duża zasługa o. Grzegorza – dodaje Tomasz. – Mieliśmy wprawdzie już kawiarenkę w parafii, ale usytuowaną na poddaszu, co uniemożliwiało korzystanie z niej wielu seniorom czy osobom chorym. Teraz korzystają z niej studenci. Ojciec Grzegorz wpadł na pomysł, żeby wyremontować lokal po dawnej księgarni WAM-u. Jako człowiek świetnie poruszający się w mediach społecznościowych ogłosił zbiórkę w internecie. Ojcowie Grzegorz i Przemek Wysogląd mają zmysł do urządzania wnętrz, powstało więc bardzo miłe miejsce, kawiarnia z prawdziwego zdarzenia.

– Nasi proboszczowie zawsze byli dobrymi gospodarzami, a rada parafialna z ochotą ich w tym gospodarzeniu wspierała – opowiada Tomasz. – Poprzedni proboszcz, o. Bogdan Długosz, zrobił bardzo dużo w parafii n. in. wyremontował dach kościoła i klasztoru, a o. Grzegorz kontynuował te prace, remontując m. in. zakrystię, salki katechetyczne i dom zakonny. Powyciągał różne stare pamiątki z piwnicy i strychu, i zadbał, aby te wnętrza były bardziej domowe, ciepłe. Mieszkający tam zakonnicy mogą teraz czuć się jak w prawdziwym domu.

– Zawdzięczamy mu zresztą nie tylko tę kawiarnię, ale też możliwość całodobowej adoracji Najświętszego Sakramentu. Od dawna mówiliśmy, że mamy taką potrzebę, a on po prostu tę potrzebę zrealizował – dodaje Tomasz.

– Z pomocą bardzo utalentowanego plastycznie o. Przemka Wysogląda wydzielona została i pięknie zaaranżowana kaplica całodobowej adoracji – uzupełnia Katarzyna.

– Bardzo jestem wdzięczna za to miejsce, za to, że stwarza ono możliwość intymnego spotkania z Bogiem – mówi Patrycja. Najświętszy Sakrament umieszczony jest tam w szklanym cokole. Można podejść i niemal go dotknąć. To daje niezwykłe poczucie obecności i bliskości Chrystusa. Zawsze kiedy jestem w kaplicy adoracji, ogarnia mnie wzruszenie – że Chrystus jest na wyciągnięcie ręki.

– Podłączył także kościół i kaplicę adoracji do internetu, można teraz brać udział w życiu parafii także zdalnie – dodaje Tomasz.

Pierwsza komunia

– Tak jak w rodzinie istnieją pewne zwyczaje i zasady, do których jesteśmy przywiązani, podobnie jest w życiu parafii – opowiada Patrycja. – Nowe często budzi niepokój. Starsze moje dziecko przygotowywał do pierwszej komunii o. Bogdan – zrobił to znakomicie. Po jego odejściu przygotowaniem dzieci do tego sakramentu zajął się nowy proboszcz, czyli o. Grzegorz. Trochę się niepokoiłam. Niepotrzebnie – zrobił to wspaniale. Dzieci do tego stopnia lubiły spotkania z nim, że nie mogły się doczekać kolejnego.

A my, rodzice, jesteśmy o. Grzegorzowi wdzięczni, że pomógł im spotkać Boga, który kocha w taki sposób, że człowiek aż sam chce być dobry i mocniej kochać innych – opowiada Patrycja. – Pierwsza spowiedź, która budzi w dzieciach tyle emocji oraz lęku, przebiegła więc spokojnie. Ojciec Grzegorz, który stał się dla dzieciaków autorytetem, umiał uspokoić te, które zamartwiały się, co będzie, jeśli w tygodniu dzielącym je od pierwszej komunii, zdarzy się im popełnić grzech. Przyswoiły sobie dzięki niemu prawdę, że Bóg nie obraża się na człowieka. Ważne, byśmy umieli przeprosić tych, którym wyrządziliśmy jakieś zło. To niby oczywista prawda, ale wpajano nam jako dzieciom, że „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze”.

