Abp Stanisław Budzik usiłuje symetrystycznie rozłożyć przewinienia dwóch księży. Takie podejście zdecydowanie jednak nie pasuje do rzeczywistości.

Stare polskie powiedzenie mówi: „Gdzie Rzym, a gdzie Krym?”. Stosowane jest ono, by podkreślić, że dwie rzeczy, sytuacje, zjawiska czy osoby mają ze sobą niewiele wspólnego, choć bywają porównywane. Zwykle używamy tego powiedzenia, gdy chcemy wyrazić zdziwienie, że jakieś dwa zjawiska są ze sobą zestawiane i traktowane na równi, podczas gdy w istocie o wiele więcej je różni.

Innymi słowy: da się znajdować podobieństwa nawet w przypadkach od siebie bardzo odmiennych. Tyle że w takich sytuacjach nie da się zbudować przekonującej analogii, gdyż różnice zdecydowanie dominują nad podobieństwami. Trzeba wtedy podkreślać właśnie różnice, aby idąc do Rzymu, nie trafić na Krym.

Biskup symetrysta

Przypomniało mi się to polskie powiedzenie, gdy dowiedziałem się o upomnieniu ks. Alfreda Wierzbickiego przez metropolitę lubelskiego. Odnoszę bowiem wrażenie, że abp Stanisław Budzik wyraźnie dąży do symetrystycznego usytuowania się pomiędzy skrajnościami, za których przedstawicieli uznał dwóch swoich księży: Tadeusza Guza i Alfreda Wierzbickiego. Usiłuje też równie symetrystycznie rozłożyć ich przewinienia. Wobec obu duchownych przywołuje analogiczny zarzut złamania norm regulujących wystąpienia księży w mediach.

Tego typu symetryzm jest jednak w tym przypadku zdecydowanie nie na miejscu. Gdzie Rzym, a gdzie Krym; gdzie Wierzbicki, a gdzie Guz – chciałoby się zapytać. Czy rzeczywiście istnieją powody, żeby za prawdziwy uznać taki sposób opisywania rzeczywistości, w którym ci dwaj profesorowie KUL stanowią ekstrema?

Stała współpraca?

Zacznijmy od kwestii najmniejszej wagi. Obaj duchowni usłyszeli zarzut, że nie uzyskali zgody metropolity lubelskiego jako swego przełożonego na regularną współpracę z rozgłośnią radiową lub stacją telewizyjną.

W przypadku ks. Guza i mediów ojca Rydzyka taka stała współpraca jest faktem oczywistym i trwa od lat. „Nasz Dziennik” prowadzi nawet specjalną stronę internetową dokumentującą wykłady, artykuły i homilie kontrowersyjnego wykładowcy KUL oraz wydarzenia z jego udziałem, poczynając od marca 2015 r. (w sumie: 887 pozycji). Na stronie Radia Maryja zamieszczonych jest 307 artykułów ks. Guza lub mówiących o nim. Można więc bez żadnego wahania twierdzić, że ks. Guz jest jednym z czołowych ideologów tego koncernu medialnego i tego nurtu Kościoła w Polsce.

Ukarany został ten duchowny, który bronił zdrowego rozsądku, decyzji episkopatu i katolickiej nauki, a nie ten, który te zasady myślenia podważa

Czy analogicznie można mówić o stałej współpracy ks. Alfreda Wierzbickiego ze stacją telewizyjną TVN24? Wyniki moich poszukiwań w przepastnych archiwach internetu wskazują, że w roku 2019 kierownik Katedry Etyki KUL był gościem różnych programów publicystycznych w tej stacji zaledwie czterokrotnie, a w roku 2020 – trzykrotnie. Zważywszy na liczbę osób zapraszanych do wypowiedzi jako goście audycji telewizyjnych, trudno więc mówić o stałym charakterze współpracy – a tym bardziej o formalnym nawiązaniu współpracy.

