Nie można z góry zakładać, że jeśli ktoś krytykuje instytucję Kościoła, to jest jej wrogiem. Tak nigdy nie uda się czegokolwiek zreformować.

I już się zaczyna. Tzw. prawicowe media i „Nasz Dziennik” ogłosiły, że „Zabawa w chowanego” braci Sekielskich to „brutalny atak na Kościół”.

I tak się zastanawiam: czym/kim tutaj jest Kościół? Chyba tylko pewną „naszą” grupą, jak u Koryntian. Jedni od Apollosa, drudzy od Pawła, trzeci od Kefasa, i czwarci od Chrystusa. W tym samym Kościele jedne osoby mówią, że to dobrze, iż pewne sprawy wychodzą na jaw, a drudzy widzą w tym zło. Jak różnie więc postrzegamy Kościół.

Podobnie jak możemy sobie tworzyć fałszywy obraz Boga, tak samo tworzymy sobie swój własny obraz Kościoła, niekoniecznie zbieżny z Bożym zapatrywaniem. Cała energia idzie wtedy w ochronę tej własnej wizji, ale oczywiście każdy uważa, że walczy dla dobra Kościoła. Jest to niestety obrona żałosna.

I cóż z tego, że pobożność płynie szerokim strumieniem, skoro głupia obrona Kościoła opiera się na tych samych mechanizmów, które działają w świecie. Pobożność tylko to maskuje. Jest pozorem dobra. Z góry zakłada się, że jeśli ktoś krytykuje Kościół (instytucję), to oznacza, że jest jej wrogiem. Tak nigdy nie uda się czegokolwiek zreformować, bo nie będziemy potrafili dojrzeć działania Boga w świecie. I bardzo możemy się wtedy pomylić.

Przeczytaj także oświadczenie abp. Wojciecha Polaka: Film „Zabawa w chowanego”, który obejrzałem, ukazuje, że nie dochowano obowiązujących w Kościele standardów ochrony dzieci i młodzieży. Dziękuję osobom pokrzywdzonym i zwracam się o wszczęcie postępowania.

Tekst ukazał się 18 maja na Facebooku Autora.

Zranieni w Kościele