– Dla mnie również bardzo ważne były spotkania o. Grzegorza z nami, rodzicami – dodaje Katarzyna. Uświadomił nam, że to jest także nasze święto, bo to przecież my wprowadzamy dzieci w wiarę, uczymy swoim przykładem, jak ją pielęgnować. Tym, jakie my rodzice mamy relacje między sobą – budujemy w nich obraz samego Boga. Mocno mnie to poruszyło i zapadło mi w serce.

– My z żoną jesteśmy odpowiedzialni za opolską wspólnotę Baranki, która ma swoich członków w różnych miejscach Polski – opowiada Tomasz Chyra. – To wspólnota rodzin przygotowująca swoje dzieci do przeżycia pierwszej spowiedzi i komunii świętej we własnych rodzinach oraz szerzej we wspólnocie rodzin. Zagościła w Opolu dzięki życzliwości o. Kramera, który zgodził się zostać jej kapelanem. Tym samym to dominikańskie dzieło zaszczepione zostało u jezuitów.

W opolskiej parafii Najświętszego Serca Jezusowego dzieje się naprawdę dużo. Przekonać się o tym można, przeglądając stronę parafii. Opowiada mi o tym również z nieukrywana satysfakcją Tomasz Chyra. Działa wspólnota młodzieżowa Magis, studencka, a także skromne jeszcze liczbowo duszpasterstwo dorosłych. Co tydzień swoje spotkania w kawiarence mają seniorzy. Działa Szkółka Niedzielna dla rodziców, w której odbywają się prelekcje i warsztaty na temat budowania relacji między małżonkami oraz rodzicami i dziećmi. W parafialnym Caritas ojciec Grzegorz jest inicjatorem Paczki Parafialnej Pomocy na wzór Szlachetnej Paczki. Obecnie w parafii trwa zbiórka na wakacje dla dzieci z domu dziecka. Pośród propozycji codziennych spotkań modlitewnych o godz 15:00, oprócz różańca, są m. in.: pogotowie modlitewne – każdy parafianin może poprosić o modlitwę w chwilach szczególnie dla siebie trudnej, wysyłając mail – oraz kwartalne nabożeństwa dla tych, którzy cierpią z powodu nałogów. Wymieniać można by jeszcze długo.

Szynka, wódka i… uśmiech

– Styl duszpasterski o. Kramera jest na pewno oryginalny i wyrazisty, ale w samym o. Grzegorzu nie ma nic z showmana, choć wielu mu to zarzuca – mówi Katarzyna. – Wyrazistość ojca w żaden sposób nie przesłania Tego, dla Którego się na Mszy św. gromadzimy. W centrum liturgii pozostaje Jezus. I drugi człowiek. Bo nie można, jak niezmordowanie powtarza nasz jeszcze proboszcz, zbliżyć się do Boga, ignorując czy omijając drugiego człowieka. Drugi człowiek jest drogą do Boga.

– Niejednego oburzyło, że podczas Wielkiego Postu o. Grzegorz mówił: „Jedzcie dużo szynki. Pijcie dużo wódki. Ale przede wszystkim uśmiechajcie się do siebie” – opowiada Patrycja. Chyba tylko dziecko przyjmie taką wypowiedź literalnie. To przecież zabieg retoryczny, jak te, które pojawiają się w Ewangelii, choćby wtedy, kiedy Jezus mówi: jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją, albo: jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je. Przecież żaden ksiądz czy jakikolwiek człowiek wierzący w Boga nie nawołuje do samookaleczania się! Wiadomo, że tu chodzi o wytrącenie nas ze strefy komfortu, byśmy bardziej myśleli o naszych relacjach z Bogiem i ludźmi, a nie tylko o rytuałach, które zresztą niewiele nas kosztują.