Od faktycznego charakteru współpracy czy też „współpracy” zdecydowanie ważniejsze jest jednak, co zaproszony duchowny – zwłaszcza profesor uniwersytecki – ma do powiedzenia.

Co powiedział ks. Wierzbicki

Co mówił ostatnio ks. Guz – przypominać nie trzeba. Najkrócej mówiąc, przekonywał do niemożliwości zarażenia się koronawirusem podczas udzielania Komunii świętej, „bo to jest akt święty”, a „kapłan ma konsekrowane dłonie”. Abp Budzik słusznie wezwał go do sprostowania tych wypowiedzi. Uznał bowiem – jak stwierdził jego rzecznik, ks. Adam Jaszcz – że tezy ks. Guza są „sprzeczne z katolicką nauką o przeistoczeniu i ze zdrowym rozsądkiem” oraz stoją „w jaskrawej sprzeczności z dokumentami i decyzjami Episkopatu”.

A co takiego powiedział ks. Wierzbicki w wielkoczwartkowej „Kropce nad i”? Większość czytelników zna z tej rozmowy zapewne jedynie jedno zdanie, wyrwane z kontekstu. Ja też jej treści nie znałem, gdyż przed upomnieniem ks. Wierzbickiego przez arcybiskupa nawet nie wiedziałem, że ta rozmowa miała miejsce. Pełnego zapisu rozmowy Moniki Olejnik z ks. Alfredem Wierzbickim można odsłuchać pod tym adresem.

W roli lewicowego radykała obsadzany jest przez biskupa człowiek bez wątpienia ortodoksyjny

Co ciekawe, dostępna na stronach TVN24 relacja z tego wywiadu nie zawiera żadnej wzmianki o słowach Wierzbickiego na temat Guza. Obszernie natomiast przedstawia jego wypowiedzi o domowej liturgii Triduum Paschalnego („Każdy chrześcijanin może sam poświęcić pokarm. […] Być może będziemy wspominali tę pandemię przez następne stulecia i wtedy będziemy mówić: właśnie wtedy, kiedy była pandemia, to w ten sposób sobie poradziliśmy”), o kościelnych zbiórkach na rzecz pomocy szpitalom („Takie apele też biskupi polscy kierują. Ja sam otrzymałem list z kurii lubelskiej z prośbą o składkę na któryś ze szpitali. […] To jest piękny gest księży, […] wielkoczwartkowy dar”), o tęsknocie za liturgią sprawowaną z udziałem wiernych („To robi wrażenie, kiedy w kościele są właściwie prawie sami księża, najwyżej pięć osób, ale to rodzi też wśród nas wielką tęsknotę za czasem, kiedy kościoły będą znowu pełne”), o nowatorskich metodach duszpasterstwa („Również w tej sytuacji księża czują się potrzebni. Bardzo się wzmogła aktywność w sieci, na różnych portalach, poprzez telefon, poprzez Skype’a. […] w średniowieczu nikt nie miał okazji korzystać z takich środków, z jakich my korzystamy i chyba ludzie czuli się bardziej odosobnieni, odizolowani, a może też i bardziej wystraszeni”).

A podsumowaniem są słowa: „To jest ten czas, kiedy przede wszystkim powinniśmy się dzielić, nie tylko w sensie symbolicznym”.

Wyraźnie widać więc, że ostry komentarz na temat współbrata w kapłaństwie –  „można być profesorem i można być skończonym durniem, nie waham się tego powiedzieć” – był marginalnym wątkiem tego wywiadu, wywołanym przez prowadzącą, która nawet zapomniała nazwiska ks. Guza. Odpowiedziawszy na pytanie, ks. Wierzbicki zwrócił się zresztą do Moniki Olejnik: „Ale mam nadzieję, że nie będziemy o tym żałosnym przypadku dalej rozmawiać, bo to jest incydent”. Pomogło, już dłużej na ten temat nie rozmawiali.

Przestępstwo?

