Przypomnijmy: w grudniu 1994 r., gdy sprawa pedofilii była już bardzo nagłośniona, „Time” przyznał Janowi Pawłowi II tytuł „Człowieka Roku” za niezłomność.

Problem Jana Pawła II zamyka się dziś często w anachroniczne i nieprawdziwe, i niezrozumiałe dla młodego pokolenia, stereotypy. Trzeba przypomnieć zatem, że kwestia pedofilii pojawiła się dopiero na przełomie lat 80. i 90. XX w. Wcześniej od lat 60. ubiegłego stulecia, w czasie tzw. rewolucji seksualnej, aż po lata 80., wybitni psychologowie popierali tezę, że pedofilia jest korzystna i dla dorosłych, i dla dzieci, najsłynniejsi artyści lubowali się w łamaniu tabu, demonstrowaniu, że są wyzwoleni z „tradycyjnej”, opresywnej moralności seksualnej, a znani politycy, zwłaszcza lewica i liberałowie, domagali się legalizacji pedofilii. W każdym też kraju Zachodu działały bardzo bogate i wpływowe organizacje walczące z „dyskryminacją pedofilów”.

Kłamstwo o pedofilii wyszło na jaw dopiero, gdy ofiary nadużyć zaczęły dorastać. Nie dało się już nie dostrzec, jakie spustoszenie sieje pedofilia – jak bardzo nadużywanie dzieci przez dorosłych dla własnej przyjemności niszczy ludzkie życie. Całe okrucieństwo zobaczyliśmy dopiero wtedy, gdy wykorzystane dzieci stały się dorosłe, ich trauma stale się pogłębiała, a tragedia dzieci okazywała się coraz bardziej powszechna. Zobaczyliśmy to także w Kościele. 

Główna fala nadużyć wezbrała na przełomie lat 60. i 70. Była szczególnie widoczna w Kościele w Stanach Zjednoczonych. Wskazując na ten problem Jan Paweł II wezwał amerykański episkopat do okresowego sprawozdania do Watykanu i w czerwcu 1993 r. wysłał list nakazujący „zero tolerancji dla pedofilii”. Interweniując mocno i wyraziście – że jest to wielkie przestępstwo. Jan Paweł II pisał wówczas w oparciu o słowa Jezusa, że lepiej uwiązać sobie kamień u szyi, niż zgorszyć maluczkich, niż wyrządzić krzywdę osobom słabszym.

Działał tak zdecydowanie i tak wyraziście, że niekatolickie pismo amerykańskie „Time” w grudniu 1994 r., gdy sprawa pedofilii była już bardzo nagłośniona, przyznał mu tytuł „Człowieka Roku”. Redakcja uzasadniała: „W roku, w którym tak wielu ludzi oglądało upadek wartości moralnych albo próbowało usprawiedliwić złe postępowanie, Papież Jan Paweł II z całą mocą głosił wizję prawego i wzywał świat do jej przyjęcia. Za tę jego niezłomność, czy też bezwzględność – jak powiedzieliby jego krytycy – został ogłoszony Człowiekiem Roku”. 

Sami Amerykanie – w tym osoby krytyczne wobec Kościoła – przyznawali, że Papież działa w sprawie pedofilii jednoznacznie i bezkompromisowo; gdyby padł cień wątpliwości, to tak prestiżowy tygodnik nie nadał by Papieżowi tego honorowego tytułu.

„Nie trzeba nawet dodawać, że nakazywał postępować jak najsurowiej wobec winnych pedofilii we własnych szeregach” – pisał już po śmierci Jana Pawła II „Der Spiegel” 

Kiedy okazało się, że nadużycia dotyczyły większej liczby księży w Irlandii, te same surowe normy w 1996 r. zastosował Jan Paweł II wobec Kościoła w tym kraju, a w 1999 r. na specjalnym spotkaniu z irlandzkimi biskupami mówił o „uznaniu diabelskiej natury” i konsekwentnym karaniu czynów pedofilskich. W 2002 r. wezwał biskupów amerykańskich do Watykanu uważając, że postępują zbyt opieszale i wystąpił z ostrą krytyką skandali seksualnych żądając jednoznacznego oczyszczenia Kościoła z tej „wstrząsającej zbrodni”.

