Gdy temat seksualnego wykorzystywania stał się głośny, chciałam odejść z Kościoła. Zostałam, bo tylko będąc w Kościele, mogę coś w nim zmienić – mówi Marta Titaniec, prezeska Fundacji Świętego Józefa.

Rozmowa Anny Goc i Marcina Żyły z Martą Titaniec ukazała się w najnowszym „Tygodniku Powszechnym”.

Wywiad dotyczy między innymi tego, jak ma działać utworzona w październiku ubiegłym roku przez episkopat Fundacja Świętego Józefa. Jak tłumaczy jej prezeska, na działalność fundacji zrzucają się diecezje według liczby księży w każdej z nich. Rocznie po 150 zł od księdza, po 2 tys. zł od biskupa. „Stan na teraz jest taki, że wszystkie diecezje wpłaciły” – mówi Titaniec.

Wyjaśnia, że diecezjalni delegaci do spraw ochrony dzieci kontaktują się z nią wtedy, gdy skrzywdzeni potrzebują pomocy finansowej – na prawnika lub terapeutę. „Teraz mamy ponad 30 osób, którym diecezje płacą za pomoc prawną albo terapię” – podaje. Zaznacza jednak, że po dokumencie „Zabawa w chowanego” braci Sekielskich „pokrzywdzeni mogą mieć opór przed szukaniem pomocy w Kościele. Mogą się bać, że nie zostaną wysłuchani”. „Po filmie uświadomiłam sobie natomiast, że powinnam sama ich szukać. Ja, przedstawicielka fundacji, czyli biskupów, osoba świecka, chcę do nich wychodzić” – mówi.

Titaniec określa dokument Sekielskich jako „obezwładniający”. „Pokazuje konkretne zaniedbanie z 2016 r., kiedy po otrzymaniu zgłoszenia trzeba już było rozpocząć procedurę według przepisów kościelnych. Ale równocześnie to nie jest cała prawda o Kościele” – podkreśla.

I dodaje: „Pomimo, że w filmie pokazano prawdziwe wydarzenia, nie zgadzam się, że to przypadek reprezentatywny. (…) Wielu delegatów traktuje swoją pracę bardzo poważnie i z troską o osoby pokrzywdzone. Sami się zastanawiają, jak dotrzeć do tych, którzy jeszcze się nie zgłosili, do tych, którzy potrzebują, a odmawiają pomocy, jak wesprzeć rodziny pokrzywdzonych. Wiele diecezji płaci za terapię, są nawet takie, które finansują ofiarom prawników”.

„Z 30 rozmów, które odbyłam z koordynatorami pracującymi w diecezjach, tylko jedna toczyła się wokół pretensji, po co ta fundacja w ogóle powstała. Przoduje diecezja krakowska. Ma delegatkę, kobietę, do której mogą zadzwonić ofiary. Tu powstała też pierwsza w Polsce grupa samopomocowa, która łączy pokrzywdzonych z osobami wrażliwymi na ten temat” – zauważa, zastrzegając jednocześnie, że „poziom przygotowania w diecezjach jest nierówny”.

„Czy to, co Pani robi, nie zmienia Pani podejścia do biskupów?” – pytają dziennikarze „Tygodnika Powszechnego”. „Był czas, gdy chciałam odejść z Kościoła. Zaczęło to we mnie kiełkować pod koniec 2018 r., kiedy temat wykorzystania stał się głośny. Pomyślałam: od dawna wierzę Bogu i Kościół ziemski jest dla mnie przeszkodą. Zostałam, wtedy zaangażowałam się w powstanie Inicjatywy «Zranieni w Kościele», bo tylko będąc w Kościele, mogę coś w nim zmienić” – odpowiada Marta Titaniec. „Fundację św. Józefa potraktowałam jak zaproszenie, by jednak zostać. Nie chcę tylko krytykować, chcę współtworzyć zmianę. A żeby to robić, trzeba mieć wpływ” – dodaje.

Przeczytaj także komentarz „Marta do zadań specjalnych”: Można być pewnym, że Marta Titaniec jako prezeska Fundacji Świętego Józefa będzie rzecznikiem ofiar, a nie instrumentem kościelnego PR-u – pisał Zbigniew Nosowski.

DJ

Zranieni w Kościele