Wyrzucenie pojedynczego pracownika to problem dla niego, nie dla zespołu – ten wciąż ma szanse przetrwać. Psucie stylu to rzecz gorsza – ale dopóki istnieją tradycja i publiczność, tożsamość także pozostaje. I oto w ciągu pięciu dni nastąpił kataklizm.

Ponure okoliczności, w których kończy się chyba historia radiowej Trójki, przypomniały mi moje dawne rozważania kibica piłkarskiego: co właściwie decyduje o tożsamości klubu? Przecież nie zawodnicy. Nie w epoce, w której dwa razy do roku ogłasza się „okienka transferowe” i niejeden gracz przechodzi z drużyny do drużyny. 

No więc rozmyślając nad tą kwestią, uświadomiłem sobie, że tych tożsamościowych elementów jest jednak kilka. Po pierwsze: kibice, skupieni wokół barw klubowych, jak wokół totemu (albo: marki). Dalej: miejsce, czyli stadion. Tradycja i związane z nią symbole. Styl gry, w stosunku do którego trenerzy i zawodnicy są częściej nosicielami niż kreatorami (np. specyficzny styl mojej ukochanej Barcelony narodził się tak naprawdę w głowie Johana Cruijffa trzydzieści lat temu, a od tej pory został zmodyfikowany – ale zmutowany, a nie zmieniony – przez Pepa Guardiolę lat temu piętnaście). No i liderzy. Zawodników z pola w dobrej drużynie należy wymieniać ostrożnie. Liderów najlepiej w ogóle nie – każde odejście jednego z nich to wstrząs, z którego klub może długo się nie podnosić (wystarczy przypomnieć stan Realu Madryt po odejściu Ronaldo). 

Mówię o tym tak szczegółowo, ponieważ ta futbolowa analogia pozwala precyzyjnie zobaczyć, co zrobiono Trójce. Ponad cztery lata temu we władzach klubu i na ławce trenerskiej zasiadły osoby, które nie lubiły ani publiczności, ani tradycji, ani stylu, ani zawodników. Początkowo tych ostatnich zwalniali (lub skłaniali do odejścia) pojedynczo. Ponieważ byłem jednym z nich, to, co teraz powiem, jest ambicjonalnie dla mnie dość bolesne, ale pozostaje prawdziwe: wyrzucenie pojedynczego gracza to problem dla niego, nie dla zespołu, który ciągle ma szanse przetrwać. Psucie stylu to rzecz gorsza, ale dopóki istnieją tradycja i publiczność, tożsamość także pozostaje. 

Jeśli okazuje się, że zdaniem klakierów władzy niebezpieczna może być nawet piosenka, to warto z tym większym namysłem przyjąć zdanie obserwatorów z zagranicy, że wolność słowa w Polsce ma się nie najlepiej

I oto w ciągu pięciu dni nastąpił kataklizm. Trójka straciła większość liderów, a także symbole, jej tradycje się poniewiera („audyt” Listy Przebojów), publiczność masowo opuszcza stadion. Mówię o symbolach, bo „Minimax” Piotra Kaczkowskiego i Lista Przebojów Marka Niedźwieckiego to były symbole – i choć np. „Minimax” w roku 2019 nie miał szans odegrać tak ważnej roli edukacyjnej, jaką odgrywał, powiedzmy, w 1973, było oczywiste, że póki pan Piotr Kaczkowski raz na jakiś czas zechce poprowadzić tę audycję, to będzie ją prowadził. Było to oczywiste – najwidoczniej dla wszystkich oprócz pana, który obecnie Trójce dyrektoruje. 

Ponieważ mimo wszystko nie sądzę, że ów pan chciał zdemolować antenę, którą mu powierzono, widzę w całej tej mrocznej historii kuriozalną niekompetencję. Ocenzurować nadaną audycję – i to akurat Listę? Zarzucić Niedźwieckiemu, że oszukiwał z Bartkiem Gilem i legendarną Helen przy liczeniu głosów?? Ordynarnie kłamać, mówiąc, że się nie wysłało sms-a, który teraz powszechnie znamy??? Karać zawieszeniem w obowiązkach wydawcę za to, że nie podpisał oszukańczego oświadczenia???? A w obliczu faktu, że oburzeni odchodzą z Trójki: Marek Niedźwiecki, Hirek Wrona, Marcin Kydryński, Agnieszka Szydłowska, Agnieszka Obszańska, Piotr Metz, Michał Olszański, Piotr Stelmach i wspomniany już Piotr Kaczkowski (a to wcale nie koniec) – zwołać konferencję prasową i jak gdyby nigdy nic ogłosić casting do prowadzenia w nadchodzącą sobotę kolejnego notowania Listy Przebojów????? Czego pan się najadł albo czym się pan upalił, panie dyrektorze?! 