– Każdy z nas jest inny, dobrze więc, aby były różne style duszpasterskie – kontynuuje Katarzyna. – Są tacy, którym styl o. Grzegorza nie odpowiada, jednak ten jego styl więcej ludzi zjednuje, niż zniechęca. Na jego mszach są tłumy, jest popularny dzięki książkom oraz aktywności w mediach społecznosćiowych, która przecież wymaga wielkiej systematyczności i pracowitości. To wszystko budzi także zazdrość, również niektórych księży. Kiedy spadła na o. Kramera fala krytyki, wielu księży się do niej przyłączyło. Dla mnie to bardzo smutne. Jeśli coś się tym księżom nie podobało w działaniach o. Kramera, powinni byli przyjść i osobiście mu to powiedzieć.

Wszyscy moi rozmówcy ubolewają, że o. Kramer ma zakaz wypowiadania się w mediach, a zwłaszcza publikowania nagrań swoich codziennych kazań.

– Dla wielu z nas te kazania były realną pomocą w codziennym życiu – tłumaczy Tomasz. – Poprosiliśmy prowincjała, aby o. Grzegorz mógł je chociaż publikować. Niestety nasza prośba spotkała się z odmową.

– Ojcu Grzegorzowi zdarza się czasem coś niezręcznego chlapnąć – przyznaje Tomasz. – Ma jednak wyjątkowy dar przyciągania ludzi do Boga. Potrafi rozmawiać również z tymi, z którymi rozmowa na temat zasad wiary i Kościoła bywa bardzo trudna, często wręcz irytująca. On ma cierpliwość nawet do największych lewaków. Dziwi więc mnie, że zakon zamiast o. Grzegorza karać, nie opłaci mu jakiegoś kursu, który pomógłby mu na przykład w bardziej precyzyjnym posługiwaniu się językiem. Jego posłuszeństwo przełożonym, w tym względzie imponuje mi, nie każdy potrafi zamknąć do dowołania ścieżkę rozwoju, jaką do tej pory szedł, i milczeć.

– Wielu z tych, których o. Grzegorz przyciągnął do swojej parafii, gdyby nie on, nie byłoby już w Kościele – dodaje Katarzyna. – Przygnębieni dużym rozdźwiękiem między tym, czego nauczają biskupi i księża a tym, jak sami żyją, jak bez szacunku potrafią traktować drugiego człowieka, a nawet kryć w swoich szeregach ludzi, którzy dopuścili się wielkiego zła, byli już bardzo blisko odejścia z Kościoła. Zostali. Ogromna w tym zasługa ojca Kramera.

– Również i ja znam takie osoby – dodaje Patrycja.

Ojciec Grzegorz Kramer i bezdomny pan Bogdan. Fot. Wieńczysław Adamski
Ojciec Grzegorz Kramer i bezdomny pan Bogdan. Fot. Wieńczysław Adamski

Pytam moich rozmówców o wady o. Kramera, również dlatego, że ta zbiorowa opowieść parafian o swoim proboszczu staje się niemal hagiografią.

– Jest bardzo uparty – odpowiada Patrycja. – Kiedy nasze dzieci szły do pierwszej komunii, chcieliśmy coś mu podarować jako wyraz naszej wdzięczności za przygotowanie ich do tego sakramentu. Próbowaliśmy wybadać, co sprawiłoby mu radość, czego potrzebuje. Odpowiedział, jak na niego dość szorstko, że nie życzy sobie żadnych prezentów. I był tu bardzo stanowczy. Powiedziałabym, że chwilami nawet w nieco nieprzyjemny sposób. Musieliśmy się strasznie nagłówkować nad tym prezentem. W końcu kupiliśmy gustowną męską muszkę – o. Grzegorz bardzo je lubi – poza tym zebraliśmy podpisy dzieciaków i stworzyliśmy z tego obrazek. Ojciec był wzruszony, a my dumni z naszej pomysłowości.

