Następny proszę. Następny. Następny. Ludzie wchodzą i wychodzą, nie ma im końca. Pokazuję, gdzie jest gabinet psychologa i gdzie przyjmuje lekarz. Zamykam dziesiątki dramatów i śmierci w zdawkowych komunikatach rejestru.

Przy biurku, w dusznym pokoiku, gdzie rejestrujemy przychodzących, obok mnie siedzi młody chłopak. Pomieszczenie jest zbyt małe, by rozmówcy mogli siedzieć naprzeciwko siebie.

– Miałem kłopoty – odpowiada zdawkowo na pytanie o powód wyjazdu.

– Jaki rodzaj kłopotów? – pytam zachęcająco.

Waha się, po czym zaczyna szybko, jak gdyby bał się, że nie da rady tego wyjaśnić, mówiąc spokojnie. Nie oczekiwałem szczegółowej odpowiedzi, muszę tylko wypełnić miejsce w tabelce, ale on już zaczął to z siebie wyrzucać.

– Nie wiedziałem, że mój przyjaciel ma z nimi na pieńku. Wspominał coś, ale to było już dawno, myśleliśmy, że zapomnieli… Piliśmy piwo po pracy, było ciemno i nagle pojawili się oni – nerwowo przełyka ślinę. – Torturowali nas, miażdżyli mu czymś klatkę piersiową, szydzili z niego. Mi wbili narzędzie rolnicze w kark – pokazuje świeżą bliznę. – Myśleli, że nie żyję i sobie poszli – chłopak zaczyna płakać. – On jeszcze żył. Oddychał, o tak – świszcząco wciąga powietrze, wizg umierającego człowieka zlewa się z jego szlochem. – Biegłem i szukałem pomocy, ale… – głos mu się załamuje, przerywa, zapada cisza. Chcę coś powiedzieć, ale nie wiem, co można powiedzieć.

Chłopak uspokaja się po chwili i opowiada, że złożył doniesienie na policję, ale program ochrony świadków to kpina. Znalazł się na sali sądowej twarzą w twarz z oprawcami. To wystarczyło. Spakował mały plecak i uciekł.

Czuję bezradność. Mówię jakieś miałkie słowa o psychologu w ośrodku, kończę wpis do rejestru, ściskamy sobie ręce. Chłopak wychodzi do kolegów, wykrzykuje coś wesoło, śmieją się. Płacz jest niemęski.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, wiosna 2020

„Więź”, wiosna 2020

Kup tutaj