Seminaria duchowne w dzisiejszym kształcie powstały dopiero po dekrecie Soboru Trydenckiego z 1563 r. Jak wcześniej wyglądała formacja kapłańska i „przyuczanie do zawodu” księdza?

Według żywotu papieża Sergiusza (687-701), pokonującego kolejne szczeble kariery, najwięcej „doktryny” nauczył się od przełożonego scholi, kiedy był jej kantorem. W tym kontekście należy rozumieć wezwanie soboru w Vaison w południowej Galii (529 r.) skierowane do prezbiterów, by przyjmowali do siebie do domów nieżonatych lektorów i uczyli ich psalmów, Pisma Świętego i prawa kanonicznego, przygotowując sobie w ten sposób następców. Ten kanon jest przytaczany przez niektórych autorów jako pierwsza próba organizacji czegoś na kształt seminariów, wydaje się jednak, że jest to raczej kolejne wywarcie nacisku, by działało coś w rodzaju „przyuczania do zawodu”.

Z czasem ta forma stała się najbardziej popularna, w jakiś sposób to z niej wywodzą się szkoły kościelne, przede wszystkim katedralne, ale także i parafialne, które zapewniały podstawową edukację (czytanie, pisanie) i wprowadzały w życie kościelne, m.in. poprzez asystowanie przy czynnościach liturgicznych. Ten model edukacji przeważał potem w średniowieczu, więc tego rodzaju szkoły można uznać niejako za pierwowzór seminariów.

Póki co naturalna jednak była także zupełnie inna droga „przyuczania do zawodu” – uczenie się od rodzonego ojca. Od przełomu IV i V wieku starano się wymagać wstrzemięźliwości płciowej od wyższych duchownych (na pewno zalecano ją także wcześniej), nie wyklucza to jednak, że mogli oni mieć dzieci z wcześniejszego okresu swojego życia.

Możemy prześledzić szereg przypadków takiego „dziedziczenia zawodu”: papież Bonifacy I (418-422) był synem prezbitera Jokundusa, papież Sylweriusz (536-537) był synem papieża Hormizdasa (514-523), Grzegorz Wielki (590-604) praprawnukiem Feliksa III (483-492). Papieża Eugeniusza I (654-657) „Liber pontificalis” opisuje jako „duchownego od kołyski”. Nie oznacza to oczywiście koniecznie, że ojciec musiał być duchownym, ale ewidentnie mamy często do czynienia z przeznaczeniem kogoś do służby duchownej i równoczesnym rozpoczęciem przygotowania go do tej funkcji od dzieciństwa. Przygotowanie to mogło być dość długie: w starożytności za wiek dopuszczający do prezbiteratu uznawano często 30 lat, w późniejszych epokach uległ wiek ten znacznemu obniżeniu. Dziś jest to 25 lat.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, wiosna 2020

„Więź”, wiosna 2020

Kup tutaj