To była nasza ostatnia wieczerza. Powinienem zapamiętać jakieś słowo, nobliwy gest, np. łamanie chleba – wierzcie mi, nic a nic. Tylko oblizywanie małego palca po zamoczeniu go w zupie.

W obskurnej kuchni arcybiskupstwa w Rabacie było nas trzech. Lekkie zaniedbanie w wyglądzie, pedantyczne ruchy i zbyt duży garnek na zupę zdradzały kościelnych celibatariuszy. Biskup Michon w stalowym, sfatygowanym garniturku, pod czarnym krawatem, kroił chleb; trapista Christian de Chergé, w wytartym na łokciach swetrze, warzył zupę; a ja w wysłużonym na Bałtyku niebieskim sztormiaku – plątałem się im pod nogami, uczestnicząc.

A więc to tak wygląda sławny potage, który w podręczniku francuskiego dla klas pierwszych liceum spożywali każdego wieczoru grzeczni państwo Pommier – myślałem, śledząc ze zgrozą ruchy Christiana, który wrzucał do garnka obiadowe resztki z czwartku i piątku, liście bobkowe i marchewkę, słodkie pataty i kostki niedojedzonego pasztetu. Kiedy nieokreślonego koloru masa zaczęła wydawać przyjemny odgłos: bul-bul-bul, Christian sięgnął po mikser i bez większych ceregieli zrobił z niej aksamitny krem. Pozostało jeszcze tylko potage doprawić.

(…) Christian nie słodził – zdecydowanym ruchem podciągnął rękaw sweterka i ciach rękę do garnka! Aż podskoczyłem, głuptas. Niepotrzebnie, bo przecież on zanurzył w zupie tylko koniuszek małego palca, który później z ukontentowaniem oblizał. Lekko pokiwał głową, co oznaczało, że poziom papryki, soli, pieprzu w zupie jest w normie i można zasiadać.

To była nasza ostatnia wieczerza. Nie zobaczyłem go już więcej. Powinienem zapamiętać jakieś słowo, nobliwy gest, np. łamanie chleba, wzrok mistyczny, przenikający ciemną zasłonę niewesołej a bliskiej przyszłości – wierzcie mi, nic a nic. Tylko to oblizywanie małego palca. I kiedy pytali mnie później różni ludzie o tego świętego męczennika, to ja o tym palcu opowiadałem – i przyznam, że patrzyli na mnie z niesmakiem jak na złodzieja idiotę, który z Wieczernika mógł wynieść Świętego Graala, a połakomił się na kulawy świecznik z łojówką. A ja nic nie pamiętam, tylko tę zupę.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, wiosna 2020

„Więź”, wiosna 2020

Kup tutaj