W końcu stało się jasne, że problem jest szerszy i dotyczący nie tylko Stanów Zjednoczonych i Irlandii, ale całej kultury Zachodu (choć nie wyłącznie), że jest to poważne wyzwanie przed którym staje cały Kościół. Dlatego w kwietniu 2001 r. Papież ogłosił słynny dokument, motu propio „Sacramentorum sanctitatis tutela”. 

W dokumencie tym nakazywał wszystkie przypadki przekazywać do Rzymu, do Kongregacji Nauki Wiary, którą kierował kard. Joseph Ratzinger. Tam przeniósł wtedy prałata Charlesa Sciclunę – słynnego obecnie tropiciela pedofilii, który kieruje oczyszczaniem Kościoła i wykrywaniem sprawców. Przyjęto też normę „zero tolerancji”, a potwierdzenie oskarżeń o „tę wielką zbrodnię” miało skutkować usuwaniem ze stanu duchownego. To był moment przełomowy.

Niedawno grupa osób w Watykanie starała się wylansować tezę, że dopiero papież Franciszek zaczął poważnie walczyć z problemem pedofilii. On sam opowiedział raz w samolocie dziennikarzom niejasną anegdotę, dopuszczającą interpretację, że być może Jan Paweł II nie był tak jednoznaczny w działaniu. Wszelkie tego typu wątpliwości rozwiał jednak później w meksykańskiej telewizji, mówiąc świętości Jana Pawła, który jeżeli nie zareagował na jakieś nadużycia, to wyłącznie dlatego, że rzeczywiście o nich nie wiedział, a w swojej książce „Święty Jan Paweł II Wielki” jeszcze podkreślił ten wątek wielkości pontyfikatu papieża Wojtyły oraz świętość jego życia.

Zaangażowanie Jana Pawła II w walkę z pedofilią potwierdzili też przewodniczący episkopatów całego świata, którzy spotkali się w lutym 2019 r. w Watykanie, by rozmawiać o tym problemie. Wszyscy mówili, że rok 2001 i dokument Jana Pawła II to moment zwrotny – od tego czasu przypadki pedofilii w Kościele są już rzadkie, ścigane z całą surowością prawa i jednoznacznie osądzane. 

Oczywiście – pokazuje się jego zdjęcia z Marcialem Macielem Degollado, założycielem Legionistów Chrystusa, który – jak się okazało – był potworem, a na łożu śmierci odmówił spowiedzi, oświadczając, że jest ateistą. Przez 60 lat udawał gorliwego księdza, a zarazem żył w bigamii i popełniał nadużycia pedofilskie. To był człowiek-psychopata o tak potwornych skłonnościach, że wydają się niemożliwe. Ja też nie mogę tego pojąć. Ale badacze jego biografii, zwłaszcza jego rodaczka Valentina Alazraki, która od 1974 r. śledzi sprawy Watykanu, ustaliła, że Jan Paweł II nie mógł być świadomy roli tego człowieka. Przez wiele lat oszukał aż pięciu kolejnych papieży. 

To, że surowość i jawność Jana Pawła II w działaniach przeciw pedofilii była oczywista dla wszystkich można zilustrować cytatem z „Der Spiegel”, który – już po śmierci Jana Pawła II – nie miał wątpliwości w tej materii i pisał: „nie trzeba nawet dodawać, że nakazywał postępować jak najsurowiej wobec winnych pedofilii we własnych szeregach”.

Taka była wówczas powszechna i oczywista ocena całego jego pontyfikatu. Papież był jednoznaczny, wyrazisty i mocny w osądzaniu i ściganiu zbrodni pedofilii.