Dawno nie czytałem opowieści tak zajmującej i przystępnej o materii rozległej i trudnej jak „Historia literatury polskiej” Anny Nasiłowskiej.

Przystępując do napisania tekstu o tej książce, recenzent znajduje się w kłopotliwej sytuacji. Rzecz nie tylko w tym, że „łatwiej krytykować, aniżeli tworzyć” (wedle znanej formuły Prusa, od której zaczął swoje omówienie „Ogniem i mieczem”). Przede wszystkim należy sobie odpowiedzieć na pytanie: jaki się ma tytuł do formułowania opinii o podobnie pomnikowym dziele?

W moim przypadku: czuję się idealnym wprost wcieleniem adresata książki. Studiowałem wprawdzie polonistykę, ale ukończyłem ją ponad trzy dekady temu; przez jakiś czas zajmowałem się na uniwersytecie epoką pozytywizmu i Młodej Polski, ale też już dość dawno; potem przez lata moje zawodowe zajęcia dotyczyły czego innego. Wiem trochę, ale nie za dużo, moja wiedza wymaga odnowienia, słowem: wydaje mi się, że w gronie osób, dla których Nasiłowska napisała swój podręcznik, zajmuję miejsce w samym środku.

Zwłaszcza z wyborem stylu Anna Nasiłowska poradziła sobie znakomicie

[…] Czy w olbrzymim zbiorze rękopisów, druków, wydarzeń kulturalnych, społecznych i politycznych, oraz życiorysów ludzi, którzy te teksty pisali, a jeszcze wobec rozmaitych funkcji tego, co dziś uznajemy za utwory literackie – da się wydobyć jakiś porządek i prawomocnie go uzasadnić? „Kazania świętokrzyskie” były zanotowanymi homiliami, Pamiętnik Jana Chryzostoma Paska to wspomnienia dla krewnych, „Numer 16 produkuje” Jana Wilczka to pisana na zamówienie władzy książka propagandowa, a „Notre-Dame” Przybosia – wiersz awangardowy, do dziś znany prawdopodobnie stosunkowo nielicznym entuzjastom trudnej poezji. Na jakiej podstawie, poza przyzwyczajeniem, sprowadzać je do wspólnego mianownika, mówić o nich jako o przejawach tego samego zjawiska w kulturze – literatury mianowicie? I za pomocą jakich kryteriów ustalić, o których tytułach (wybitnych? charakterystycznych? nietypowych?) mówić, a o których nie? Do tego dochodzi jeszcze jeden, niebłahy problem: a mianowicie JAK o tym wszystkim opowiedzieć? […]

Zwłaszcza z wyborem stylu Anna Nasiłowska poradziła sobie znakomicie. Jej blisko siedmiusetstronicową książkę czyta się jednym tchem: dawno nie czytałem opowieści tak zajmującej i przystępnej (ale bez drażniących uproszczeń) o materii rozległej i trudnej. Rzecz jasna, są momenty, w których decyzje, o czym opowiadać, a o czym nie, budzą moje zdziwienie; niektóre interpretacje dzieł czy zjawisk wywoływały we mnie podczas lektury pomruki polemiczne. Żeby nie pozostawić tego zdania bez przykładów: nie jest dla mnie oczywiste, że o początkach dwudziestowiecznej groteski w epoce Młodej Polski autorka pisze przy okazji Gombrowicza w nawiasie: „nie omawiałam szerzej tego nurtu, gdyż nie przyniósł on utworów trwale wpisanych w tradycję” (s. 433). A „Pałuba” Irzykowskiego, której zostały poświęcone dwie strony tekstu (o całej Trylogii Sienkiewicza jest raptem dwa i pół raza więcej), to niby wpisała się w tradycję trwale? Równie zdziwiło mnie życzliwe omówienie „Emancypantek” Prusa, które zawsze wydawały mi się irytująco antyfeministyczne, a Nasiłowska jest przecież z pewnością większą feministką niż ja.

Anna Nasiłowska, „Historia literatury polskiej”, Instytut Badań Literackich, Warszawa 2019, 680 s.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, wiosna 2020

„Więź”, wiosna 2020

Kup tutaj