Jeśli prezes PiS ma dziś kłopoty, to nie przez Gowina, ale przez to, że w obliczu nadchodzącego kryzysu braknie pieniędzy na wydatki socjalne – mówi prof. Antoni Dudek w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego”.

Rozmowa Michała Okońskiego z prof. Antonim Dudkiem, historykiem i politologiem, ukazała się w najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego”. Dotyczy fenomenu politycznej siły Jarosława Kaczyńskiego.

Główną przyczyną emocji wokół prezesa Prawa i Sprawiedliwości jest jego rewolucyjność – przekonuje politolog. „To człowiek, który uważa, że Polska, jaką zastał, jest cała do zmiany, może poza paroma sektorami, które go nie interesują, np. służba zdrowia czy rolnictwo” – zaznacza i tłumaczy: „Diagnoza Kaczyńskiego została sformułowana na początku lat 90. i ja ją wtedy w dużym stopniu podzielałem. W skrócie brzmiała tak: siły postkomunistyczne zachowały ogromne wpływy, a żeby je ograniczyć, potrzebne jest głębsze rozliczenie z PRL. Tylko że to rozliczenie w znacznej mierze nastąpiło, czego prezes nie przyjmuje do wiadomości. (…) Problem w tym, że Kaczyńskiego nie interesowało rozliczenie zbrodni, tylko uderzenie w mityczne układy – w biznesie, w służbach państwowych czy w mediach. Jak zaczął z nimi walczyć, to walczy do dziś”.

Jak rekonstruuje historyk, prezes PiS po przegranych w 2007 roku wyborach zrozumiał, że „sama walka z układem nie wystarczy, i postanowił opakować ją w coś, co dało mu sukces: w politykę społeczną”. Tyle tylko że – zwraca uwagę prof. Dudek – „jej czas dobiega końca: jeśli prezes ma dziś kłopoty, to nie przez Gowina, ale przez to, że w obliczu nadchodzącego kryzysu braknie pieniędzy na wydatki socjalne”.

„Kaczyński z pewnością przebija wszystkich polityków determinacją, ale Tusk, choć bardziej aksamitny, bywał równie bezwzględny. Myślę, że taki był też Leszek Miller, a nawet Aleksander Kwaśniewski. Tylko że prezes PiS jest skuteczniejszy” – zaznacza profesor. 

Przyznaje, że „PiS trafnie diagnozował wiele słabości polskiego życia publicznego, tylko po dojściu do władzy nie umiał sobie z tym poradzić, może poza uszczelnieniem systemu podatkowego”. Jako przykład podaje wymiar sprawiedliwości, który jego zdaniem działał do 2015 r. bardzo źle. „Problem w tym, że terapia, którą zaaplikowała partia Kaczyńskiego, okazała się jeszcze gorsza i dziś pacjent jest na krawędzi śmierci klinicznej” – podkreśla.

Zdaniem historyka, Kaczyński to „raczej spadkobierca Dmowskiego niż Piłsudskiego, bo z Piłsudskiego bierze jedynie kult wodza. Kiedyś przedstawiał się jako chadek, ale religię, podobnie jak Dmowski, traktuje instrumentalnie. Nie jest antysemitą i nie jest prorosyjski, ale narodowi kadzi i go wychwala”. „Nie zrozumie się go, zamieniając w potwora. Lepiej pokazać kontekst, przypomnieć innych przywódców o skłonnościach autorytarnych. Na przykład późnego Piłsudskiego, sfrustrowanego starca zamykającego Witosa w twierdzy brzeskiej, rzucającego mięsem, a w nocnym ataku szału zdolnego ponoć nawet do zastrzelenia wartownika” – dodaje.

DJ