Przeciwstawianie wstydu i dumy opiera się na wzorcu sarmackim. Ale przecież nie można przeciwstawiać Jedwabnego i Westerplatte, bo i jedno, i drugie się wydarzyło – o tym, skąd biorą się współczesne nawiązania do sarmatyzmu dyskutują prof. Anna Nasiłowska, ks. prof. Alfred Marek Wierzbicki i prof. Edward Włodarczyk oraz ks. prof. Andrzej Draguła.

Edward Włodarczyk: Ciekawa jest refleksja nad sarmatyzmem jako pewnym rodzajem patriotyzmu. Czy Sarmaci byli patriotami, gdy uciekali przed Szwedami pod Ujściem? Czy byli patriotami, kiedy w czasie powstania Chmielnickiego uciekli pod Piławcami z pola bitwy? Czy byli patriotami, kiedy przechodzili na stronę Gustawa Adolfa w czasie potopu szwedzkiego? Nawet Jan Sobieski, późniejszy król, który najpierw stanął po stronie króla szwedzkiego i trwał przy nim aż do wiosny 1657 roku? Czy wreszcie patriotyczny był powszechny akces polskiej szlachty do Targowicy? Takich przykładów można podawać więcej. Szlachcice mieli chyba swoiste rozumienie patriotyzmu i państwa. Powiedziałbym, że myśleli, iż jest to ich państwo: państwo szlachty, które miało służyć jej partykularnym interesom.

Ks. Andrzej Draguła: A co się stało z sarmatyzmem w wieku XIX? Czy sarmatyzm przekształca się w mesjanizm? Czy to jest jakieś continuum? Czy też mesjanizm dziewiętnastowieczny wyrasta z zupełnie innego kontekstu: społecznego, historycznego, religijnego?

Anna Nasiłowska: Moim zdaniem to bardzo różne zjawiska. Romantycy traktują sarmatyzm jako odległą przeszłość, która jest malownicza i należy o niej pamiętać, ale nie przywiązywać wielkiego znaczenia. Zwłaszcza Słowacki miał bardzo dużo do powiedzenia krytycznie o sarmatyzmie, choć w „Beniowskim” pokazywał jego malowniczą stronę i ów orientalizm mocno do niego przemawiał.

Ale czy idea wybraństwa nie łączyłaby jakoś tych dwóch koncepcji?

Nasiłowska: Słowacki akurat nie był mesjanistą w sensie mickiewiczowskim, a to mesjanizm mickiewiczowski jest tym mocniejszym. Słowacki był też krytykiem mentalności szlacheckiej – dość wspomnieć, ze jego pojęcie „czerep rubaszny” przywołuje właśnie cechy sarmackie. (…)

A co myślą Państwo o współczesnych nawiązaniach do sarmatyzmu? Na ile są uzasadnione, na ile chwytliwe? (…)

Ks. Alfred Marek Wierzbicki: (…). Moim jednak zdaniem sarmatyzm wciąż tkwi bardzo głęboko w polskiej mentalności. Jeszcze nie wspomnieliśmy dziś Gombrowicza. Gombrowicz nie był sarmatą, ale czerpał z sarmatyzmu.

Natomiast współcześnie z odrodzeniem sarmatyzmu mamy do czynienia dlatego, że sarmatyzm rodzi się z pragnienia znaczenia, tęsknoty za wielkością, budowania narodowej dumy. Można wręcz mówić o fenomenie kreowania pewnej dumy neosarmackiej, również poprzez wynajdywanie kolejnych zagrożeń, z którymi należy walczyć.

Mnie nie przekonuje – tak samo jak wielu innych przede mną – przeciwstawianie pedagogiki dumy i pedagogiki wstydu. Wstyd bowiem pojawia się tam, gdzie zostaje naruszony szacunek. On nie pojawia się w żadnej opozycji do dumy. A w sytuacjach, gdy w historii narodu pojawiają się wydarzenia haniebne, właśnie wstyd jest tym przeżyciem, które może pozwolić odbudować poczucie godności. Przeciwstawianie wstydu i dumy opiera się na wzorcu sarmackim – bądźmy dumni i tylko dumni z naszej historii. Ale przecież nie można przeciwstawiać Jedwabnego i Westerplatte, bo i jedno, i drugie się wydarzyło.

To fragmenty dyskusji, która odbyła się 12 czerwca 2019 roku w Sali Senatu Uniwersytetu Szczecińskiego. Jej skrócony zapis ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, wiosna 2020

„Więź”, wiosna 2020

Kup tutaj