Towarzyszenie ludziom w odchodzeniu jest patrzeniem z nimi w ciemność, w którą muszą wejść. Ważne, by mieć w sobie uczucie czułości dla umierającego – mówi ksiądz Adam Boniecki w „Tygodniku Powszechnym”.

Rozmowa Anny Goc z ks. Adamem Bonieckim ukazała się w najnowszym „Tygodniku Powszechnym”. Dotyczy umierania.

Marianin zwraca uwagę, że dla umierającego „już samo przyjście księdza jest jakąś ulgą. Jeśli tylko nie potępia i nie grozi piekłem. Od księdza chyba oczekuje się tego, żeby przyszedł do nas jako świadek wiary. Choć jedynym świadkiem, który był po tamtej stronie i wrócił, jest Pan Jezus Zmartwychwstały. Nie ma więc co odgrywać teatru, udawać, że jest się kimś, kim się w rzeczywistości nie jest”.

Jak zaznacza duchowny, sam nigdy nie namawia w takiej sytuacji kogokolwiek do przyjęcia sakramentów. „Przekonywanie człowieka do nawrócenia, walczenie z nim, zmuszanie do sakramentów, póki żyje – byłoby czymś fatalnym. Umieranie jest intymnym momentem, należy się do niego odnosić z szacunkiem” – mówi. „Tak po ludzku sobie myślę, że Pan Bóg widział tych ludzi, którzy tyle dobrego zrobili w życiu, którzy tyle przeszli, którzy byli tacy wewnętrznie uczciwi. Pan Bóg sobie z nimi świetnie poradzi, z ich grzechami, z ich zbawieniem. I to być może będzie zaskoczeniem dla niektórych sędziów swoich bliźnich” – dodaje.

Redaktor senior „Tygodnika Powszechnego” przyznaje, że w sytuacjach wizyt u umierających jako ksiądz czuje się „postawiony do pionu”. „Ludzie umierający – przekonuje – którzy nas oczekują, pozwalają nam wejść do jakiejś niezaludnionej sfery w swoim życiu. Poruszam się tam zawsze z nieśmiałością. Chodzę na palcach, dyskretnie”. „Towarzyszenie ludziom w odchodzeniu jest patrzeniem z nimi w ciemność, w którą muszą wejść. Mieć w sobie uczucie czułości dla umierającego człowieka – to jest ważne” – podkreśla.

„Można być przygotowanym do śmierci?” – pyta Anna Goc. „Nie tylko można, ale trzeba. Powiedziałbym, że elementem tego przygotowania jest oswajanie się z myślą, że się umrze. Jest takie powiedzenie, że śmierć zdarza się innym. W którymś momencie człowiek widzi, że jego też dotyczy. Inaczej zaczyna traktować swój czas, spotkania, zaangażowanie” – odpowiada ks. Boniecki.

DJ