Rozmowę w TVN24 należy więc uznać za bardzo potrzebną i pożyteczną, a w ogólnym wydźwięku wręcz pozytywnie oceniającą aktualne działania Kościoła katolickiego w Polsce podczas pandemii. Owszem, padły podczas niej dwa słowa niewłaściwe i niepotrzebne – ale czy aż zasługujące na formalne upomnienie nakładane w poranek Wielkiego Piątku?

Skoro ks. Wierzbicki niepotrzebnie – co każdemu może się zdarzyć w wywiadzie na żywo – użył słów uznawanych za obraźliwe, i to wobec osoby, a nie poglądów, metropolita lubelski jako jego przełożony mógł po prostu przypomnieć duchownemu, że w polemikach nie należy osądzać drugiego człowieka, a oczekiwać tego można zwłaszcza od profesora etyki. Tego typu reakcję można by wręcz uznać za upomnienie ewangeliczne. Abp Budzik wybrał jednak drogę formalnego, pisemnego upomnienia, które niemal natychmiast stało się publiczne.

I tu pojawia się kolejny poważny problem. Zgodnie z kodeksem prawa kanonicznego upomnienie należy do środków karnych i powiązane jest z przynajmniej podejrzeniem popełnienia przestępstwa. Nie mam pojęcia, o jakim przestępstwie ze strony ks. Wierzbickiego można by mówić w tym przypadku. Chyba że biskup posłużył się szeroką kategorią „upomnienia”, bez odniesienia do kodeksu prawa kanonicznego – wtedy należałoby to jednak inaczej nazwać, żeby nie robić zamieszania pojęciowego. Po cóż byłby „list z upomnieniem” w Wielki Piątek, skoro wystarczyłaby zwykła rozmowa?

Radykał czy ortodoks?

Wyłania się więc z tego wszystkiego sytuacja tragikomiczna. Oto arcybiskup ukarał upomnieniem swego duchownego, który w (zbyt) ostrych słowach ocenił tezy innego księdza tej diecezji – tyle że akurat te właśnie tezy, które tenże sam biskup uznał za „sprzeczne z katolicką nauką o przeistoczeniu i ze zdrowym rozsądkiem”, a także „z dokumentami i decyzjami Episkopatu”. Ukarany został więc ten duchowny, który bronił zdrowego rozsądku, decyzji Episkopatu i katolickiej nauki, a nie tamten, który te zasady myślenia podważa.

Co więcej, ten duchowny bezzwłocznie za swoje słowa przeprosił publicznie i przy okazji wyjaśnił, jak rozumie swoją obecność w mediach. Tamten natomiast do tej pory (czyli już od pół miesiąca) w żaden sposób nie odpowiedział na wezwanie biskupa do sprostowania swych wypowiedzi (swoją drogą, ciekawe, jaki termin został udzielony ks. Guzowi na odpowiedź). Również reakcja obu księży archidiecezji lubelskiej na słowa własnego biskupa jest więc całkowicie odmienna.

Arcybiskup ukarał upomnieniem duchownego, który zbyt ostro ocenił tezy innego księdza – tyle że akurat te właśnie tezy ten sam biskup uznał za „sprzeczne z katolicką nauką o przeistoczeniu i ze zdrowym rozsądkiem”

Przywołując tytułowe pytanie: „Gdzie Rzym, a gdzie Krym?”, trzeba więc dostrzec, że do Rzymu to akurat Wierzbickiemu dużo bliżej niż Guzowi. Przykry jest tu również fakt, że – aby uzyskać oczekiwany symetrystyczny efekt – w roli lewicowego radykała obsadzany jest przez biskupa człowiek bez wątpienia ortodoksyjny. Ks. Wierzbickiemu nie da się zarzucić wystąpień niezgodnych z doktryną katolicką. Jeśli coś budzi społeczne kontrowersje, to jego tezy publicystyczne, mocno krytyczne wobec powiązań Kościoła z władzą świecką. Konia z rzędem ofiaruję jednak temu, kto by wykazał, że jest to postawa niekatolicka. Wszak niepokój Wierzbickiego związany z pokusą korzystania przez Kościół z siły władzy politycznej to ten sam niepokój, jaki wyrażał papież Benedykt XVI, pisząc o pokusie flirtu wiary z władzą.

