Być może wiele z tego, do czego w szkole przywykliśmy od dziesięcioleci, wcale nie jest niezbędne dla dobrej edukacji?

Powinienem teraz być na Ukrainie. Nie jestem tam, wyjazd został odwołany w ostatniej chwili, właściwie tuż przed zamknięciem granic i odwołaniem lotów. Jak się sprawy potoczą – nikt dzisiaj nie potrafi powiedzieć. Niezależnie od tego, ile osób zachoruje na COVID-19, to efekty społeczne, ekonomiczne, a może i religijne są nieuniknione. Zmiany świata nabrały tempa. Jako nieuleczalny optymista powiem, że wiele z nich może być zupełnie dobrych. 

Większość moich córek to nauczycielki. Szkoły zamknięte, więc zorganizowały lekcje za pośrednictwem internetu. Nie wiem, jak sprawy potoczą się, gdy kwarantanna potrwa dłużej, ale na razie frekwencja jest stuprocentowa, a dzieciaki zachwycone. O umówionej godzinie spotykają się w sieci, rozwiązują zadania, zadają pytania, są zaangażowane niemal jak w gry komputerowe. Zresztą, „cwane” nauczycielki wykorzystały narzędzia, które dzieciaki namiętnie wykorzystywały w grach. I nagle dzieciaki „mają ubaw po pachy”, gdy widzą „naszą panią nauczycielkę” w przestrzeni, która dotąd bywała zakazana lub co najmniej niemile widziana.

Jeśli ta metoda spowszednieje, to pewnie już tak słodko nie będzie, warto więc, teraz gdy jest świeża, dobrze wykorzystać sytuację. A przy okazji pomyśleć o szkole przyszłości, która może bardzo skutecznie wykorzystywać nowoczesne narzędzia. Być może wiele z tego, do czego w szkole przywykliśmy od dziesięcioleci, wcale nie jest niezbędne dla dobrej edukacji? Może nie trzeba było zamykać wiejskich szkół, tylko sporo czasu poświęcić na pracę na odległość? Może warto przemyśleć postawienie na kreatywność uczniów, którzy w sieci czują się jak u siebie? 

Internet spowodował, że w czasie tej zarazy samotność nie musi być tak dotkliwa, jak bywała w czasie dawnych kwarantann. Z satysfakcją i dumą widzę, jak ludzie w sieci potrafią się organizować dla pomocy bliźnim. Najświeższe informacje o tym, co się dzieje, może mieć każdy, kto potrafi inteligentnie wykorzystać swój telefon komórkowy. Kryzys gospodarczy jest pewnie nieunikniony, ale byłby o wiele głębszy, gdyby nie możliwość pracy zdalnej w wielu zawodach. Sieć ułatwia nawet modlitwę, gdy obawa przed zarazą nie pozwala gromadzić się w kościele. Lawinowo wzrosła popularność transmisji internetowych Mszy świętej, zresztą zorganizowanie ich nie nastręcza – jak się okazuje – większych trudności. Z solidarności pozostałem w domu, uczestniczyłem w liturgii za pośrednictwem sieci, miałem poczucie więzi, choć wolałbym być w kościele. Wzrasta zainteresowanie i wiedza na temat tego, co w Kościele jest od dawna, na przykład o duchowej Komunii świętej.

Trudny to czas – czas pandemii. Jest obawa, są niedogodności, będą straty. Świat się zmieni na pewno – miejmy nadzieję, że w jakimś stopniu też na lepsze. Warto nad tym popracować. I mądrze wykorzystywać narzędzia, które wymyślono także dlatego, by człowiek nie był sam w chwilach trudnych, chwilach zagrożenia.