Nagle się okazało, że ksiądz ani budynek kościoła nie są nam niezbędnie potrzebne do zbawienia – mówi ks. Adam Boniecki w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego”.

Rozmowa Anny Goc z ks. Adamem Bonieckim, która ukazała się w najnowszym „Tygodniku Powszechnym”, dotyczy między innymi zmian, jakie mogą zajść w kościelnej mentalności za sprawą pandemii. Duchowny zauważa, że „przez stulecia Kościół koncentrował się na budowaniu fasady. Byliśmy tym tak pochłonięci, że fasada stała się celem działalności księży. Tylko że ksiądz nie jest po to, żeby budować kościoły – budynki. Wywodzący się od Chrystusa Kościół w ogóle nie jest po to, żeby go budować. Kościół – budynek, jest po to, żeby gromadzić ludzi”.

Jego zdaniem „wytrenowaliśmy się w wierze, dla której jedyną właściwą przestrzenią jest kościół. Nieważne, czy przystępujemy do komunii, bo głęboko przeżywamy jej przyjęcie, czy dlatego, że jest druga rocznica śmierci babci, ale kiedy przyjmujemy ją w kościele, wierzymy, że przyjmujemy Chrystusa”. „A teraz możemy spojrzeć na to, co dotąd robiliśmy. Ile wkładaliśmy wysiłku w to, żeby ludzie chodzili na niedzielne msze. Ile razy liczyliśmy rozdane komunie i na ich podstawie szacowaliśmy religijność Polaków. Chcieliśmy, żeby ludzie przyszli do kościoła, nieważne, czy z potrzeby serca, czy z obowiązku. Teraz zachęcamy, by w niedzielę włączyli telewizor z mszą, żałowali za grzechy w samotności, przyjęli duchową komunię. Ten czas może nam pomóc uświadomić sobie, że komunia sakramentalna jest w istocie komunią duchową i w ogóle bardziej docenić wymiar duchowy” – uważa marianin. 

„Obrzędowość, która zdominowała nasz katolicyzm, ma niewiele wspólnego z wiarą. Czy praktykujący katolik to ten, który chodzi co niedzielę do kościoła, co najmniej raz w roku przyjmuje komunię, wziął ślub i ochrzcił dzieci? Z Ewangelii wynika, że kryterium katolickości to pójście za Chrystusem, naśladowanie Chrystusa. Praktyki mają być w tym pomocą. Niestety, zaczęliśmy z nich korzystać w sposób magiczny” – zwraca uwagę redaktor senior „Tygodnika Powszechnego”. Jak przekonuje, „czas, w którym się znaleźliśmy, można więc potraktować jak kurację z klerykalizmu. Nagle się okazało, że ksiądz nie jest nam niezbędnie potrzebny do zbawienia”.

Pytany o nadzieję, ks. Boniecki opowiada o pewnym spotkaniu: „Spytałem kiedyś psychoterapeutkę, czy to nie jest przygnębiające, że wyciąga człowieka z jego chorobowych stanów, a on za chwilę zapada w nie znowu. Ona na to: wystarczy, że ten człowiek przespał spokojnie jedną noc, to już jest warte każdego wysiłku”. „To nie jest nadzieja, że ktoś okaże się zbawicielem świata. Ale nadzieja na to, że będzie trochę jaśniej. Choćby miało być jaśniej tylko u jednego człowieka” – precyzuje.

DJ