Wśród komentarzy rozżalonych i wściekłych słuchaczy, które można przeczytać w internecie, są pojedyncze głosy klakierów władzy lub osób, które nic z tego, co proponowała Trójka, nie zrozumieli. Wśród najbardziej niedorzecznych palmę pierwszeństwa wypada chyba przyznać komuś, kto stwierdził, że afera nie ma znaczenia, bo była to niszowa stacja dla boomersów.

Odpowiadając podobnym językiem, można by zauważyć, że to zwykły ageizm – także boomersi mają prawo do swojej niszy. Rzecz jednak w tym, że Trójka, stworzona przed dekadami dla dzisiejszych siedemdziesięciolatków (gdy byli nastolatkami), kształtowała gust kilku pokoleń elity kulturalnej kraju.

Z badań, prowadzonych w czasach, gdy w niej pracowałem, regularnie wychodziło nam, że wykres wieku odbiorców, rzeczywiście niski dla przedziału 15-20 lat, zwyżkuje między 35 a 55 rokiem życia. Mówiąc nawiasem, to najatrakcyjniejszy przedział dla reklamodawców. Jeśli więc zamordowanie Trójki nie jest działaniem na szkodę Polskiego Radia jako spółki, to już nie wiem, czym ono mogłoby być…

Wielokrotnie dyskutowaliśmy w zespole, jak objąć naszymi audycjami także najmłodszych i przed 2016 rokiem zaczęło nam się to powoli udawać. Trójki słuchało się całymi rodzinami. Działania Polskiego Radia uderzyły więc zarówno w polską kulturę (tak jest, Trójka miała poważną rolę kulturotwórczą), jak w wartości rodzinne. Czyli w to, co rzekomo tak leży na sercu rządzącej obecnie partii i jej paputczików. 

Trójka, stworzona przed dekadami dla dzisiejszych siedemdziesięciolatków (gdy byli nastolatkami), kształtowała gust kilku pokoleń elity kulturalnej kraju

Ale poza tym sprawa ma jeszcze dwa inne aspekty. Jeden – to oczywisty akt cenzury, którym poddano… piosenkę. Wiedzieliśmy przecież od dawna, że właśnie cenzorskie zapędy ma obecna władza i jej akolici. Przecież procesu „wymiany elit” i „walki z odchyleniem lewacko-liberalnym w kulturze” (pomijam nieadekwatność tej terminologii) nie da się przeprowadzić drogą perswazji! Jeśli jednak okazuje się, że zdaniem klakierów władzy niebezpieczna może być nawet piosenka, to warto z tym większym namysłem przyjąć zdanie obserwatorów z zagranicy, że wolność słowa w Polsce ma się nie najlepiej. 

Drugi aspekt jest ludzki. Mówi się o nim najmniej, a szkoda. Uczciwi profesjonaliści opuszczają Trójkę – i nie jest jasne, czy znajdą pracę na miarę swoich talentów. Martwię się o nich. Piotr Kaczkowski mógł kiedyś zdecydować, że kończy z przygodą radiową – ale należał mu się Dzień Kaczkowskiego na antenie, z fanfarami i tortem, a i odznaczeniem państwowym. Tego nie będzie. Marek Niedźwiecki jest cichym, skromnym i uczciwym człowiekiem, niezwykle wrażliwym: a od zwierzchników wysłuchuje obecnie coraz drastyczniejszych oskarżeń, nie mających związku z rzeczywistością. Napiszę, że to nikczemność. Gdyż inne, trafniejsze epitety nie nadają się do portalu katolickiego, a i sam staram się ich nie używać – choć coraz mi trudniej.