– Wady o. Grzegorza? Widzę dwie – odpowiada Tomasz. – Pierwsza: za mało inwestuje we wspieranie współpracowników. To wynika z jego idei, żeby nie wtrącać się w to, co robią inni. Ale, moim zdaniem, proboszcz powinien być z innymi w tym, co ono robią. A to o. Grzegorzowi przychodzi trudno. Druga wada – za mało pokazuje na konkretnych przykładach, jak powinno wyglądać chrześcijaństwo w codziennej praktyce. Za to bardzo celnie pokazuje, jak wyglądać nie powinno. To ma związek z pierwszym zaniechaniem. Gdyby więcej czasu spędzał ze swoimi współpracownikami, oni powiedzieliby mu i swoim przykładem pokazali te pozytywne przykłady – sam by je widział. To są grubsze sprawy, których nie da się zmienić błyskawicznie. Gdyby o. Grzegorz został w Opolu na kolejne trzy lata, miałby szansę nad tym popracować.

Nasi ojcowie

– O każdym z ojców pracujących u nas mogłabym długo opowiadać – mówi z wdzięcznością Patrycja. – Zresztą nie tylko ja, ale również mój mąż i dzieci. Każdy z nich robi ważne rzeczy, ich obecność jest dla nas, parafian, bardzo cenna. Także tych ojców, którzy na co dzień pracują jako szpitalni kapelani czy o. Wacław Rusiniak – rekolekcjonista. Syna do bierzmowania przygotowuje o. Przemek. Z relacji syna wiem, że o. Przemek potrafi nawiązać dobry kontakt z młodymi, przyciągnąć ich na Mszę św., zainteresować inwestowaniem w rozwój wewnętrzny. Swojego duszpasterza mają także studenci. Wzrusza mnie, że o. Józef Tarnawa, nasz senior, ma wciąż możliwość duszpasterzować. W dzisiejszej kulturze ludzie starsi często muszą istnieć na marginesie, czują się niepotrzebni, dla mnie to ważne świadectwo, że w zakonnej i parafialnej wspólnocie jest obecny starszy wiekiem kapłan. Skoro ma siły, żeby dalej pracować, dlaczego miałby być w domu ojców emerytów, a nie w parafii? Przecież każdy z nas chce być potrzebny, móc robić coś dla innych.

– Nasi ojcowie są dostępni – kontynuuje Patrycja. – Można do nich zadzwonić albo napisać, poprosić o spotkanie, ich kontakty dostępne są na stronie internetowej parafii. Ja i moi bliscy bardzo przeżywamy, że o. Grzegorz od nas odchodzi. Nie było łatwo również rozstać się trzy lata temu z o. Bogdanem Długoszem, który w naszej parafii spędził wiele lat, bo zanim został proboszczem, był tu wikariuszem. Bardzo byliśmy do niego przywiązani. To nie tylko wspaniały kapłan, ale człowiek wielkiej klasy. Przygotowywał nas do przyjęcia swojego następcy, uczulał na to, byśmy się nowym proboszczem zaopiekowali. (Ojciec Grzegorz również poprosił nas o to.) Posłuchaliśmy o. Bogdana, co zresztą nie było trudne, bo o. Kramer od początku ujął nas nie tylko jako człowiek bardzo sympatyczny, otwarty, pełen szacunku wobec nas świeckich. Także jako ksiądz. Ma wprawdzie bardzo wyrazisty styl duszpasterski, ale służy mu on nie do promowania samego siebie, ale do pokazywania nam, że Bóg jest bardzo blisko nas i kocha nas bezwarunkowo.

*

Starałam się dotrzeć do kilku osób z Opola, które w krytyczny sposób – na przykład na Facebooku – wypowiadają się o o. Grzegorzu Kramerze. Niestety, nie zdecydowały się ze mną porozmawiać.