W jednym z ubiegłorocznych tekstów dla Więź.pl, „Polityczny dylemat katolika”, ks. Wierzbicki przywoływał słowa emerytowanego biskupa Rzymu, przenoszącego doświadczenie kuszenia Chrystusa na doświadczenie Kościoła: „Poprzez wszystkie wieki ciągle na nowo w różnych odmianach powracała pokusa umacniania wiary z pomocą władzy, i za każdym razem groziło niebezpieczeństwo zduszenia jej w objęciach władzy. Walkę o wolność Kościoła, walkę o to, żeby królestwo Jezusa nie było utożsamiane z żadną formacją polityczną, trzeba toczyć przez wszystkie stulecia. Bo w ostatecznym rozrachunku cena, jaką płaci się za stapianie wiary z władzą polityczną, zawsze polega na oddaniu się wiary na służbę władzy i na konieczności przyjęcia jej kryteriów” („Jezus z Nazaretu”, część I, Kraków 2007, s. 46).

Zlekceważeni

Myślę zatem, że ks. Alfred Wierzbicki pada ofiarą polityki prowadzonej przez swego metropolitę. Po pierwsze, wydaje mi się, że abp Budzik ma zamiar zastosować wobec ks. Tadeusza Guza jakieś działania represyjne, np. zakaz wypowiedzi czy nauczania. Wskazują na to pojawiające się powoli (oj, bardzo, bardzo powoli) w oficjalnych komunikatach kurii lubelskiej argumenty merytoryczne i prawne dotyczące niedopuszczalności pewnych wypowiedzi czy działań ks. Guza.

Tak czyni się, jeśli biskup nie chce narazić się na porażkę, gdyby podwładny zaskarżył nałożone na niego kary do Stolicy Apostolskiej. Zgodnie z obowiązującym kodeksem prawa kanonicznego, kary mają bowiem w Kościele charakter zaradczy, powinny więc być nakładane stopniowo, aby nie stosować najsurowszych rozstrzygnięć przedwcześnie. Dawniej bardziej podkreślano odwetowy charakter kary. Obecnie natomiast przyjmuje się, że cele kary to naprawienie zgorszenia i doprowadzenie do poprawy. Kara ma służyć dobru jednostki i wspólnoty, której zło zostało wyrządzone.

Abp Budzik mógł po prostu przypomnieć ks. Wierzbickiemu, że w polemikach nie należy osądzać drugiego człowieka, a oczekiwać tego można zwłaszcza od profesora etyki. Tego typu reakcję można by wręcz uznać za upomnienie ewangeliczne

Dążąc więc stopniowo do bardziej stanowczych restrykcji wobec ks. Tadeusza Guza – i tu pojawia się drugi aspekt sprawy – metropolita lubelski nie chce jednak pozwolić, aby zwolennicy ks. Guza (a jest ich, dzięki ojcu Rydzykowi, legion!) mogli oskarżać go, że czyni to w sojuszu z tzw. wrogimi Kościołowi mediami. Upomnienie ks. Wierzbickiego za występ w TVN to symboliczne odcięcie się od tamtych środowisk.

Sęk w tym, że – troszcząc się o tych, którzy będą się oburzać za kary nałożone na ks. Guza – arcybiskup lubelski nie wykazuje, niestety, symetrycznej troski o tych, których głęboko dotyka i boli jego surowa reprymenda udzielona ks. Wierzbickiemu.

Ktoś, kto powiedział o dwa słowa za dużo, naprawdę na kanoniczne upomnienie nie zasługiwał. A ci, którzy tęsknią za mądrym głosem Kościoła w mediach świeckich – wierzący i niewierzący – poczuli się po raz kolejny zlekceważeni. O to chodziło?